REKLAMA

Polskie miasta przestaną straszyć. "Działanie uzasadnione interesem publicznym"

Samorządy będą mogły lepiej radzić sobie z nielegalnym graffiti. Dziś albo trzeba podziwiać wytwory kreatywności, albo… uzbrajać się w specjalne lasery.

graffiti
REKLAMA

"W marcu do Sejmu trafi ustawa, która da samorządom nowe narzędzia do walki z nielegalnym graffiti" - informuje reporter RMF FM Jakub Rybski.

Nowe przepisy mają sprawić, że władze będą mogły usuwać graffiti z budynków bez zgody właściciela i na koszt gminy. 

REKLAMA

Ten zapis jednak nie wszystkim się podoba. W rozmowie z rozgłośnią wiceburmistrz warszawskiej Ochoty Sławomir Cygler zauważa, że czyszczenie prywatnego budynku na koszt to przesada. Właściciel powinien być obciążany taką kwotą, skoro wcześniej nie garnął się do posprzątania. A bohomazy muszą oglądać wszyscy, na czym miasto często cierpi.

Sęk w tym, że nie zawsze ustalenie właściciela jest możliwe.

- Zdarza się, że właścicieli jest kilkudziesięciu. Część to rodziny, które wyemigrowały. Ustalenie wszystkich bywa niemożliwe - przyznaje w rozmowie z reporterem RMF FM Jakubem Rybskim senatorka Monika Piątkowska, przewodnicząca nowego zespołu do walki z wandalizmem.

Gminy mogłyby usuwać nielegalne graffiti z budynków bez zgody właścicieli, jeśli "działanie byłoby uzasadnione interesem publicznym"

Senatorka podkreśliła, że cierpią nie tylko ściany. Uliczni malarze wyżywają się na pociągach czy wagonach towarowych. Podano przykład Kolei Mazowieckich. Powierzchnia graffiti na wagonach przewoźnika tylko w latach 2023-2024 przekroczyła 100 tysięcy metrów kwadratowych. Koszt usuwania nielegalnych malowideł wyniósł ponad… 31 milionów złotych netto!

Rok temu policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn, którzy pomalowali pociąg Kolei Mazowieckich w rejonie stacji PKP w Łochowie. Jak relacjonował wówczas portal tvn24.pl, zdewastowano ok. 20 m składu. Koszt usuwania malowideł oszacowano na 60 tys. zł.

Z kolei jak informuje katowicki oddział TVP 3, Mysłowicka Spółdzielnia mieszkaniowa tylko w ubiegłym roku na usuwanie bohomazów wydała ponad 84 tys. zł. Dawid Skutela, komendant Straży Miejskiej w Mysłowicach, przyznaje, że choć w mieście jest monitoring - i to bardzo precyzyjny - to namierzenie sprawców jest bardzo trudne. Samozwańczy artyści są zakapturzeni i nie widać ich twarzy.

W Katowicach konieczna była inwestycja w powłoki antygrafiti. Miasto w 2025 r. na taką farbę wydało 40 tys. zł.

Te powłoki sprawdzają nam się w przejściach podziemnych, też jeśli chodzi o infrastrukturę mostową. Wszędzie tam, gdzie są zastosowane te malunki zdarzają się coraz rzadziej, ale też łatwiej oczywiście je usunąć i zmniejsza nam się koszt usuwania tego typu wandalizmu – wyjaśniła w rozmowie z TVP 3 Katowice Barbara Szumilak z Katowickiej Agencji Wydawniczej.

Pomalowanie metra kwadratowego taką powłoką waha się od 50 do 85 zł. Nie są to więc tanie rzeczy, ale działać trzeba.

Katowice zapobiegają, a w Sopocie leczą

Miasto jesienią kupiło specjalny laser czyszczący, za pomocą którego można usuwać niechciane napisy na ścianach. Zachwalano, że urządzenie jest bardzo skuteczne, tanie w eksploatacji, a co najważniejsze - bezpieczne dla zabytków.

Inną zaletą jest fakt, że laser nie wymaga stosowania podczas pracy żadnych dodatkowych materiałów eksploatacyjnych. Sprawdza się więc tam, gdzie metody tradycyjne (środki chemiczne, myjki ciśnieniowe czy szczotki) są zbyt inwazyjne, kosztowne i mało skuteczne. Za to laser jest ekologiczny i nie generuje pyłu. W Sopocie cieszą się z niskich kosztów eksploatacji, bo broń wymaga tylko zasilania i ewentualnej konserwacji – opisywaliśmy na łamach Spider's Web.

Podobne narzędzie działa w stolicy. Najczęściej wykorzystywane jest przy usuwaniu graffiti na zabytkowych budynkach czy pomnikach, bo nie uszkadza powierzchni.

Oczywiście nie każde graffiti jest złe. Niektóre prace nie są wyłącznie popisem artystów – a w takich przypadkach łatwo toczyć jałową dyskusję o tym, czy komuś napis lub grafika się podoba, czy nie – bo niektórzy chcą zwrócić uwagę społeczeństwa na ważny temat. Malunki mogą nadawać danemu miejscu charakteru, stać się jego symbolem, pozwalając wyrażać się tym, którzy mają taką potrzebę. Nie da się stworzyć idealnie czystych, nieskazitelnych przestrzeni - i może nawet nie powinno. Temat graffiti dosłownie i w przenośni nie jest czarno-biały.

REKLAMA

Trudno jednak w ten sposób patrzeć na dewastowane pociągi czy zwykłe ściany, szczególnie gdy zostały niedawno wyremontowane. A to się przecież bardzo często zdarza. Mieszkając w mieście derbowym doskonale zdaję sobie sprawę ze skali problemu. O niektóre fragmenty murów czy budynków trwa bitwa – raz obrażany jest jeden klub, raz drugi. Bywało, że jedna ściana potrafiła zmieniać barwy kilkukrotnie tego samego dnia. Właściciele machają ręką, bo wiedzą, że to walka z wiatrakami. Potrzebne jest jakieś wsparcie.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-20T13:02:10+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T12:11:04+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T11:04:52+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T10:03:02+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T08:01:16+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T07:20:30+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T07:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T20:23:58+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T19:37:58+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T16:22:04+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T15:19:34+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T12:44:12+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA