Absurd na maturze. CKE sprawdza wiedzę, a sama powinna się douczyć
Zdaniem CKE, największą bibliotekę świata można zmieścić na jednym pendrivie-breloczku przypinanym do kluczy. Wysłałam już pytanie do CKE, czy pracownicy noszą w kieszeniach dyski wielkości cegieł.

Rozpoczął się maj, a wraz z nim - oprócz sezonu na grilla - sezon maturalny. Dziś ponad 340 tys. uczniów liceów, techników i szkół branżowych przystąpiło do egzaminu z języka polskiego. W tym roku również tradycji stało się za dość, bowiem Podlasie dostarczyło przecieków maturalnych, które zainteresowały także mnie. I to nie dlatego, że wycieki są złe, a system dziurawy jak ser szwajcarski - o tym wypowiedział się już Dariusz Chętowski na łamach wczorajszej "Polityki". Mnie poruszyło coś zupełnie innego.
W CKE mają pendrive o pojemności kilkunastu terabajtów
Dzisiejszy arkusz maturalny z języka polskiego na poziomie podstawowym otworzyły dwa teksty pisane przez pracowników CKE: "Kamień, papier, chmura" Agnieszki Krzemińskiej oraz "Biblioteka w kieszeni" Olafa Szewczyka, do których dołączone były zadania. Oba teksty poświęcone są ewolucji nośników danych, na jakich zapisywane są informacje, dane i słowa. Temat piękny, życiowy, skłaniający do refleksji
I trochę do wymyślania bzdur.





W swojej publikacji Olaf Szewczyk wspomina, o niezwykłości technologii i tego, że zbiory gigantycznych bibliotek - takich jak wymieniona z nazwy Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych - dziś można skondensować do niewielkich nośników. Zdecydowanie zgadzam się z tym stwierdzeniem, niezbyt zgadzam się z tym co padło później.
Niezwykłe jest to, jak wiele informacji zapisanych w formie cyfrowej można zmieścić na elektronicznym nośniku. Niewielki czytnik książek, wyposażony w ekran dotykowy, na którym wyświetlają się kolejne strony lektury, może pomieścić tyle powieści, ile - w formie tradycyjnych papierowych woluminów - wypełniłoby wielkie biblioteki. Zbiory gigantycznej Biblioteki Kongresu USA, której półki, zastawione książkami, mają łączną długość prawie półtora tysiąca kilometrów, zajębyły - utrwalone w formie cyfrowej - kilkanaście terabajtów danych. Wszystkie te dane moglibyśmy zapisać na nośniku USB, nie większym niż breloczek do kluczy.
Doprawdy nie wiem o jakim pendrivie mówi pan Szewczyk, bowiem "nośnik USB nie większy niż breloczek do kluczy" o "pojemności kilkunastu terabajtów danych" to oksymoron - taki pendrive nie istnieje. A przynajmniej nie komercyjnie.
Być może w siedzibie CKE istnieje wyrwa w czasoprzestrzeni pozwalająca na przechodzenie pomiędzy alternatywnymi rzeczywistościami i podróże w przyszłość, i mają tam dostęp do "nośnika USB nie większego niż breloczek do kluczy" o "pojemności kilkunastu terabajtów danych". Ale obecnie istniejąca technologia zatrzymuje komercyjnie dostępne pendrive na 2 TB. Podczas targów CES w 2019 roku pokazywano prototyp pendrive 4 TB, jednak zatrzymał się on w fazie prototypu - póki co wszystkie nośniki "o pojemności kilkunastu terabajtów danych" to przenośne dyski, których raczej nikt by nie zawiesił przy kluczach.

Można się także kłócić z wielkością samej Biblioteki Kongresu. Oficjalnie Biblioteka posiada w swoich zasobach 173 miliony woluminów. W 2009 roku Matt Raymond, ówczesny dyrektor ds. komunikacji, stwierdził że publicznie dostępne i zdigititalizowane zasoby Biblioteki Kongresu to już 74 terabajtów - aczkolwiek tu liczył także fotografie, nagrania, prasę, dokumenty i inne nie-książkowe zasoby. Bardziej precyzyjnych danych dostarczyła nam w 2012 roku Leslie Johnston, ówczesna szefowa zespołu odpowiadającego za digitalizację woluminów. Stwierdziła ona wprost, że wszystkie zbiory Biblioteki to około 3000 TB - lub jak kto woli, 3 petabajty. Ponownie nie dała nam ona wprost ile z tych woluminów to książki, ale nawet gdyby przyjąć bardzo ostrożne 3 proc., to nadal jest to 90 TB, które potrzebowałoby nie tylko dysku którego nie da się zawiesić, ale całego NAS załadowanego w kilka dysków.
Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że sednem tekstu Agnieszki Krzemińskiej i Olafa Szewczyka jest podkreślenie ogromnego cywilizacyjnego przeskoku jaki dokonał się nawet nie na przestrzeni stuleci, a choćby w ciągu ostatnich kilku dekad. Dlatego teoretycznie powinnam puścić oko na to, że pendrive z tekstu maturalnego nie istnieje, a zbiory Biblioteki Kongresu są znacznie większe niż przypuszczał autor.
Praktycznie nie rozumiem powodu podawania nieprawdy, którą można sprawdzić w ciągu kilku minut googlowania. Co - swoją drogą - też byłoby fenomenalnym tematem na tekst maturalny!
Czytaj też:



















