Tanie loty miały być hitem. Wizz Air zderzył się ze ścianą
Wizz Air chciał latać tanio i daleko. Rozwiązaniem miał być A321XLR. Rok później baza w Abu Zabi została zamknięta, a samoloty, które miały otwierać nowy rozdział, są po prostu kłopotem.

Airbus A321XLR to jedna z najciekawszych maszyn ostatnich lat. Technicznie jest bardzo kuszący dla linii lotniczych, bo łączy cechy samolotu wąskokadłubowego z zasięgiem pozwalającym latać znacznie dalej niż typowe A321neo. Wizz Air widział w nim szansę na przebicie się na dłuższych trasach bez konieczności kupowania szerokokadłubowych maszyn.
Plan był tak naprawdę zaskakująco logiczny. Zamiast dużego Boeinga 787 albo Airbusa A330 linia mogła użyć mniejszego, tańszego w eksploatacji samolotu z 239 miejscami. Taki układ miał pozwolić utrzymać niskie koszty jednostkowe i zaoferować tanie bilety na trasach, które wcześniej były domeną klasycznych przewoźników albo linii z przesiadkami.
A321XLR to jednak tylko narzędzie. Resztę trzeba zbudować samemu. Siatka, baza, prawo, produkt i pasażerowie gotowi na ciasnotę przez kilka godzin. Wizz Air stracił jeden element i cała układanka po prostu runęła.
Abu Zabi miało być trampoliną. Stało się końcem planu
Najważniejszym punktem tej strategii była baza w Abu Zabi. Miała ona dać przewoźnikowi miejsce do budowania tras na styku Europy, Bliskiego Wschodu i Azji. A321XLR idealnie do tego pasował, bo mógł latać dalej niż zwykłe A321neo, a jednocześnie zachowywał prostotę floty jednego producenta i jednej rodziny samolotów.
Zamknięcie Wizz Air Abu Dhabi wybiło jednak fundament spod całego projektu. Linia tłumaczyła decyzję m.in. niestabilnością geopolityczną, zamykaniem przestrzeni powietrznej, ograniczonym dostępem do rynków i trudnymi warunkami operacyjnymi w regionie. Oznaczało to, że długodystansowy A321XLR stracił naturalne miejsce w siatce Wizz Aira.
Ian Malin, dyrektor handlowy Wizz Aira, stwierdził wprost, że po wycofaniu się z Abu Zabi model A321XLR utracił spójność z modelem biznesowym linii. Jest to rzadki w branży lotniczej przykład nieskrępowanej oceny sytuacji, w której zwyczajowo operuje się eufemizmami takimi jak optymalizacja floty czy dostosowanie do strategii.
Z 47 maszyn zostało 11
Wizz Air miał wcześniej zamówionych 47 sztuk A321XLR. Teraz to zobowiązanie skurczyło się do 11 maszyn, a 36 zostało przekonwertowanych na zwykłe A321neo. To przyznanie się, że wielka wizja taniego long-haulu nie ma dziś w Wizz Airze po prostu miejsca. 6 A321XLR zostało już dostarczonych, a pozostałe 5 ma trafić do przewoźnika w 2026 r. Co jednak zrobić z samolotami, które już są we flocie albo zaraz do niej dołączą?
Przeczytaj także:
Wizz Air używa XLR-ów tak, jakby to były zwykłe A321neo. Malin przyznał wprost, że przewoźnik nie oznacza ich w systemie jako XLR. Żadnej specjalnej trasy, żadnego długiego zasięgu, żadnej nowej ery lotnictwa – tylko zwykłe zadania, do których wystarczyłaby mniej wyspecjalizowana wersja. To brutalny finał historii maszyny, która miała być symbolem nowego etapu, a skończyła jako droższy odpowiednik czegoś, co linia i tak już ma w swojej flocie.



















