Szef Amazona buduje na orbicie działo jonowe. Tak, to się dzieje naprawdę
Szef Amazon i firmy Blue Origin nie chce, by ludzie skończyli jak dinozaury. Zbuduje więc na orbicie działo jonowe.

Firma Blue Origin nawiązała właśnie współpracę z ekspertami z Jet Propulsion Laboratory (JPL) NASA oraz z naukowcami z California Institute of Technology. Cel tego przedsięwzięcia jest szalenie ambitny. Chodzi o zintegrowanie potężnych systemów obrony planetarnej z istniejącą już architekturą statku kosmicznego Blue Ring (główna ilustracja).
Tak zrodziła się koncepcja misji NEO Hunter (Near Earth Objects Hunter), która zakłada wykorzystanie zróżnicowanych technologii do skanowania, odchylania, a w ostateczności nawet brutalnego niszczenia planetoid będących na kursie kolizyjnym z Ziemią.
Będzie to najnowsze i zarazem najbardziej spektakularne zastosowanie dla modułowej platformy satelitarnej od Blue Origin. Warto przypomnieć, że Blue Ring to prawdziwy kosmiczny wół roboczy, który został zaprojektowany z myślą o przenoszeniu ładunków o masie do 4 t. Maszyna ta potrafi operować praktycznie wszędzie, od niskiej orbity okołoziemskiej i orbity geostacjonarnej, przez przestrzeń między Ziemią a Księżycem, aż po głęboki kosmos.
Najpierw zwiad, a potem działo jonowe
Zgodnie z informacjami udostępnionymi przez firmę, misja obronna NEO Hunter została podzielona na dwa kluczowe etapy. W pierwszej fazie kosmiczny myśliwy wypuści ze swojego pokładu rój niewielkich satelitów typu cubesat.
Ich zadaniem będzie szybkie zbliżenie się do potencjalnie niebezpiecznego obiektu i przeprowadzenie dokładnego zwiadu. Precyzyjne ustalenie masy, gęstości oraz ogólnego składu pędzącej skały pozwoli naukowcom dobrać optymalną strategię jej neutralizacji.
Jeśli sytuacja na to pozwoli, do akcji wkroczy potężny emiter wiązki jonowej, w który wyposażony jest NEO Hunter. Wystrzeliwując w stronę asteroidy ciągły strumień naładowanych cząstek, statek będzie w stanie teoretycznie wpłynąć na jej orbitę.
Działa to na podobnej zasadzie, co silniki jonowe napędzające współczesne sondy kosmiczne, ale w tym przypadku skoncentrowana wiązka ma wywrzeć odpowiedni nacisk bezpośrednio na zagrażający nam obiekt, łagodnie spychając go w bezpieczne rejony przestrzeni kosmicznej.
Taranowanie przy prędkości 36 tys. km/h
Co jednak w sytuacji, gdy kosmiczna skała okaże się zbyt duża lub będzie pędzić z prędkością uniemożliwiającą tak subtelne manewry? Wtedy NEO Hunter przejdzie do drugiej fazy misji, określonej mianem solidnego zakłócenia kinetycznego. To po prostu spektakularne, czołowe zderzenie z planetoidą.
Ta drastyczna metoda obrony została już z powodzeniem przetestowana przez NASA w 2022 r. w ramach słynnej już misji DART, kiedy to sonda uderzyła w planetoidę Dimorphos, skutecznie zmieniając orbitę wokół jej większego partnera, a przy okazji modyfikując trasę całego układu.
W krytycznej sytuacji myśliwiec od Blue Origin wejdzie na kurs kolizyjny i uderzy w cel z zawrotną prędkością dochodzącą do ponad 36 tys. km/h. Tuż przed tym samobójczym taranowaniem, z pokładu uwolniony zostanie jeszcze jeden mały satelita o wymownej nazwie Slamcam. Jego głównym zadaniem będzie nagranie całego uderzenia z bliska i potwierdzenie sukcesu misji ratunkowej.
Więcej na Spider's Web:
Komercyjna rewolucja w obronie planety staje się faktem
Przedstawiciele firmy podkreślają na platformie X, że misja NEO Hunter to absolutnie genialny dowód na to, jak komercyjne statki takie jak Blue Ring mogą realizować stosunkowo tanie, ale priorytetowe misje obrony planetarnej.
Temat ochrony przed obiektami bliskimi Ziemi (NEO) zdecydowanie zyskuje ostatnio na znaczeniu w debacie publicznej, do czego przyczyniają się takie wydarzenia jak przebicie dachu niemieckiego domu przez meteoryt czy regularne doniesienia o gigantycznych skałach przelatujących między Ziemią a Księżycem.
Astronomowie od dekad nieustannie skanują niebo i rozbudowują katalogi obiektów, które mogłyby nam zagrozić, i choć na ten moment nie odkryli żadnego niebezpieczeństwa, którym trzeba by pilnie się zająć, dobrze wiedzieć, że gdy przyjdzie co do czego, nie będziemy całkowicie bezbronni.
Wszyscy pamiętamy filmy takie jak Armageddon, gdzie o losach świata decydowała ekipa wiertnicza z ładunkami nuklearnymi. Rzeczywistość obrony planetarnej wygląda jednak zupełnie inaczej, jest znacznie bardziej precyzyjna i, co najważniejsze, przynosi już wymierne sukcesy.
Zanim zbudujemy potężne statki wyposażone w działa jonowe, takie jak planowany przez firmę Jeffa Bezosa system NEO Hunter, musieliśmy udowodnić, że w ogóle potrafimy fizycznie wpłynąć na tor lotu kosmicznej skały. Nauka o planetoidach rozwija się w błyskawicznym tempie, a my mamy już na koncie pierwsze zwycięstwa.
DART, czyli historyczny bilard w kosmosie
Bezapelacyjnie największym przełomem w historii obrony planetarnej pozostaje misja DART (Double Asteroid Redirection Test) zorganizowana przez amerykańską agencję NASA. Jesienią 2022 r. ważąca nieco ponad pół tony sonda z premedytacją wbiła się w asteroidę Dimorphos, będącą księżycem większego obiektu o nazwie Didymos.
Cel był prosty: sprawdzić w warunkach bojowych, czy uderzenie kinetyczne jest w stanie zauważalnie zmienić trajektorię lotu. Wynik przeszedł najśmielsze oczekiwania inżynierów. Zakładano, że skrócenie czasu orbity Dimorphosa o zaledwie 73 sekundy będzie ogromnym sukcesem, tymczasem uderzenie zmieniło ten czas aż o 33 minuty.
Ludzkość po raz pierwszy w swojej historii celowo zmodyfikowała ruch ciała niebieskiego, udowadniając twardymi danymi, że metoda brutalnego taranowania zagrażających nam obiektów po prostu działa.
OSIRIS-REx
Choć sondę OSIRIS-REx kojarzymy przede wszystkim z historycznym przywiezieniem na Ziemię próbek badawczych z kosmosu, misja ta miała fundamentalne znaczenie dla systemów wczesnego ostrzegania. Celem sondy była asteroida Bennu, potężny obiekt, który za kilkadziesiąt lat zbliży się do Ziemi na niebezpieczną odległość.
Gdy pod koniec 2023 r. kapsuła z cennym pyłem wylądowała na pustyni w Utah, naukowcy mieli już pewność co do jednego. Bennu nie jest litą skałą, a raczej luźno powiązaną słabą grawitacją kupą gruzu.
Ta wiedza jest absolutnie kluczowa dla planowania przyszłych misji ratunkowych. Jeśli uderzylibyśmy w taki porowaty obiekt statkiem z ogromną siłą, trajektoria mogłaby się nie zmienić, a skała rozpadłaby się na tysiące mniejszych, równie groźnych odłamków – uderzenie przypominałoby wpadnięcie w wielką, sypką zaspę śniegu.
Hayabusa2 i japońska kosmiczna artyleria
Zanim Amerykanie z powodzeniem rozbili sondę DART, gigantyczny krok naprzód postawiła Japońska Agencja Eksploracji Aerokosmicznej (JAXA). W ramach misji Hayabusa2, badającej oddaloną asteroidę Ryugu, w 2019 r. przeprowadzono spektakularny i niezwykle ryzykowny eksperyment. Sonda zrzuciła w stronę powierzchni specjalny impaktor, który następnie wystrzelił miedziany pocisk z zawrotną prędkością dwóch kilometrów na sekundę.
W ten sposób na powierzchni obiektu powstał spory sztuczny krater. Pozwoliło to nie tylko dobrać się do dziewiczej materii ukrytej pod powierzchnią, ale przede wszystkim sprawdzić, jak luźny materiał asteroidy reaguje na nagłe uderzenia o dużej energii.
Zbieranie takich precyzyjnych danych to fundament, bez którego inżynierowie nie mogliby dziś kalibrować nowożytnych systemów takich jak te, które trafią na platformę Blue Ring.



















