ChatGPT liczony jak prąd i woda. Szefowi OpenAI odjechał peron
Sztuczna inteligencja jak prąd i woda - tak przyszłość AI widzi Sam Altman. Szef OpenAI uważa, że dostęp do modeli będzie rozliczany według zużycia, podobnie jak energia elektryczna, gaz czy woda.

Moja lista comiesięcznych wydatków jest stosunkowo długa: czynsz, opłaty do spółdzielni, fundusz remontowy, prąd, woda, gaz, internet. Według Sama Altmana, dyrektora generalnego OpenAI, ta lista w przyszłości ma się wydłużyć o jeszcze jedną pozycję: sztuczną inteligencję. I to nie w formie subskrypcji, a comiesięcznych opłat na podstawie licznika zużycia.
AI jak prąd i woda? Sam Altman chce rozliczać ją z licznika
Szef OpenAI przedstawił taką wizję podczas środowego wystąpienia na BlackRock U.S. Infrastructure Summit. W rozmowie z inwestorami mówił o przyszłości, w której dostęp do sztucznej inteligencji stanie się powszechną usługą infrastrukturalną - podobnie jak prąd czy woda.
- Widzimy przyszłość, w której inteligencja jest usługą publiczną, jak prąd albo woda, a ludzie kupują ją od nas na podstawie licznika - powiedział Altman.
Obecnie większość użytkowników płaci za dostęp do modeli w formie abonamentu - przykładowo miesięcznej subskrypcji. Jednak firmy korzystające z API - specjalnego klucza umożliwiającego "podłączenie" modelu bezpośrednio do własnej aplikacji, już dziś rozliczane są jednak za zużycie tzw. tokenów, czyli jednostek obliczeniowych potrzebnych do przetwarzania i generowania tekstu.
Altman sugeruje, że podobny model mógłby w przyszłości objąć również zwykłych użytkowników. Zamiast stałej opłaty pojawiłoby się rozliczenie zależne od faktycznego wykorzystania mocy obliczeniowej - analogiczne do rachunku za prąd czy wodę. Według niego taka koncepcja wynika z przekonania, że w przyszłości inteligencja generowana przez modele AI będzie powszechna i szeroko dostępna. Altman podczas wystąpienia wspomniał również o "obfitości inteligencji", która ma stać się jednym z podstawowych zasobów współczesnej gospodarki.
"Zbyt tania, by mierzyć zużycie"?
Szef OpenAI sięgnął przy tym po znane z historii energetyki hasło "too cheap to meter" – czyli "zbyt tania, by ją mierzyć". Określenie to w latach 50. XX wieku pojawiało się w kontekście energii jądrowej i miało sugerować, że jej produkcja stanie się tak tania, iż nie będzie sensu naliczać opłat za zużycie. Altman użył tej frazy w odniesieniu do sztucznej inteligencji, mówiąc o przyszłości, w której dostęp do niej będzie bardzo tani.
Problem polega na tym, że wraz ze wzrostem popytu rośnie również zapotrzebowanie na moc obliczeniową. Ta wciąż jest ograniczona i kosztowna, a Dolina Krzemowa nadal nie przedstawiła reszcie świata spójnego sposobu redukcji jej kosztów.
Wizja przedstawiona przez Altmana jest więc nie tylko niemożliwa do zrealizowania, ale samo porównanie do "zbyt tania, by ją mierzyć" jest retorycznym strzałem w stopę. Historia infrastruktury pokazuje bowiem coś odwrotnego, niż sugeruje szef OpenAI: gdy jakaś technologia rzeczywiście staje się zasobem podstawowej potrzeby, takim jak prąd czy woda, przestaje być prywatnym produktem jednej firmy. Staje się usługą publiczną, podlega ścisłym regulacjom, a ceny są kontrolowane przez państwo. Gdyby więc sztuczna inteligencja faktycznie miała stać się "jak elektryczność", oznaczałoby to raczej przyszłość, w której firmy pokroju OpenAI funkcjonują jak odgórnie regulowane przedsiębiorstwa - z ograniczonymi marżami i silnym nadzorem państwa. A taki model biznesowy zdecydowanie nie jest warty 300 miliardów dolarów, na jakie obecnie wyceniane jest OpenAI.
Więcej na temat OpenAI:



















