Ziemia ostrzelana. Goście z innej gwiazdy ominęli nasze zabezpieczenia
To już nie są tylko teoretyczne dywagacje. Matematyka jest bezlitosna: zostaliśmy ostrzelani przez gości z innej gwiazdy. Nowa analiza danych NASA ujawnia dwa meteory międzygwiezdne, które prześlizgnęły się przez systemy wczesnego ostrzegania. Jeden spoczywa na dnie Pacyfiku, drugi czeka na odkrycie w skutym lodem Morzu Barentsa.

Profesor z Harvardu znów miesza w świecie astronomii. Avi Loeb, znany z poszukiwania technosygnatur i hipotez na temat komety 3I/Atlas, ogłosił właśnie identyfikację dwóch nowych kandydatów na meteory międzygwiezdne. Tym razem dowody mają być niepodważalne, a jeden z obiektów spadł na Ziemię zaledwie kilka tygodni temu. Czy czeka nas kolejna ekspedycja po kosmiczne szczątki?
Dyskusja o tym, co tak naprawdę wpada w naszą atmosferę, trwa od lat. O ile w przypadku wielkich obiektów jak `Oumuamua czy komety 2I/Borisov i 3I/Atlas sprawa była jasna - przelatywały przez Układ Słoneczny i znikały w otchłani, o tyle mniejsze kamienie, które faktycznie uderzają w Ziemię, budziły wątpliwości.
Baza danych NASA CNEOS (Center for Near Earth Object Studies) pęka w szwach od raportów o bolidach, ale odróżnienie lokalnej planetoidy od przybysza z innego układu gwiezdnego wymaga niesłychanej precyzji pomiarowej.
Avi Loeb wraz ze swoim współpracownikiem Richardem Cloete twierdzą, że właśnie złamali ten kod. W najnowszej pracy naukowej donoszą o odkryciu dwóch obiektów - CNEOS-22 oraz CNEOS-25, które z matematyczną pewnością nie pochodzą z naszego sąsiedztwa.
Co więcej, badacze zastosowali nowy, skalibrowany w 2025 r. model niepewności, który ma uciszyć krytyków podważających wcześniejsze odkrycia (takie jak słynny meteor IM1 z 2014 r.).
CNEOS-22: Gość z Pacyfiku wielkości człowieka
Pierwszy z nowo zidentyfikowanych przybyszów, oznaczony kodem CNEOS-22, pojawił się na naszym niebie 28 lipca 2022 r. Bolid eksplodował nad wschodnim Pacyfikiem, około 600 km na zachód od wybrzeży Peru. Jego prędkość heliocentryczna (względem Słońca) wynosiła niemal 47 km/s, przekraczając prędkość ucieczki od Słońca wynoszącą 41,79 km/s.
Z danych wynika, że był to solidny kawał skały. Przy założeniu typowej gęstości, obiekt ten miał średnicę około 1,8 m, czyli mniej więcej tyle, ile wynosi wzrost dorosłego człowieka. Jego masa to imponujące 6,4 t.
Energia wyzwolona podczas uderzenia w atmosferę była równoważna niemal 0,7 kilotony trotylu. Niestety dla ewentualnych poszukiwaczy, szczątki tego obiektu spoczywają teraz na głębokości 3–4 km w oceanie, co czyni ich wydobycie wyzwaniem logistycznym porównywalnym do głośnej ekspedycji po meteor IM1.
CNEOS-25: Arktyczny przybysz sprzed chwili
Prawdziwą sensacją jest jednak drugi obiekt. CNEOS-25 to świeża sprawa, uderzył w atmosferę 12 lutego 2025 r. nad Morzem Barentsa w Arktyce. Przeleciał między Nową Ziemią a Ziemią Franciszka Józefa. Jest nieco mniejszy od swojego pacyficznego kolegi; jego średnicę szacuje się na 1,2 metra (wzrost siedmiolatka), a masę na ponad 2 t.
Mimo mniejszych rozmiarów, jego prędkość heliocentryczna wynosząca ponad 45 km/s nie pozostawia złudzeń co do jego pozasłonecznego rodowodu. Energia uderzenia odpowiada 0,13 kilotony trotylu, a prędkość uderzenia wynosi 22 km/s.
Lokalizacja upadku CNEOS-25 to broń obosieczna. Z jednej strony, Morze Barentsa jest płytkie – szelf kontynentalny sięga tam zaledwie 200–400 m głębokości, co teoretycznie ułatwiłoby poszukiwania. Z drugiej strony, to rejon Arktyki, gdzie logistyka zmaga się z lodem morskim i ekstremalnymi warunkami pogodowymi.
Loeb zauważa jednak, że kluczowy jest czas. Obiekt spadł niedawno, więc szybka mobilizacja mogłaby pozwolić na odnalezienie materiału, zanim prądy morskie i dryfujący lód rozwleką kosmiczny gruz po dnie oceanu.
Więcej na Spider's Web:
Matematyka nie kłamie: to nie są nasi
Kluczem do odkrycia była analiza prędkości i trajektorii. Aby obiekt mógł zostać uznany za międzygwiezdny, musi poruszać się szybciej niż wynosi prędkość ucieczki z Układu Słonecznego. W przeszłości problemem były błędy pomiarowe czujników rządowych USA, które zasilały bazę CNEOS.
Jednak po wprowadzeniu nowej kalibracji w 2025 r., która oddzieliła mniej dokładne dane sprzed 2018 r. od tych nowszych, precyzyjnych pomiarów, naukowcy uzyskali jasny obraz sytuacji.
Przeprowadzono aż milion symulacji Monte Carlo dla każdego z badanych obiektów. Wynik? W żadnym z miliona przypadków orbity CNEOS-22 ani CNEOS-25 nie były grawitacyjnie związane ze Słońcem. Statystyka jest tutaj bezlitosna. Pierwszy z obiektów przekracza prędkość ucieczki o 8,7 odchylenia standardowego, a drugi o 5,5. Oznacza to, że szansa na błąd pomiarowy, który zmieniłby ich status na lokalny, jest w zasadzie zerowa.
Co to oznacza dla nauki?
Odkrycie Loeba i Cloete rzuca nowe światło na to, jak często Ziemia jest bombardowana materią z innych układów planetarnych. Prędkości tych obiektów są niższe niż w przypadku przelatującego `Oumuamua czy komety Borisov, co jest zgodne z przewidywaniami – mniejsze i ciemniejsze obiekty łatwiej wykryć, gdy poruszają się nieco wolniej, ale wciąż wystarczająco szybko, by wywołać jasny błysk w atmosferze.
Potwierdzenie istnienia tych meteorów to nie tylko sukces statystyczny. To dowód na to, że materia z odległych zakątków Drogi Mlecznej jest na wyciągnięcie ręki. Zamiast wysyłać sondy w podróż trwającą tysiące lat, możemy po prostu poczekać, aż kosmos sam dostarczy nam próbki pod drzwi. Pytanie tylko, czy jesteśmy gotowi, by je podnieść z dna oceanu, zanim znikną w mule zapomnienia. Avi Loeb z pewnością już pakuje walizki.







































