WOT szkoli się na dronach FPV. Skala robi wrażenie
Budowa, konfiguracja i loty dronów FPV w jednym szkoleniu. 9 Łódzka Brygada WOT przygotowuje swoich żołnierzy na erę tanich, precyzyjnych dronów bojowych.

Whoopy wielkości dłoni, wyścigowe konstrukcje 5-calowe i potężne 17-calowe platformy zdolne unieść solidny ładunek – taki sprzęt trafia dziś nie do modelarni, ale do wojskowych sal szkoleniowych. Żołnierze 9 Łódzkiej Brygady Obrony Terytorialnej właśnie przeszli intensywne szkolenie z budowy i konfiguracji dronów FPV. WOT pokazuje wprost, że w nowej wojnie dronów nikt nie zamierza zostać w tyle.
Jak WOT uczy się wojny dronowej?
Zołnierze 9ŁBOT ćwiczyli coś znacznie więcej niż samo latanie quadkopterem nad poligonem. Chodziło o pełen cykl życia drona FPV – od pudełka z częściami po gotową, skonfigurowaną maszynę, która reaguje na każdy ruch drążków.
W Łodzi terytorialsi nie dostali gotowych, fabrycznych zestawów. Uczyli się praktycznej budowy: lutowania przewodów, łączenia kontrolerów lotu, regulatorów i silników, konfiguracji oprogramowania, kalibracji czujników. Dopiero na końcu przychodził czas na loty, testy i świadome rozbijanie maszyn po to, by wyciągnąć wnioski i poprawić konstrukcję.
Od whoopa do 17 cali. Po co tyle typów dronów?
W opisie szkolenia przewijają się trzy klasy maszyn: whoopy, drony 5-calowe i konstrukcje 17-calowe. Dla laika to tylko liczby, ale dla wojska to trzy różne narzędzia, trzy role na polu walki.
Whoop to miniaturowy quadkopter, zwykle z osłoniętymi śmigłami. Waży niewiele, potrafi latać w ciasnych pomieszczeniach, przez okna, korytarze czy klatki schodowe. Jest idealny do szkolenia od podstaw – upadek zwykle kończy się co najwyżej wymianą śmigła – ale także do zadań rozpoznawczych w zabudowaniach, gdzie klasyczny dron rozpoznawczy byłby zbyt duży i zbyt głośny.
Kategoria 5 cali to już typowa wyścigówka – bardzo zwrotna, szybka, używana przez cywilnych pilotów FPV do wyścigów i ekstremalnych przelotów. W wojsku taki dron może pełnić funkcję szwajcarskiego scyzoryka: od szybkiego zwiadu po przenoszenie niewielkiego ładunku, np. granatu.
Największe w tym zestawie są konstrukcje 17-calowe. To już maszyny o rozpiętości śmigieł zbliżonej do małego wentylatora stojącego w biurze. Tego typu drony są w stanie przenosić znacznie cięższe ładunki – od większej ilości sensorów po potencjalne głowice bojowe czy systemy walki elektronicznej. Dla terytorialsów to ważne ćwiczenie, bo trzeba inaczej planować lot, brać pod uwagę większą bezwładność, inny czas reakcji, a także większe ryzyko w razie awarii.
Wnioski z Ukrainy są jasne. Tanie drony to ogromny efekt
To, że WOT inwestuje w szkolenie FPV, nie jest przypadkiem. Ostatnie lata pokazały, że tanie quadkoptery z kamerą i improwizowanym ładunkiem potrafią zatrzymać kolumnę czołgów, zniszczyć drogi sprzęt i skutecznie paraliżować logistykę przeciwnika. W Ukrainie powstały całe fundacje i zespoły, które projektują i produkują tysiące takich maszyn miesięcznie – każda za ułamek ceny klasycznej amunicji precyzyjnej.
Polska armia już wcześniej inwestowała w rozpoznawcze systemy bezzałogowe, takie jak FlyEye czy amunicja krążąca Warmate, które trafiły m.in. do Wojsk Obrony Terytorialnej. FPV to wejście w świat dronów, które można w dużej mierze budować, naprawiać i modyfikować w jednostce, bez czekania na wieloletnie programy zakupowe.
Przeczytaj także:
Takie szkolenie daje żołnierzom coś jeszcze, a mianowicie obycie z elektroniką i oprogramowaniem. Operator FPV w praktyce musi być trochę mechanikiem, trochę informatykiem i trochę gamerem. To dokładnie ten miks umiejętności, który na nowoczesnym polu walki ma obecnie coraz większe znaczenie.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: WOT







































