Zatrzymał pociąg ze strategicznym transportem. Państwo z dykty uspokaja
Na polskiej kolei doszło do bezprecedensowej sytuacji. Nieproszony pasażer zatrzymał pociąg ze strategicznym transportem. Za granicą trwa wojna, a my podchodzimy do kwestii bezpieczeństwa jakby nic się nie działo. Tragedia wisi w powietrzu, ale o to będziemy martwić się później.

Polska kolej nie ma dobrej passy. W listopadzie doszło do celowego uszkodzenia torów i powiem wam, że jechałem pociągiem kilka godzin po tym zdarzeniu i widok był wręcz surrealistyczny - dawno nie widziałem tylu służb w jednym miejscu przeczesujących okolice torowiska. Okazało się, że był to akt dywersji, za którym stali Rosjanie. Do tego ciągle mierzymy się z nadawaniem sygnału awaryjnego Radio-Stop, za którym również mogą stać osoby inspirowane przez rosyjskie służby.
Teraz doszło do kolejnego incydentu, a okoliczności jego wystąpienia budzą grozę. Co wydarzyło się 18 lutego na polskich torach?
Mołdawianin zatrzymał pociąg towarowy. Wiózł niebezpieczny ładunek
Pociąg składający się z 37 wagonów zmierzał ze Szczecina na Ukrainę. Wiózł paliwo dla kraju będącego ofiarą zbrodniczej napaści Rosjan. Według pierwszych informacji maszynista miał zabrać do pociągu obywatela Mołdawii, który prosił o podwózkę. Ten następnie miał zaciągnąć hamulce awaryjne w trzech wagonach i tylko przytomność maszynista uratowała pociąg przed wykolejeniem.
Oczywiście pierwsze artykuły na ten temat napisane są w sposób, który sugerował, że maszynista wziął kogoś na gapę. Nie mieściło mi się to w głowie i na szczęście okazało się nieprawdą. Do zatrzymania doszło w Puławach. Mołdawianin najpierw prosił o podwózkę maszynistę, ale ten mu odmówił. Pociąg ruszył na następną stację - Puławy Chemia, z której już nie mógł odjechać, bo systemy bezpieczeństwa nie pozwoliły na to.
Maszynista odkrył, że hamulce awaryjne w trzech wagonach są zablokowane. Zawiadomił policję, WOT, i wezwano straż graniczną, która działa w tym regionie. W trakcie oględzin pociągu zauważono mężczyznę, który znajdował się na podeście między wagonami. Maszynista rozpoznał, że to Mołdawianin z poprzedniej stacji.
Okazało się, że miał ze sobą torbę, w której znaleziono m.in. telefony komórkowe, sprzęt elektroniczny, karty SIM, powerbank oraz dokumenty w języku rosyjskim. Służbom udało się ustalić, że mężczyzna przybył do Polski dzień wcześniej z Białorusi, przekraczając legalnie granicę w Terespolu. Co ciekawe - mówi się, że uszkodzenie torów w listopadzie również miało na celu wykolejenie podobnego składu. W pobliżu zatrzymanego pociągu znaleziono jeszcze inne plecaki ze sprzętem elektronicznym.
Bezpieczeństwo w tym kraju kuleje i jedziemy na farcie
Scarlett O'Hara zwykła mówić, że pomyśli o tym jutro. To najlepsze podsumowanie polskiej myśli w zakresie zagwarantowania bezpieczeństwa ładunków i przewozów kolejowych. Realiści powiedzą, że nie da się upilnować każdego metra trakcji i mają w tym absolutną rację. Z drugiej strony Mołdawianin wszedł do pociągu jak do siebie. Gdyby był bardziej zdeterminowany, to zaciągnąłby hamulce w trakcie jazdy z dużą prędkością, a wtedy skutki byłyby opłakane.
Kolei to jest nic. Na lotnisku Chopina pewien Ukrainiec koczował przez 9 dni, miał ze sobą zagłuszarkę sygnału i dopiero zdecydowana interwencja służb lotniskowych spowodowała, że sprawą zainteresowała się ABW. Nie muszę nikomu mówić, co by się stało, gdyby skutecznie zagłuszył sygnały nadawane i odbierane na lotnisku. Takich aktów jest coraz więcej, a my sobie siedzimy i czekamy, licząc na to, że znów nam się uda. Może na pospiesznie zorganizowanej konferencji prasowej dowiemy się, że wszystko było dobrze, dobry przekaz leci i nie ma powodów do obaw. Niestety im dłużej przyglądam się naszemu krajowi, tym mam większe przekonanie, że może i urodziliśmy się w czepku, ale nawet nam musi wyczerpać się szczęście. A wtedy zacznie się szukanie kozła ofiarnego.






































