Wściekam się przez kasy samoobsługowe. A zaraz będzie znacznie gorzej
Ceny to już pal licho – przed świętami najbardziej irytują nas kolejki. Pamiętacie, że miało być tak pięknie?

Ostatnio głośniej jest raczej o kolejkach do butelkomatów, ale te przed kasami samoobsługowymi też dają popalić. Może Polacy nie skarżą się na nie aż tak mocno, jak ma to miejsce w przypadku oczekiwania na wolny automat kaucyjny, ale frustracja jest odczuwalna.
Ciekawe wnioski płyną z badania Opinia24 zrealizowanego na zlecenie delio supermarket online. Wydawać by się mogło, że Polacy przed świętami chwytają się za portfel i drżą na widok galopujących cen. I choć dla wielu to nadal istotna obawa, że na stole czegoś zabraknie z powodu skromnego budżetu, to wbrew pozorom wcale nie jest to główna troska.
33 proc. badanych wskazuje, że kolejki i tłok w dużych sklepach takich jak hipermarkety, supermarkety i dyskonty są dla nich największym źródłem stresu – wynika z badania. Dla 10 proc. respondentów problemem jest brak czasu, dla 8 proc. trudność w znalezieniu potrzebnych produktów, a dla 16 proc. – wysokie ceny.
Atrakcyjne ceny (46 proc.) oraz unikanie kolejek i tłoku (44 proc.) są dla Polaków niemal równie ważne – wynika z raportu.
Pójdziemy więc nie tylko tam, gdzie jest taniej, ale też tam, gdzie będzie bardziej komfortowo.
Zaraz, przecież to już nie miał być problem
Nawet gdyby na kolejki narzekali wyłącznie ci, którzy czekają na obsługę przez kasjera, to i tak marne byłoby to wytłumaczenie. W końcu kasy samoobsługowe miały skrócić i te kolejki. Skoro część osób udaje się do stanowiska stawiającego na samodzielność, to ruch się rozkłada na poszczególne kasy. Przynajmniej tak podpowiada logika.
Chłopski rozum i na tym gruncie przewraca się o własne nogi, bo nic takiego się nie dzieje. Stać trzeba i tu, i tu – bo w wielu sklepach kasjerów przy tradycyjnych kasach nie ma, a jak otwarta jest jedna kasa, to już mamy do czynienia ze świętem. Ta zaś szybko się korkuje, podobnie jak liczne samoobsługowe punkty.
To fascynujące, że kasy samoobsługowe miały wszystko zmienić i ułatwić życie, a doprowadziły do tego, że korzystają co najwyżej same sklepy. Przy kasach samoobsługowych wydajemy jak się okazuje więcej. Na dodatek wystarczy jeden pracownik na np. 12 kas, a nie 12 na 12 kas, jak miało to miejsce wcześniej.
Kolejne święta przypominają o tej niespełnionej obietnicy
Przed Bożym Narodzeniem handlowa "Solidarność" zwracała uwagę "na bardzo trudną sytuację pracowników tej branży w okresie przedświątecznym". W komunikacie czytaliśmy, że przed Bożym Narodzeniem w dniach wzmożonego ruchu w sklepach pracownicy pokonują dziennie ok. 20 km, biegając między sklepowymi półkami. Kasjerki przerzucają w trakcie zmiany 1,5 tony towaru. Tymczasem tuż przed Wigilią sieci handlowe wydłużyły godziny pracy nawet do godz. 1.00 w nocy.
- Przed świętami są kolejki i ogromny tłok. Klienci się denerwują, że jest za mało czynnych kas, że alejki są zawalone towarem i trudno się w nich poruszać. Niestety ta frustracja bardzo często jest wyładowywana na pracownikach, którzy nie są niczemu winni. Oni przed świętami pracują po kilkanaście godzin dziennie, bo obsady sklepów są za małe – mówił Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ "Solidarność".
Teraz nadchodzi Wielkanoc, a problemy się nie zmienią. Klienci będą zestresowani i sfrustrowani kolejkami. Już to przeczuwamy, o czym świadczą wyniki badania.
Śmiało możemy też założyć, że pracownicy będą przeciążeni. Sklepy naszpikowane są technologiami, korzystamy z nowoczesnych skanerów, obserwują nas mądre kamery, algorytmy w aplikacjach potrafią przewidzieć nasze zakupy zanim sięgniemy po ołówek, aby spisać listę potrzebnych nam produktów. Jest tylko jeden problem: dalej cały proces męczy, a kolejki stresują.
Tylko kas samoobsługowych w sklepach przybywa, ale to jednak nie poprawia sytuacji ani kupujących, ani sprzedających. No, chyba że tych wyżej, którzy cieszą się z większych zysków. Szeregowi pracownicy biegający od kasy do kasy na pewno nie odczują ulgi, szczególnie gdy dostrzegą twarze zdenerwowanych konsumentów.
I zastanawiający jest tylko fakt, że nie budzi to aż takiego sprzeciwu jak butelkomaty, do których też tworzą się kolejki. Jak widać kolejka kolejce nierówna i choć obie mogą wywoływać negatywne emocje, to tylko jedna doczeka się stanowczej reakcji.
W tej do kasy samoobsługowej potulnie staniemy – zestresowani, zmęczeni, podirytowani, ale zatrzymamy to w sobie. Na pocieszenie kupimy nadmiarowy produkt, by osłodzić sobie niezadowolenie, na czym tylko sklep skorzysta. Kasy samoobsługowe okazały się genialnym urządzeniem. Szkoda, że nie dla nas.
Zdjęcie główne: frantic00 / Shutterstock.com



















