"Nie ma żadnego smogu". Wyszedłem z domu i poczułem kłamstwo w powietrzu
Po wyjściu z domu poczułem smród spalenizny, a chwilę później zobaczyłem, że w mojej okolicy powietrze nie jest przejrzyste, lecz zadymione. Można powiedzieć, że na podstawie obserwacji wyciągnąłem wnioski dotyczące czystości powietrza, którym oddycham.

Oczywiście przyczyny mogły być różne. Wykluczyłem pożar, bo nie zaobserwowałem takowego i nie przeczytałem w mediach doniesień o nim. Mogłem więc założyć, że ciężkie powietrze to efekt spalania węgla, drewna, pelletu i innych paliw, które służą mieszkańcom pobliskich domów jednorodzinnych do ogrzewania. Niestety w mojej dzielnicy nie zainstalowano czujników zanieczyszczenia, ale później przeczytałem w lokalnej prasie, że problem dotyczył wielu rejonów miasta. Potwierdzały ten stan rzeczy odczyty na jego terenie.
Powyższe myślenie nosi cechy rozumowania abdukcyjnego. Z obserwowanych skutków (dym i smród) wnioskowałem o najbardziej prawdopodobnej przyczynie (palenie w piecu, a nie pożar). Najpierw jednak było ono indukcyjne, bo na podstawie zapachu i dymu wyciągnąłem wniosek, co do jakości powietrza. Trzymając się korespondencyjnej definicji prawdy, zgodnie z którą według Arystotelesa „powiedzieć o tym, co jest, że jest, a o tym, czego nie ma, że go nie ma, jest prawdą”, dokonałem uzgodnienia własnego sądu z rzeczywistością. Stwierdziłem zatem, po pierwsze, że powietrze jest zanieczyszczone. Na podstawie rozumowania abdukcyjnego i następnie weryfikacji intersubiektywnej (potwierdzenie tych faktów w prasie i odczycie dostępnych czujników zanieczyszczenia) wskazałem prawdopodobną przyczynę.
Po cóż ten długi wywód na temat oczywistości? Oto okazuje się bowiem, że według internetowego komentariatu stan powietrza w Lublinie był bardzo dobry, a samo stwierdzenie, że jest inaczej nosi znamiona kłamstwa. Tylko, że jest dokładnie odwrotnie
Kłamią ci, którzy mówią, że powietrze jest czyste, gdy czyste nie jest
Na problem – w emocjonalnym wpisie – zwrócił uwagę wcześniej Paweł Grabowski. Mój redakcyjny kolega zauważył konsekwencje podważenia obiektywnego faktu (potwierdzonego przez obserwacje i pomiary), że powietrze jest zanieczyszczone.
Przeczytajcie te komentarze. Dowiecie się, że za smogiem stoi spisek Żydów lub Ukraińców, tu zdania są podzielone, że kiedyś było gorzej, a jakoś ludzie żyli. Poznacie wpływ tęczowej Unii Europejskiej, przeczytacie o orientacjach seksualnych i tym, że wara wszystkim od tego, czym się pali w piecach. (…) Dowiecie się, że smog to jeden z wymyślonych problemów, który ma was kontrolować i trzymać w ryzach, a do tego nikt nigdy na smog nie umarł. – pisze Paweł.
Na podobne opinie natrafiłem pod innymi tekstami w mediach lokalnych. Oto wybór niektórych komentarzy.
"Pani ma ewidentnie zryty beret", "Już się w główkach przewraca?", "Przecież to artykuł na zamówienie, ktoś płaci - oni piszą. Coś chcą ugrać", "Smog z pieców ????, czyli, że latem też odpalamy piece, skoro też jest smog", "Ja pierniczę...ludzie co jeszcze będzie Wam przeszkadzać?? Naprawdę??", "Tyle lat ludzie palili węglem, drzewem i dobrze było raptem teraz kopciuchy przeszkadzają", "Wracaj do Niemiec", "To nie oddychaj", "Jesteś moim ulubionym debilem".
Najciekawsze były przy tym te komentarze, które podważały sam fakt zanieczyszczenia powietrza. "Przepraszam ja mieszkam w Lublinie i ludzie prawie wogole nie pala już w piecach i nie ma żadnego smogu.", "Pieprzy! Mieszkam na Kośminku i nie ma żadnego smogu, smrodu, dymu!", "Mieszkam na kalinie i nie widziałem żadnej mgły kto tak pieprzy", "U nas tez palą ,ale jakoś jest czym oddychać".
Można zatem powiedzieć, że ci internetowi komentatorzy, którzy podważają fakt zanieczyszczenia, gdy rzeczywiście miało ono miejsce, mówią nieprawdę. W kategoriach etycznych, to co stwierdzają możemy nazwać kłamstwem.
Szukamy prostych odpowiedzi na trudne pytania
Zażarta dyskusja, która ma miejsce wokół smogu nie sprowadza się do prostych wyjaśnień. Owszem, ci którzy negują jego obecność, mijają się z prawdą, ale istotna jest przyczyna tego stanu rzeczy.
Powiedziałbym, że ujawniają się w tym przypadku mechanizmy obronne. Niektórzy wypierają ten fakt, a inni go racjonalizują. Wyparciem jest zaprzeczenie zjawisku. Racjonalizacją jest z kolei tłumaczenie, że kiedyś było gorzej, nikt nie umiera (co zresztą nie jest prawdą i wystarczy spojrzeć na długotrwałe skutki zanieczyszczenia powietrza), a dostrzegający i mówiący głośno o zjawisku są wrogami Polski i powinni wyjechać (najlepiej do Niemiec).
Ludźmi powoduje strach przed tym, że wprowadzone na poziomie krajowym lub wspólnotowym przepisy sprawią, że nie będą mogli ogrzać swoich domów. Na tym strachu żerują politycy podsycający fobie. Powstaje spór, który dyskusję na temat oddychania czystym powietrzem zamienia w wojnę ideologiczną.
Obie strony operują zresztą na uproszczeniach. Zamknąć kopalnie i przejść całkowicie na odnawialne źródła energii, a może korzystać, póki są złoża z paliw kopalnych? Odpowiedź wydaje się oczywista dla obu stron sporu.
Ci, którzy opowiadają się za konsensusem naukowym dotyczącym ocieplenia klimatu, bez zająknięcia powiedzą, że kopalnie należy zamknąć i dokonać pełnoskalowej transformacji energetycznej. Z punktu widzenia ekologii taki proces wydaje się sensowny. Przeciwnicy powiedzą, że węgiel to nasze czarne złoto i element tradycji, a konsensus jest wątpliwy, więc nie można z całą pewnością orzec, że człowiek ma wpływ na klimat. W ten sposób donikąd nie dojdziemy.
Dochodzi do tego, że same hasła zostają sprowadzone do ideologii. Samochód elektryczny, fotowoltaika, wiatraki to dla wielu przejawy wojny kulturowej. Efekt jest taki, że angażujemy się w spory, w których drugiej strony i tak nie obchodzą nasze argumenty. Politycy zacierają ręce, bo przecież czerpią korzyści z polaryzacji. Kąpią się wręcz w rowie społecznych podziałów. Liczy się cel, czyli zdobycie władzy i wiernego elektoratu. Ten ostatni ma uwierzyć w każdą bzdurę.
Niestety nie mam nadziei, że spór (który w społeczeństwach jest naturalny) doprowadzi do skutecznych rozwiązań. Że - z jednej strony - ludziom będzie ciepło w zimie, a - z drugiej - będą oddychać czystym powietrzem. Straciłem wiarę i nadzieję, bo wiem, że politykę robi się nastawiając jednych na drugich. Nikt nie patrzy już na skutki. Zwłaszcza te dalekosiężne.
Czytaj także:







































