REKLAMA

Trump buduje fortecę pod Białym Domem. Sześć pięter pod ziemią i imperium dronów

To, co oficjalnie nazywa się salą balową, w rzeczywistości jest jednym z najbardziej zaawansowanych obiektów obronnych na świecie. Pod nowym budynkiem kryje się sześć pięter wykutych w ziemi, wojskowy szpital, laboratoria badawcze i, jak zapowiedział sam prezydent, "największe dronowe imperium, jakie kiedykolwiek widzieliście".

Trump buduje fortecę pod Białym Domem. Sześć pięter pod ziemią i imperium dronów
REKLAMA

Kiedy kilka miesięcy temu pojawiły się pierwsze doniesienia o planowanej sali balowej w Białym Domu, większość komentatorów skupiła się na kosztach i politycznej kontrowersji. Tymczasem projekt od początku był czymś zupełnie innym niż sugerowała nazwa. Zburzenie całego skrzydła historycznej rezydencji stanowiło okazję, której żadna administracja by nie zmarnowała - gruntownej modernizacji infrastruktury bezpieczeństwa w miejscu, które jest jednocześnie najbardziej rozpoznawalnym i najlepiej chronionym budynkiem na świecie.

Gdy Donald Trump stanął przed robotnikami pracującymi na placu budowy i zaczął odpowiadać na pytania dziennikarzy, przez chwilę wyglądało to jak zwykła konferencja prasowa przy okazji wizyty na budowie. Szybko okazało się jednak, że prezydent zamierza powiedzieć znacznie więcej, niż ktokolwiek się spodziewał.

REKLAMA

W kilkuminutowym monologu Trump ujawnił szczegóły dotyczące tego, co naprawdę powstaje w miejscu zburzonego Wschodniego Skrzydła Białego Domu i obrazek wyłaniający się z jego słów trudno nazwać zwykłym remontem.

Sześć pięter pod ziemią

Najważniejszą informacją, jaką Trump przekazał podczas konferencji, jest głębokość podziemnej części kompleksu. Obiekt sięga już sześciu kondygnacji w głąb ziemi i choć prezydent nie podał precyzyjnych wymiarów, w tym samym zdaniu podkreślił, że "część podziemna jest o wiele bardziej rozbudowana niż nadziemna". Przy założeniu, że bryła naziemna ma swoim rozmiarami zdominować okoliczny krajobraz, skala podziemnej infrastruktury jest po prostu imponująca.

Nie jest to pierwszy raz, gdy pod trawnikami Białego Domu wykuwano głębokie podziemia. Za prezydentury Baracka Obamy zakończono rozległą, ściśle tajną inwestycję, prawdopodobnie pięciopiętrowy kompleks pod Północnym Trawnikiem, która miała zastąpić słynny PEOC, czyli Prezydenckie Centrum Operacji Kryzysowych.

REKLAMA

Tamto miejsce, znane głównie z wydarzeń 11 września 2001 r., znajdowało się pod Wschodnim Skrzydłem. Teraz, gdy skrzydło zostało rozebrane, historyczny bunkier zniknął razem z nim. Na jego miejscu powstaje coś znacznie większego.

Więcej na Spider's Web:

REKLAMA

Co dokładnie kryje się pod spodem?

Wśród ujawnionych funkcji kompleksu znalazł się między innymi wojskowy szpital. Gotowość medyczna na najwyższym poziomie w bezpośrednim sąsiedztwie głowy państwa jest jednym z priorytetów, które wyciągnięto jako lekcję z różnych kryzysów ostatnich dekad. Prezydent wspomniał też o laboratoriach i obiektach badawczych, nie precyzując jednak, czy są to placówki Secret Service, wojska, czy może zupełnie innych agencji. To jedno z bardziej tajemniczych zdań z całego przemówienia.

Kompleks ma też zawierać szereg sal konferencyjnych i pomieszczeń "idących w parze z potrzebami wojska", co w kontekście ciągłości rządzenia i zarządzania kryzysowego oznacza prawdopodobnie zdublowane centra dowodzenia, bezpieczne łącza komunikacyjne i systemy komputerowe zdolne do funkcjonowania nawet po poważnym ataku.

REKLAMA
Tak ma wyglądać nowa Sala Balowa przy Białym Domu

Trump opisał sam budynek sali balowej jako "tarczę" osłaniającą to, co ukryte pod spodem. I nie brzmi to jak pusta retoryka. Okna, ściany, sufit, każdy element naziemnej części konstrukcji ma być utwardzony w stopniu, jakiego żaden z historycznych budynków na terenie posiadłości nie był w stanie osiągnąć. Prezydent mówił o tym w kontekście zabezpieczenia przed dronami stwierdzając, że "jeśli dron w to uderzy, odbije się, żadnego efektu".

REKLAMA

Odporność na pociski rakietowe to kolejny deklarowany poziom ochrony. Do tego dochodzą odpowiednio zaprojektowane stanowiska dla kontrsnajperów Służby Ochrony, którzy i tak są stałym elementem krajobrazu na dachach wokół kompleksu.

Port dronowy nad Białym Domem

Najbardziej zaskakującym i pod względem wojskowym najbardziej znaczącym elementem całego projektu jest dach. Trump powiedział, że dzięki wysokości budynku zapewnia on panoramiczny widok na cały Waszyngton. Ale to nie architektoniczny walor jest tu kluczowy.

Prezydent określił dach mianem "portu dronowego" i stwierdził, że będzie on chronił "całą stolicę". Dodał, że na jego szczycie powstanie największe imperium "dronów, jakie kiedykolwiek widzieliście, które będzie chronić Waszyngton". To typowy język Trumpa, więc można go traktować z dystansem, ale sama idea jest jak najbardziej realna i wpisuje się w kierunek, w którym zmierza obrona przeciwdronowa na całym świecie.

Drony przechwytujące drony to jedna z najszybciej rozwijających się kategorii systemów obronnych. Ich zaleta w kontekście Waszyngtonu jest oczywista: działają precyzyjnie, minimalizują ryzyko szkód ubocznych i nie wymagają odpalania rakiet nad gęsto zaludnionym centrum miasta. W Ukrainie taki model obrony, rój własnych dronów neutralizujący nadlatujące Shahedy, okazał się skuteczny na skalę przemysłową. W Waszyngtonie mowa oczywiście o zupełnie innej skali zagrożenia, ale logika jest ta sama.

Trump wspomniał też o czymś, co brzmi jak system windy lub mechanizmu transportu uzbrojenia z podziemi na dach. Systemy obronne składowane poniżej mogłyby być przemieszczane na górę w zależności od poziomu zagrożenia. Jeśli taki mechanizm rzeczywiście powstanie, oznacza to, że konfiguracja dachu może być zmieniana dynamicznie, od codziennego trybu pracy, przez stan podwyższonej gotowości, po pełną mobilizację bojową.

REKLAMA

Całość projektu wyceniana jest na około 400 mln dol.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-21T06:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T06:00:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA