REKLAMA

Pentagon otworzył archiwum UFO. Są zdjęcia, oglądamy i analizujemy

Pentagon opublikował nowe akta dotyczące UFO, które amerykańska administracja coraz częściej nazywa dziś UAP, czyli niezidentyfikowanymi zjawiskami anomalnymi. W pierwszej paczce znalazły się 162 pliki w tym dokumenty FBI, depesze Departamentu Stanu, nagrania wojskowe, materiały NASA i archiwalne zapisy rozmów astronautów.

Pentagon opublikował nowe akta dotyczące UFO, które amerykańska administracja coraz częściej nazywa dziś UAP, czyli niezidentyfikowanymi zjawiskami anomalnymi. W pierwszej paczce znalazły się 162 pliki w tym dokumenty FBI, depesze Departamentu Stanu, nagrania wojskowe, materiały NASA i archiwalne zapisy rozmów astronautów.
REKLAMA

Pentagon uruchomił nową stronę internetową, na której mają być gromadzone odtajnione materiały dotyczące UAP. Znajdziecie ją po adresem war.gov/UFO. Nie trzeba mieć poświadczenia bezpieczeństwa, nie trzeba być wojskowym ani badaczem. Wystarczy wejść i samemu przeglądać dokumenty, filmy, zdjęcia oraz raporty, które przez lata były rozproszone po różnych instytucjach.

To duża zmiana, bo temat UFO przez dekady funkcjonował na granicy popkultury, wojskowej tajemnicy i teorii spiskowych. Teraz administracja USA próbuje pokazać, że przynajmniej część materiałów może zostać udostępniona publicznie. Pentagon zapowiada, że kolejne dokumenty będą publikowane stopniowo.

REKLAMA

Nowe archiwum ma też bardzo charakterystyczną oprawę. Strona utrzymana jest w stylu retro, z czarno-białymi wojskowymi fotografiami i tekstami przypominającymi zapis z maszyny do pisania. To detal, ale trudno nie zauważyć, że ktoś doskonale rozumie, jak silnie temat UFO działa na wyobraźnię internautów.

Więcej na Spider's Web:

UFO to nie zawsze UFO

W oficjalnym języku amerykańskich instytucji coraz rzadziej mówi się o UFO. Zamiast tego pojawia się termin UAP, czyli unidentified anomalous phenomena. Po polsku najprościej tłumaczyć go jako niezidentyfikowane zjawiska anomalne.

Różnica nie jest tylko kosmetyczna. UFO kojarzy się przede wszystkim z latającymi spodkami i kosmitami. UAP jest pojęciem szerszym i ostrożniejszym. Obejmuje obiekty lub zjawiska zaobserwowane w powietrzu, w przestrzeni kosmicznej, pod wodą albo w pobliżu powierzchni morza, których nie da się od razu wyjaśnić na podstawie dostępnych danych.

To nie znaczy, że Pentagon potwierdził istnienie obcych cywilizacji. Wręcz przeciwnie. Dotychczasowe raporty amerykańskich służb wskazywały, że wiele obserwacji można wyjaśnić zwykłymi przyczynami np. balonami, dronami, ptakami, błędami sensorów, odbiciami światła, nietypową pogodą albo aktywnością wojskową innych państw.

Biuro AARO, zajmujące się analizą UAP, ma w publicznej bazie zarówno przypadki nierozwiązane, jak i takie, które później sklasyfikowano jako balony lub ptaki.

Apollo 17, trzy punkty i zdjęcie z Księżyca

Wśród opublikowanych materiałów znalazło się również zdjęcie NASA z misji Apollo 17 z 1972 r. Widać na nim trzy punkty ułożone w formację przypominającą trójkąt. Pentagon zaznacza, że nie ma zgody co do natury tej anomalii, a wstępna nowsza analiza sugeruje, że mogłoby chodzić o fizyczny obiekt.

Zdjęcie z misji Apollo 17 ujawnione przez Pentagon.

Brzmi tajemniczo, ale znów warto zachować chłodną głowę. Archiwalne fotografie z misji kosmicznych są trudne w interpretacji. Mogą zawierać odbicia, zakłócenia, artefakty optyczne, drobiny pyłu, elementy sprzętu albo obiekty znajdujące się w zupełnie innej odległości, niż sugeruje intuicja widza. Zdjęcie z Księżyca nie działa jak współczesny film 4K z pełnym zestawem metadanych.

Znacznie więcej dziwnych obiektów widzieli astronauci misji Apollo 12. Fotografie zobaczycie niżej, a w archwium Pentagonu opublikowano ich jeszcze kilka.

Mimo to NASA-owskie materiały z Apollo 12 i Apollo 17 są dla opinii publicznej szczególnie atrakcyjne, bo łączą dwa najsilniejsze mity technologiczne XX wieku, czyli podbój Księżyca i tajemnicę UFO. To mieszanka, która gwarantuje miliony kliknięć, ale sama obecność niejasnego obiektu na fotografii nie jest jeszcze przełomowym dowodem.

To archiwalne zdjęcie przedstawia powierzchnię Księżyca widzianą z miejsca lądowania Apollo 12. Na zdjęciu widoczny jest wyróżniony obszar, nieco na prawo od pionowej osi kadru, ponad horyzontem, w którym widoczne są niezidentyfikowane zjawiska.

Do archiwum trafiły też nagrania audio z misji Gemini 7 z 1965 r. Astronauci zgłaszali wtedy niezidentyfikowany obiekt, określając go wojskowym terminem bogey (straszydło). Według udostępnionych materiałów załoga informowała, że widzi obiekt wysoko po lewej stronie względem kierunku lotu.

Astronauci mieli też doprecyzować, że obiekt nie jest stopniem rakiety, który również znajdował się w polu widzenia. W rozmowie pojawiła się również wzmianka o setkach drobnych cząstek. I tu ponownie pojawia się typowy problem kosmicznych obserwacji. W orbicie okołoziemskiej luźne elementy, fragmenty lodu, pył, odbicia światła i części sprzętu mogą tworzyć bardzo nietypowe wrażenia wizualne.

To archiwalne zdjęcie przedstawia powierzchnię Księżyca widzianą z miejsca lądowania Apollo 12. Na zdjęciu widać pięć wyróżnionych obszarów zainteresowania, oznaczonych od Obszar 1 do Obszar 5, ponad horyzontem, w których widoczne są niezidentyfikowane zjawiska.

Nagrania z kamer wojskowych są najbardziej konkretne

Największe zainteresowanie mogą wzbudzić jednak nie stare depesze i zdjęcia z programu Apollo, lecz wojskowe nagrania z kamer termowizyjnych i systemów obserwacyjnych. Wśród materiałów znalazły się filmy przekazane przez U.S. Central Command. Jeden z nich, nagrany w 2013 r., trwa minutę i 46 sekund i pokazuje obiekt przypominający ośmioramienną gwiazdę. Przesuwa się on w polu widzenia sensora, zostawia widoczny ślad i w pewnym momencie znika poza kadrem.

Inne nagranie z 2020 r. trwa zaledwie dziewięć sekund. Widać na nim kontrastowy punkt, który wchodzi w obraz od lewego dolnego rogu i wychodzi w górnej części kadru. Jest też film z 2023 r., na którym UAP ma poruszać się nisko nad powierzchnią oceanu i wykonywać kilka gwałtownych skrętów pod kątem około 90 stopni przy prędkości około 130 km/h.

Rzeczywiste zdjęcie miejsca zdarzenia z nałożoną grafiką wygenerowaną przez laboratorium FBI, przedstawiającą opis naocznych świadków z września 2023 r., na których widać elipsoidalny, brązowy, metaliczny obiekt o długości 60 m, który zmaterializował się z jasnego światła na niebie i natychmiast zniknął.

Brzmi efektownie, ale takie materiały trzeba czytać razem z opisem technicznym. Obraz z podczerwieni nie pokazuje świata tak, jak widzi go ludzkie oko. Kamera rejestruje różnice temperatur, kontrastu i promieniowania, a końcowy obraz zależy od ustawień sensora, odległości, kąta obserwacji, ruchu platformy wojskowej i warunków atmosferycznych. Dlatego kropka, plama albo jasna kula na nagraniu może być czymś realnym, ale może też wyglądać znacznie dziwniej, niż wyglądałaby z bliska.

Poza tym wśród dkokumentów zjadziemy wywiady z pilotami, którzy widzieli tajemnicze obiekty nad Meksykiem, Gruzją, Irakiem, Syrią czy Kazachstanem. Dołożyć do tego trzeba również wywiady ze świadkami UFO w Stanach Zjednoczonych.

Akta sprawy FBI o numerze 62-HQ-83894 zawierają dokumentację śledczą, zeznania naocznych świadków oraz raporty publiczne dotyczące niezidentyfikowanych obiektów latających i latających dysków, udokumentowane między czerwcem 1947 a lipcem 1968 r. 

Trump chce pokazać "maksymalną przejrzystość"

Publikacja akt jest elementem szerszej politycznej narracji administracji Donalda Trumpa. Pentagon przekazał, że w przeciwieństwie do poprzednich administracji, które miały zniechęcać opinię publiczną lub podważać znaczenie tematu, obecny prezydent stawia na maksymalną przejrzystość. W działania zaangażowane są nie tylko Pentagon i Biały Dom, ale również dyrektor wywiadu narodowego, Departament Energii, NASA oraz FBI.

To także kolejny przypadek, w którym Trump sięga po temat dokumentów historycznych i tajnych akt. Wcześniej jego administracja publikowała materiały związane z zabójstwami Johna F. Kennedy’ego, Roberta F. Kennedy’ego i Martina Luthera Kinga. Tamte publikacje nie przyniosły jednak wielkich przełomów, choć wzbudziły ogromne zainteresowanie opinii publicznej.

Z aktami UAP może być podobnie. Sam fakt publikacji jest ważny, bo zwiększa dostęp do materiałów i porządkuje archiwum. Nie oznacza jednak, że w pierwszej paczce dokumentów automatycznie znajduje się odpowiedź na pytanie, czy jesteśmy sami we wszechświecie.

Najważniejsze jest to, czego Pentagon nie mówi

W całej sprawie najciekawsze jest nie tylko to, co Pentagon pokazał, ale też to, czego nie stwierdził. Amerykańskie władze nie ogłosiły kontaktu z obcą cywilizacją. Nie potwierdziły, że zarejestrowane obiekty są statkami pozaziemskimi. Nie podały też jednego wyjaśnienia, które obejmowałoby wszystkie przypadki.

Zamiast tego otrzymujemy archiwum pełne niejednoznacznych obserwacji. Część może mieć banalne wytłumaczenie. Część wymaga dalszej analizy. Część prawdopodobnie pozostanie nierozwiązana, bo dane są zbyt skąpe, zbyt stare albo zbyt słabe technicznie.

REKLAMA

To jednak nie znaczy, że sprawa jest nieważna. UAP są realnym problemem dla wojska, nawet jeśli nie mają nic wspólnego z kosmitami. Nieznany obiekt w pobliżu samolotu, okrętu, bazy wojskowej albo poligonu może być dronem, balonem rozpoznawczym, testowaną technologią innego państwa, zakłóceniem systemu obserwacji albo czymś, czego operatorzy po prostu nie potrafią szybko sklasyfikować. Dla armii to wystarczający powód, by takie przypadki zbierać i analizować.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-08T16:43:28+02:00
Aktualizacja: 2026-05-08T16:42:03+02:00
Aktualizacja: 2026-05-08T15:16:03+02:00
Aktualizacja: 2026-05-08T15:12:10+02:00
Aktualizacja: 2026-05-08T13:47:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA