Zabójcy miast krążą nad naszymi głowami. NASA: "Jesteśmy całkowicie bezbronni"
Mogłoby się wydawać, że w erze zaawansowanych teleskopów i misji kosmicznych nasze niebo jest pod pełną kontrolą. Nic bardziej mylnego. Czołowa ekspertka NASA ds. obrony planetarnej przyznaje, że ludzkość jest obecnie bezbronna, a tysiące zabójców miast krąży nad naszymi głowami zupełnie niezauważonych. Liczby są przerażające, a budżet na obronę pusty.

Wydaje nam się, że scenariusz z filmu "Armageddon" czy "Nie patrz w górę" to tylko hollywoodzka fikcja, a naukowcy z NASA czuwają nad każdym kamieniem w Układzie Słonecznym. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej niepokojąca, co udowodniła kometa 3I/Atlas, którą odkryliśmy zaledwie pół roku przed jej przelotem koło Ziemi.
NASA regularnie monitoruje przestrzeń kosmiczną, ale jej eksperci przyznają, że system jest dziurawy jak szwajcarski ser. Kelly Fast, szefowa działu obrony planetarnej w NASA, podczas spotkania z Amerykańskim Stowarzyszeniem na rzecz Rozwoju Nauki wywołała niemałe poruszenie, przyznając, że to, czego nie widzimy, spędza jej sen z powiek.
Niewidzialni zabójcy czyhają w mroku
Fast wstrząsnęła opinią publiczną, ujawniając skalę zagrożenia, z którego mało kto zdawał sobie sprawę. Problemem nie są gigantyczne planetoidy, które łatwo namierzyć z daleka, ani drobne skały, które spalają się w atmosferze.
Największe niebezpieczeństwo stanowią obiekty średniej wielkości, o średnicy około 140 m. Są wystarczająco duże, by zmieść z powierzchni ziemi całe miasto (stąd ich nazwa city killers - zabójcy mist) lub region, ale na tyle małe i ciemne, że pozostają niewidoczne dla naszych instrumentów, dopóki nie znajdą się niebezpiecznie blisko.
Ekspertka NASA wyjaśnia, że chociaż globalna katastrofa i wyginięcie ludzkości mogą nam w tej chwili nie grozić, to lokalna apokalipsa jest jak najbardziej realnym scenariuszem. Szacuje się, że w pobliżu Ziemi krąży aż 25 tys. takich obiektów.
Najgorsza wiadomość? Odkryliśmy zaledwie około 40 procent z nich. Oznacza to, że tysiące potencjalnych zabójców miast mknie przez kosmos incognito, a my nie mamy pojęcia, gdzie one są, ani kiedy mogą przeciąć orbitę naszej planety.
Więcej na Spider's Web:
Nie mamy pieniędzy na ratunek
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że nawet gdybyśmy wykryli zagrożenie jutro, nasze możliwości reakcji są praktycznie zerowe. Dr Nancy Chabot z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, która kierowała głośną misją DART w 2022 r., wylewa kubeł zimnej wody na entuzjastów technologii kosmicznych.
Choć eksperyment polegający na celowym rozbiciu sondy o księżyc planetoidy Dimorphos udowodnił, że potrafimy zmienić kurs kosmicznej skały, nie przekłada się to na gotowość bojową Ziemi.
Chabot brutalnie szczerze przyznaje, że w tej chwili nie dysponujemy żadnym sposobem na aktywne odchylenie toru lotu planetoidy, która zmierzałaby w naszą stronę. Powód jest prozaiczny i smutny: brak funduszy. Agencje kosmiczne nie mają zaparkowanych statków typu DART, gotowych do startu w każdej chwili.
Budowa takiej maszyny trwa lata, a my potrzebujemy rozwiązań dostępnych natychmiast. Ekspertka ubolewa, że mimo technologicznych możliwości, brak inwestycji w systemy obrony planetarnej sprawia, że pozostajemy bezbronni wobec 50 proc. wciąż niewykrytych, 140-metrowych obiektów.
Czas ucieka. Czy czeka nas nuklearna ostateczność?
Kelly Fast podkreśla, że jej misją jest znalezienie planetoid, zanim one znajdą nas. Jednak bez odpowiedniego wsparcia finansowego i technologicznego, wyścig ten może okazać się przegrany. Dr Chabot ostrzega, że moglibyśmy być świetnie przygotowani i "być w bardzo dobrej formie", gdyby tylko podjęto odpowiednie kroki. Niestety, na razie pozostajemy w sferze planów i pobożnych życzeń, podczas gdy zegar tyka.
Potrzeba opracowania konkretnego planu obrony może nadejść szybciej, niż sądzimy. Naukowcy już teraz z niepokojem patrzą na planetoidę YR4, która znajduje się na naszym radarze od 2024 r. Wyliczenia wskazują na 4-procentowe ryzyko, że w 2032 r. obiekt ten uderzy w Księżyc.
Choć nie jest to bezpośrednie uderzenie w Ziemię, eksperci rozważają scenariusze rodem z kina science-fiction, włącznie z użyciem ładunków jądrowych, by zniszczyć skałę. To pokazuje, jak desperackie mogą być nasze kroki, gdy zagrożenie stanie się namacalne, a my wciąż nie będziemy mieli systemowych rozwiązań.







































