REKLAMA

Polskie nazwiska poleciały w kosmos. Trafiły na dwie nowe planetoidy

Międzynarodowa Unia Astronomiczna oficjalnie zatwierdziła nowe nazwy dla obiektów krążących w naszym układzie planetarnym. W najnowszych biuletynach WGSBN, organu zajmującego się katalogowaniem i nazewnictwem ciał niebieskich, znalazły się dwa wyraźne polskie akcenty.

Międzynarodowa Unia Astronomiczna oficjalnie zatwierdziła nowe nazwy dla obiektów krążących w naszym układzie planetarnym. W najnowszych biuletynach WGSBN, organu zajmującego się katalogowaniem i nazewnictwem ciał niebieskich, znalazły się dwa wyraźne polskie akcenty. Jedna z planetoid nosi od teraz imię duchownego z przełomu XVI i XVII wieku, a druga upamiętnia współczesnych popularyzatorów nauki, którzy na co dzień zajmują się badaniem kosmicznych skał spadających na Ziemię.
REKLAMA

Jedna z planetoid nosi od teraz imię duchownego z przełomu XVI i XVII wieku, a druga upamiętnia współczesnych popularyzatorów nauki, którzy na co dzień zajmują się badaniem kosmicznych skał spadających na Ziemię.

W wydaniu biuletynu z początku maja pojawiła się informacja o nadaniu nazwy planetoidzie znanej dotychczas pod roboczym ciągiem znaków 2012 VY87. Od teraz to oficjalnie obiekt (651104) Bobola. Patronem został Andrzej Bobola, jezuita urodzony pod koniec XVI wieku w podkarpackim Strachocinie.

REKLAMA

Studiował w Braniewie i Wilnie, a następnie służył jako kaznodzieja, spowiednik oraz przełożony zakonnym w Bobrujsku. Jego życie zakończyło się tragiczną śmiercią w Janowie Poleskim. Kościół katolicki beatyfikował go w połowie XIX wieku, a w 1938 r. oficjalnie włączył w poczet świętych.

Za odkryciem tej konkretnej skały stoi polsko-litewski naukowiec Kazimierz Czernis (Kazimieras Černis) z Uniwersytetu Wileńskiego, współpracujący przy tym projekcie z amerykańskim astronomem Richardem P. Boylem. Badacze zaobserwowali ten obiekt jesienią 2012 r., analizując dane zebrane za pomocą instrumentów Obserwatorium Mount Graham w Arizonie.

Wyróżnienie dla łowców minerałów

Druga z polskich nazw ujrzała światło dzienne w biuletynie opublikowanym pod koniec maja. Planetoida 2013 VP24 otrzymała oficjalne oznaczenie (818660) Capar. Tym razem środowisko astronomiczne uhonorowało dwoje żyjących Polaków – Milenę i Kamila Caparów.

To znani i cenieni w swoim środowisku miłośnicy mineralogii oraz meteorytyki. Od ponad dziesięciu lat aktywnie promują wiedzę o kosmicznych i ziemskich kamieniach, organizując wystawy oraz prelekcje w całej Europie. Udostępniają na nich własne, bogate kolekcje, przybliżając szerokiej publiczności historię formowania się Układu Słonecznego zapisaną w materii.

REKLAMA

Ten obiekt został z kolei wypatrzony przez duet czołowych polskich łowców planetoid - Michała Kusiaka i Michała Żołnowskiego. Dokonali tego w listopadzie 2013 r., korzystając ze zdalnego dostępu do teleskopów we włoskim Obserwatorium Rantiga.

Warto zaznaczyć, że ci badacze, podobnie zresztą jak Kazimierz Czernis, mają na swoim koncie dziesiątki podobnych odkryć. To właśnie ich pracy zawdzięczamy fakt, że mapa nieba sukcesywnie zapełnia się polskimi nazwiskami – od królów i naukowców, po wybitnych sportowców oraz artystów.

Więcej na Spider's Web:

REKLAMA

Gdzie dokładnie krążą polskie planetoidy?

Oba wspomniane obiekty w żaden sposób nie zagrażają Ziemi. Ich orbity znajdują się w głównym pasie planetoid. To gigantyczny, w dużej mierze pusty obszar w Układzie Słonecznym, rozciągający się pomiędzy orbitami Marsa i Jowisza.

Jest on wypełniony skalistymi i metalicznymi pozostałościami po procesie formowania się naszego układu planetarnego, którym potężna grawitacja Jowisza nigdy nie pozwoliła zlepić się w jedną dużą planetę.

REKLAMA

Ciała w tym pasie poruszają się w bezpiecznych i stabilnych odległościach od Słońca. W przypadku planetoidy Bobola pełne okrążenie naszej gwiazdy zajmuje 2,56 roku ziemskiego. Obiekt oznaczony nazwiskiem Capar orbituje nieco dalej, dlatego potrzebuje na to 3,55 roku.

Jak obiekty w kosmosie zyskują swoje nazwy?

Proces nazywania nowych ciał niebieskich jest ściśle uregulowany, żmudny i wymaga sporo czasu. Przywilej zaproponowania patrona dla konkretnej skały przypada w udziale wyłącznie jej odkrywcom. Nie mogą oni jednak tego zrobić od razu po zauważeniu przesuwającej się plamki na zdjęciach z teleskopu.

Podstawowym warunkiem jest absolutnie bezbłędne wyliczenie orbity danego obiektu, co zazwyczaj wiąże się z koniecznością prowadzenia wieloletnich obserwacji. Obiekt musi zostać skatalogowany i ponumerowany.

Kiedy ten etap jest zakończony, astronomowie wysyłają swoje propozycje nazewnicze do Międzynarodowej Unii Astronomicznej. Tam zgłoszenie trafia pod lupę specjalnej komisji, która weryfikuje je z odgórnymi wytycznymi.

REKLAMA

Zasady są surowe - nazwa nie może być obraźliwa, komercyjna, nie może być powiązana z bieżącymi wydarzeniami politycznymi, a przede wszystkim nie może dublować się z nazwami już przypisanymi do innych ciał niebieskich. Jeśli weryfikacja przebiegnie pomyślnie, ostateczna decyzja jest publikowana w biuletynie, a nowa nazwa staje się formalnie i trwale obowiązująca na całym świecie.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-27T12:11:58+02:00
Aktualizacja: 2026-05-27T11:36:52+02:00
Aktualizacja: 2026-05-27T11:26:39+02:00
Aktualizacja: 2026-05-27T10:54:22+02:00
Aktualizacja: 2026-05-27T10:04:10+02:00
Aktualizacja: 2026-05-27T06:34:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-26T20:03:50+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA