Morski dron z rakietami. Marynarka wojenna jaką znamy to przeszłość
12-metrowa łódź bez załogi, 46 rakiet przeciwko dronom i pociskom manewrującym, tydzień autonomii na morzu. Tak wygląda przyszłość obrony floty.

Podczas corocznych ćwiczeń Fleet Experimentation 2026 amerykańska marynarka pokazała coś, co jeszcze kilka lat temu brzmiałoby jak zmyślny scenariusz z gry komputerowej: 12-metrową bezzałogową łódź patrolową uzbrojoną w obrotową wyrzutnię z 46 rakietami naprowadzanymi laserowo, zdolną do samodzielnej obrony powietrznej bez jednego człowieka na pokładzie. To połączenie drona morskiego CUSV firmy Textron z modułem bojowym BRAWLR firmy Sierra Nevada Corporation i prawdopodobnie najbliższy obraz tego, jak będzie wyglądać obrona floty w najbliższej dekadzie.
Od trałowca min do pływającego stanowiska rakietowego
CUSV (Common Unmanned Surface Vehicle) pierwotnie powstał z zupełnie innym przeznaczeniem. Textron Systems zaprojektował go na początku poprzedniej dekady jako bezzałogową platformę do trałowania min morskich dla programu UISS (Unmanned Influence Sweep System) US Navy. Miał być niewidocznym, cichym narzędziem do oczyszczania akwenów z zagrożeń podwodnych – robić brudną, niebezpieczną robotę, żeby żaden marynarz nie musiał ryzykować życia na polu minowym.
Technologia, która umie pływać autonomicznie, unikać przeszkód, komunikować się z bazą i operować przez 72 godziny bez interwencji ludzkiej, szybko znalazła kolejne zastosowania. Rozpoznanie, nadzór portów, ochrona kotwicowisk, patrol morski – CUSV zyskiwał nowe zadania w tempie, które zaskoczyło nawet jego twórców. Czwarta generacja platformy to maszyna o długości 12 m, wyporności około 11,3 tony, prędkości ponad 30 węzłów i zasięgu przekraczającym 500 mil morskich przy prędkości ekonomicznej 10 węzłów. W wersji wielozadaniowej niesie do 3,6 tony ładunku i może operować na morzu przez tydzień bez powrotu do bazy.
To właśnie ta ładowność i autonomia otworzyły drzwi do czegoś, o czym projektanci trałowca min prawdopodobnie nie myśleli: zamontowania na pokładzie kompletnego systemu obrony powietrznej.
BRAWLR to wyrzutnia, która mieści się na palecie lotniczej i nosi 46 rakiet
BRAWLR (Battery Revolving Adaptive Weapons Launcher Reconfigurable) to moduł bojowy, który Sierra Nevada Corporation zaprojektowała z myślą o ekspedycyjnej obronie powietrznej. Fizycznie to sześcian o wymiarach mniej więcej 1,5 x 1,5 x 2,1 m, ważący 1045 kg bez uzbrojenia. Mieści się na standardowej palecie lotniczej 463L, co oznacza, że można go załadować do samolotu, przetransportować na drugi koniec świata i mieć gotowy do walki w 10 min od rozładunku. Jego złożenie zajmuje jedynie 3 min. Obsługuje go jedna osoba, a szkolenie operatora trwa 7 dni.
Na tych skromnych rozmiarach mieści się jednak wręcz potężna zdolność ogniowa. Cztery adaptowalne stacje uzbrojeniowe o łącznej ładowności 907 kg mogą przyjąć różne konfiguracje – od wyrzutni rakiet 70 mm po szyny do pocisków kierowanych. W konfiguracji maksymalnej BRAWLR niesie 46 rakiet APKWS. To 70-milimetrowe pociski z nakładką naprowadzania laserowego, które kosztują ułamek ceny klasycznego pocisku rakietowego obrony powietrznej i są wystarczająco precyzyjne, żeby zestrzelić drona FPV lub pocisk manewrujący lecący nisko nad wodą.
Sama wyrzutnia obraca się natomiast o pełne 360 stopni z prędkością 40 stopni na sekundę, podnosi się od 0 do 45 stopni elewacji i jest wyposażona w kamerę termowizyjną FLIR, radio siatkowe Silvus MANET, moduł nawigacji precyzyjnej i otwarty system architektury TRAX, który pozwala na wymianę danych śledzenia celów z dowolną siecią dowodzenia w standardach OMNI i ASTERIX. To węzeł w sieci, który widzi to, co widzi cała flota i może strzelać na podstawie danych od dowolnego sensora w łańcuchu.
Od momentu wdrożenia operacyjnego w 2023 r. BRAWLR przechwycił ponad 400 celów powietrznych. Firma nie ujawniła, gdzie system był używany bojowo, ale biorąc pod uwagę liczbę przechwyconych celów i kontekst czasowy, bardzo prawdopodobna jest tu Ukraina.
Bezzałogowa łódź z rakietami może raz na zawsze zmienić morską obronę powietrzną
Jak rozciągnąć parasol obrony powietrznej na większy obszar bez budowania kolejnych drogich okrętów z pełnymi załogami? Połączenie CUSV z BRAWLR może rozwiązać problem, z którym marynarki wojenne całego świata zmagają się od lat.
Tradycyjna obrona powietrzna na morzu opiera się na okrętach wyposażonych w systemy rakietowe – Aegis na niszczycielach typu Arleigh Burke, Sea Ceptor na fregatach typu 26, PAAMS na fregatach europejskich. To systemy bardzo skuteczne, ale drogie, bo jeden niszczyciel Arleigh Burke kosztuje ponad 2 mld dol., a jego eksploatacja wymaga załogi liczącej ponad 300 osób. Każdy taki okręt może być w jednym miejscu naraz, a morze jest ogromne.
CUSV z BRAWLR kosztuje ułamek ceny niszczyciela i nie ryzykuje ani jednego ludzkiego życia. Może operować jako wysunięty posterunek obrony powietrznej daleko przed głównymi okrętami, na drodze podejścia zagrożeń, tam gdzie dowódca nie chce narażać załogi. Może osłaniać okręt logistyczny, patrol przybrzeżny lub wejście do portu. Może być wysłany na wody, na których obecność załogowego okrętu byłaby po prostu zbyt ryzykowna.
Zestaw 46 rakiet APKWS w jednym magazynie to głębokość ognia, jakiej nie daje żaden pojedynczy przenośny zestaw przeciwlotniczy ani większość lekkich systemów montowanych na mniejszych okrętach. Gdy rój tanich dronów nadlatuje z różnych kierunków, liczy się nie tylko precyzja strzału, ale też to, ile strzałów masz do dyspozycji, zanim magazyn się opróżni.
Przeczytaj także:
BRAWLR w konfiguracji maksymalnej daje więc odpowiedź, która jest ekonomicznie zrównoważona: rakiety 70 mm kosztują kilka tysięcy dolarów za sztukę, a cele, które niszczą – drony FPV, drony kamikadze, prymitywne pociski manewrujące – kosztują porównywalnie lub taniej. Stosunek kosztów obrony do kosztów ataku wreszcie zaczyna się wyrównywać.



















