REKLAMA

Elon Musk zostanie pierwszym bilionerem w historii. Czy na pewno wiemy, co robimy?

12 czerwca 2026 roku SpaceX wchodzi na giełdę. Wycena? Około 2 bilionów dolarów (tak - bilionów, nie miliardów). Z giełdy chce pozyskać 75 mld dol. To trzykrotnie więcej niż największe IPO w historii, czyli debiut paliwowego giganta Saudi Aramco w 2019 r.

Elon Musk zostanie pierwszym bilionerem w historii. Czy na pewno wiemy, co robimy?
REKLAMA

W rezultacie Musk zostanie pierwszym bilionerem w dziejach ludzkości.

REKLAMA

Anatomia władzy bez precedensu

Musk posiada około 42 proc. udziałów w SpaceX, ale dzięki dwuklasowej strukturze akcji - każda akcja klasy B ma dziesięć głosów - sprawuje 85,1 proc. władzy głosów. Co ciekawe, może być odwołany wyłącznie przez akcjonariuszy klasy B, czyli… praktycznie tylko przez samego siebie.

Innymi słowy - SpaceX wchodzi na giełdę, ale Musk nie oddaje żadnej realnej władzy. Miliony drobnych inwestorów - bo SpaceX celuje w rekordowy udział inwestorów detalicznych, co z całą pewnością się stanie - kupią akcje bez prawa decydowania o czymkolwiek. Będą finansować jego wizję, bez możliwości jej kwestionowania.

Do tego dochodzi Tesla - spółka giełdowa, której Musk jest CEO. X - platforma społecznościowa, którą kupił żeby mieć własne medium do kształtowania opinii publicznej na niespotykaną skalę. xAI - firma sztucznej inteligencji, która właśnie połączyła się z X. Starlink - sieć satelitarna kontrolująca internet dla milionów użytkowników na całym świecie, w tym dla ukraińskiego wojska na linii frontu.

Czytaj także:

REKLAMA

Jedna osoba. Prywatny kosmos. Platforma informacyjna dla setek milionów ludzi. Infrastruktura internetu. Wiodący producent samochodów elektrycznych. Firma AI. Wkrótce - bilion dolarów osobistego majątku.

Czy ktokolwiek - kiedykolwiek w historii - miał tyle jednocześnie?

Odpowiedź brzmi: nie. Ale historia zna postaci, które były blisko:

  • John Rockefeller w szczycie potęgi Standard Oil kontrolował 91 proc. produkcji ropy w Stanach Zjednoczonych. Rząd federalny uznał to za zagrożenie dla demokracji i rozbił monopol;
  • Andrew Carnegie kontrolował stalowy kręgosłup całej amerykańskiej industrializacji pod koniec XIX w.;
  • J.P. Morgan w 1907 r. osobiście przeprowadził USA przez kryzys finansowy - bo był jedyną osobą z wystarczającymi zasobami i autorytetem żeby to zrobić. Kongres uznał, że tak potężna władza w rękach jednego bankiera jest nie do zaakceptowania w demokratycznym państwie i powołał Rezerwę Federalną, żeby nigdy więcej nie być zależnym od jednego człowieka.
REKLAMA

Za każdym razem, gdy historia dopuszczała taką koncentrację majątku i władzy, demokratyczne instytucje reagowały. Problem z Muskiem polega na tym, że jego władza jest znacznie trudniejsza do uregulowania niż ropa, stal czy bankowość. Kontroluje nie tyle zasoby fizyczne, co coś znacznie trudniej uchwytnego: narrację medialną, infrastrukturę technologiczną i - tutaj naprawdę dosłownie - dostęp do kosmosu.

REKLAMA

Popkultura przewidziała Muska dekady temu

Musk jest pierwszą osobą, która wcieliła w życie archetyp, który pisarze i filmowcy od dekad traktowali jako ostrzeżenie dla świata.

REKLAMA

Pamiętacie Elliota Carvera z bondowskiego filmu "Jutro nie umiera nigdy"? Mediowy magnat manipulujący wojnami dla zasięgów.

Albo Lexa Luthora z komiksów i filmów o Supermanie? Geniusz przekonany, że jego wizja jest ważniejsza niż demokratyczny porządek.

Czytaj także:

REKLAMA

Lub Antona Castillo z gry "Far Cry 6"? Charyzmatyczny przywódca pewien swojej misji cywilizacyjnej.

Wszyscy ci fikcyjni antagoniści mają wspólny mianownik: byli przekonani, że ich cel uświęca środki. Że ich wizja jest na tyle ważna, że normalne zasady demokratycznej odpowiedzialności ich nie dotyczą. Jakbyśmy czytali wypowiedzi Muska, prawda?

Musk już dziś porównuje swoje dzieło do misji Jezusa Chrystusa

Serio. Nie jest to żadna metafora lub nadinterpretacja. Kilka dni temu Musk dosłownie porównał swój wkład w cywilizację do dzieła Jezusa. Człowiek, który twierdzi, że jego praca jest misyjna w randze religijnej, domagając się przy tym kontroli nad infrastrukturą komunikacyjną połowy planety - to powinno nam wszystkim zapalić wielką czerwoną lampę.

REKLAMA

Nie chodzi o to, czy Musk jest genialny

Nie zamierzam kwestionować, że SpaceX to jedno z najbardziej imponujących przedsięwzięć technologicznych w historii. Starship jest prawdziwym cudem inżynierii, co skrzętnie odnotowujemy na Spider's Web od lat. Starlink przyniósł internet tam, gdzie go nie było. Tesla zrewolucjonizowała branżę motoryzacyjną.

Jednak geniusz i prawo do nieograniczonej władzy to nie są synonimy. Musk jest niestabilny emocjonalnie w sposób, który przy takiej skali władzy staje się sprawą publiczną, nie prywatną. Jego decyzje na X wpływają na wyniki wyborów. Jego decyzje dotyczące Starlinka wpływają na przebieg wojen.

Był przecież wielokrotnie oskarżany o używanie narkotyków, w sposób który wpływa na jego zdolność do podejmowania decyzji. To nie plotki tabloidowe - to kwestie, które przy tej skali wpływu mają realne znaczenie dla milionów ludzi.

REKLAMA

Czytaj także:

Przez wieki demokracja świata zachodniego budowała instytucje regulacyjne właśnie po to, żeby żadna jednostka nie miała takiej władzy. Trójpodział władzy. Niezależne sądownictwo. Wolna prasa. Prawo antymonopolowe. Wszystko po to, żeby jeden człowiek - nawet genialny, nawet z dobrymi intencjami - nie mógł samodzielnie kształtować losów całej naszej cywilizacji.

REKLAMA

Musk jest pierwszym człowiekiem od dekad, który skutecznie obchodzi te wszystkie zabezpieczenia jednocześnie. Nie przez korupcję czy przemoc, lecz przez narrację, nowe technologie, kapitał i dwuklasowe struktury akcji.

Bilioner. A potem co?

Bilion dolarów osobistego majątku Muska to mniej więcej tyle, co produkt krajowy brutto Polski - jednej z dwudziestu największych gospodarek świata, kraju 38 milionów ludzi. To więcej niż budżet obronny Stanów Zjednoczonych. To więcej niż łączny majątek kilku największych fortun w historii jednocześnie.

Co zrobi bilioner w świecie, gdzie demokratyczne rządy dysponują mniejszymi zasobami niż on? Czego naprawdę chce? Jaka jest granica jego ambicji, skoro sam mówi, że chce skolonizować Marsa i "uratować świat"?

Historia niestety nie daje optymistycznych odpowiedzi na pytanie o to, co się dzieje, gdy prywatna władza przewyższa państwową. No, ale cóż - nie ma żadnej wątpliwości, że drobni inwestorzy wykupią na pniu akcje SPCX 12 czerwca. Część z nich zarobi. Musk zostanie bilionerem.

REKLAMA

Pierwszy w historii. Gratulacje. Bez żadnego głosowania w tej sprawie.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-21T06:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T06:00:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA