Łżą jak najęci i tak ma być. Nie szukaj prawdy w internecie, bo się sparzysz
Jedno z ważniejszych moich życiowych odkryć było bardzo smutne. Uznałem za naiwność myślenie, że prawda w życiu publicznym ma jakiekolwiek znaczenie. Jest dokładnie odwrotnie – ci, którzy rozsiewają kłamstwa i dezinformację, robią to z premedytacją. I nie chodzi o anonimy z internetu.

Na koncie Białego Domu w serwisie X pojawiła się kilka dni temu grafika pokazująca wzrost produkcji amerykańskiej stali. „Powrót amerykańskiej stali” – cieszą się propagandyści Trumpa, prezentując dwa słupki – jeden obrazujący produkcję z 2024 r., drugi z 2025 r.
Czerwony jest ponad połowę niższy niż zielony, więc jeśli nie przyjrzymy się skali, możemy pomyśleć, że Biały Dom chwali się wielkim sukcesem. Czar pryska, gdy jednak spojrzymy z uwagą. Okaże się wówczas, że wykresy kłamią i mamy do czynienia z mikroskopijnym wzrostem, który ma tylko wydawać się znacznie większy niż jest.
Metoda stara jak statystyka. I używana także w Polsce. Wystarczy przypomnieć wykresy opublikowane kilka lat temu przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, żeby uświadczyć się w przekonaniu, że słupkami można bardzo łatwo manipulować.

Z zajęć z metodologii z dr Szymonem Makułą pamiętam również inny wykres z 2013 r. Pokazuje (według słupków) gigantyczną przewagę Nicolasa Maduro nad Henrique Caprilesem w wyborach prezydenckich w Wenezueli. Różnica wynosiła tymczasem... 1,5 punktu procentowego.

Niecne zabiegi ze słupkami pokazują, jak łatwo wprowadzać ludzi w błąd. Manipulatorzy dobrze wiedzą, że ludzki aparat percepcyjny skupi się na samym obrazie, a nie na skali. Taki sposób uprawiania dezinformacji to jednak tylko jedna z wielu form celowego kłamstwa.
Kłamstwo ma długie nogi
Ostatnio zacząłem zastanawiać się nad przypadkiem jednego z polityków, którego wpisy są bardzo często obiektami różnych sprostowań, dopowiedzeń i weryfikacji w sieci. Powiedzieć, że poseł często mija się z prawdą, to jak nic nie powiedzieć. Bardzo optymistyczne jest założenie, że liczne sprostowania i oburzenie przyniosą jakikolwiek skutek.
Jeden z moich wykładowców, logik i wspaniały pedagog – prof. Krzysztof Wieczorek zadał ostatnio publiczne pytanie, co oznacza fakt, że politycy mijają się z prawdą. Jedna z możliwości – według profesora – polega na tym, że są tak głupi, że wierzą w to, co piszą. Według drugiej, politycy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że opowiadają bzdury, ale mają też świadomość, że spodobają się one wyborcom, co oznacza mniej więcej tyle, że „uważają oni swój elektorat za przygłupów”.
Nie przychylam się do żadnej z hipotez.
Uwagi społeczności to cenzura?
Żyjemy w świecie, w którym cześć internetu traktuje uwagi społeczności – czyli dopowiedzenia i sprostowania w serwisie X pod wpisami wprowadzającymi w błąd – jako formę zamordyzmu i cenzury. Ktoś pisze nieprawdę. Inny udowadnia, że ten się myli i pojawia się okienko z uwagami. Tak, dobrze czytacie, są ludzie, którzy uważają, że to zamach na wolność słowa.
Wyobraź sobie, że rozmawiasz z kolegą, który twierdzi, że Ziemia jest płaska. Odpowiadasz, że już w VI wieku p.n.e. Grecy zauważyli, że cień rzucany przez Ziemię na Księżyc jest okrągły, co dowodzi kulistości planety. Podajesz też inne argumenty. Na co on ci mówi, że depczesz jego godność i nie wiesz, na czym polega wolność słowa. To mniej więcej ten poziom argumentacji.
Takie podejście ma kolosalne znaczenie w prowadzeniu jakiegokolwiek dialogu. Okazuje się, że żyjemy w niekompatybilnych światach, w których każdy ma swoją prawdę. Najbardziej zadziwiające jest to, że po prawej stronie słychać tak często głosy o tym, że Zachód popadł w relatywizm, a w ogóle cały ten postmodernizm doprowadził do tego, że nie ma już niczego trwałego. Nie przeszkadza to w głoszeniu poglądów, z którymi poradziłby sobie w dyskusji Grek z wiedzą sprzed 2,5 tys. lat.
Będzie gorzej, bo bańki informacyjne tylko potęgują zjawisko.
Trochę celowo, trochę nie, wpadłem ostatnio w nie swoją bańkę na Facebooku. Obcy mi zupełni świat teorii spiskowych unaocznił się. Supertajny żydowski bunkier pod CPK? Proszę bardzo. Chiński przywódca ratujący świat przed wojną wywołaną przez Polskę atakującą Białoruś? Jeszcze jak. Im dłużej klikałem i czytałem komentarze, tym bardziej wciągało.
Tajny bunkier pod CPK może nawet śmieszyć, poziom absurdu jest bowiem tak wysoki, że trudno traktować takie "teorie" poważnie. Gorzej, gdy w innym wątku czytam niebezpieczne dla zdrowia instrukcje oczyszczania organizmu z metali ciężkich rzekomo zawartych w szczepionkach.
Mamy tu do czynienia z argumentami samouszczelniajacymi się, których w zasadzie nie można obalić. Każda próba dyskusji kończy się porażką, bo rozmówca dysponuje mechanizmem interpretacyjnym, który neutralizuje wszelkie kontrargumenty, przekształcając je w dowód swojej racji. Już sam fakt krytyki jest potwierdzeniem tezy.
W społecznościówkach można utknąć w takiej bańce i zbudować w oparciu o nią wizję świata, która z rzeczywistością ma niewiele wspólnego. To ogromne zagrożenie.
Nie ma ratunku i jesteśmy skazani na nieprawdę?
Polityczny teatr można traktować z pogardą lub pobłażaniem, ale nie jest tak, że mamy do czynienia z pozbawioną wpływu na życie szopką. Poseł opowiadający bzdury stanowi prawo w naszym kraju. Skoro tak, jego świadoma ignorancja połączona z arogancją stanowi zagrożenie.
Jak się bronić? Szczerze mówiąc, nie wiem. Dawno przestałem być optymistą i zakładać, że mój głos przy urnie ma znaczenie. Niestety przestałem również wierzyć w zbawczą rolę edukacji, bo ta ma wpływ na innych, gdy wyznajemy w miarę bliski światopogląd, poruszamy się w podobnych ramach metodologicznych. Tymczasem - jak już napisałem wyżej - te światy przestają być kompatybilne. Można to przyrównać do sytuacji, w której obie strony mówią w różnych językach, a żadna nie rozumie drugiej.
Wyjątkowo dobrze i ponuro opisuje to Krzysztof Grabowski ustami Roberta Matery w najnowszym utworze zespołu Dezerter. "Od słowa do słowa nie klei się rozmowa / Niby takie same, ale niezrozumiałe / (...) Wspólna tylko flaga i język urzędowy / Te same wyrazy, odmienne znaczenie / Ty nie rozumiesz mnie, ja nie rozumiem ciebie".
Innej puenty niestety nie zaproponuję. Nie potrafię.
Czytaj więcej:







































