REKLAMA

W górach nie wyszło, spróbują w Krakowie. "Pierwszy etap zastąpienia dorożek"

Sytuacja w Tatrach pokazała, że popularna piosenka się myli i nawet koni nie jest jednak żal. W Krakowie chcą udowodnić, że można zadbać o dobrostan zwierząt.

dorozki w krakowie
REKLAMA

Krakowskie Stowarzyszenie Obrony Zwierząt przygotowało petycję skierowaną do prezydenta Krakowa w sprawie wprowadzenia pilotażowego programu dorożek elektrycznych.

Liczymy, że będzie to pierwszy etap do całkowitego zastąpienia dorożek konnych – dorożkami elektrycznymi – pisze KSOZ w mediach społecznościowych.

REKLAMA

Stowarzyszenie zwraca uwagę, że podobne rozwiązanie wprowadzono w wielu innych europejskich miastach. Korzyści? Oczywiste. Jak argumentują członkowie, elektryczne dorożki mogłyby zastąpić pracę koni w ekstremalnie trudnych warunkach (upały, nadmierny hałas, ruch uliczny), zapobiegając tym samym ich cierpieniu, wycieńczeniu i chorobom.

Dorożki elektryczne są przy tym łatwiejsze w kontroli i ich używanie zmniejsza ryzyko wypadków w zatłoczonych miejscach – dodają autorzy petycji.

W miesiącach letnich konie zmuszane są do pracy w upałach, co naraża je na udary i zasłabnięcia, a według obowiązujących w mieście regulacji można je eksploatować przez 12 godzin bez żadnych przerw na odpoczynek. Niezależnie od pogody dochodzi również do wypadków komunikacyjnych z udziałem koni dorożkarskich, które są groźne także dla mieszkańców i turystów, bowiem zdarzało się już, że spłoszone ulicznym hałasem konie taranowały np. ogródki kawiarniane, powodując poważne obrażenia wśród gości albo łamały nogi i żebra przypadkowym przechodniom - wyjaśniono.

Kolejny argument to… estetyka. Dorożki elektryczne mogłyby być stylizowane na wzór historycznych dorożek, "z którymi obecnie funkcjonujące pojazdy mają niewiele wspólnego, przypominając do złudzenia carskie karoce".

Jak twierdzi Krakowskie Stowarzyszenie Obrony Zwierząt, wykorzystywanie koni do ciągnięcia dorożek z turystami jest coraz bardziej palącą skazą na wizerunku Krakowa i jego władz.

Dlatego teraz liczymy, że po latach zamiatania pod dywan tego problemu, nasz postulat w sprawie wprowadzenia pilotażowego programu dorożek elektrycznych w Krakowie zostanie rozpatrzony z należytą uwagą, a uruchomienie programu pilotażowego i ocena jego rezultatów otworzy drogę do szybkiego i całkowitego zastąpienia dorożek konnych – dorożkami elektrycznymi – czytamy w mediach społecznościowych.

Pod koniec listopada 2025 r. w Krakowie odbył się protest obrońców zwierząt. Jak pisała "Gazeta Krakowska", uczestnicy domagali się od władz miasta ogłoszenia polityki wolnej od dorożek konnych.

- Chcemy pokazać nasz sprzeciw wobec cierpienia zwierząt, które każdego dnia zmuszane są do pracy w hałasie, upale, mrozie, tłumie turystów i w spalinach! Podczas pokojowego spaceru wokół Rynku Głównego i pobliskich ulic wyrazimy nasze stanowisko, że Kraków powinien być miastem przyjaznym zwierzętom, nie miejscem ich wyzysku - wyjaśniali organizatorzy akcji.

Latem na stronach Krakowa pojawiło się stanowisko miasta dotyczące pracy koni. Pisano wówczas, że "o podejmowanych od lat działaniach na rzecz poprawy dobrostanu koni dorożkarskich świadczy fakt znacznego ograniczenia wymiaru ich pracy". Konie są zaprzęgane do dorożek co drugi dzień (14–15 dni w miesiącu), a łączny czas ich pracy nie przekracza 12 godzin na dobę – zapewniono.

Ponadto, duża liczba dorożkarzy posiada więcej niż jedną parę koni, co pozwala na częstą ich wymianę (praca koni odbywa się rotacyjnie). Wykorzystywanie przez dorożkarzy dwóch koni do jednego pojazdu zaprzęgowego, pozwala równomiernie rozłożyć obciążenie na każde ze zwierząt (właśnie m.in. z tego powodu są one dobierane wielkością) - tłumaczono.

Władze argumentowały, że dziś dorożki są mniejsze i lżejsze od tych, które ciągnęły konie jeszcze kilka lat temu. Dorożkarze "corocznie szkolą się, podnosząc w ten sposób swoją wiedzę i kwalifikacje", a na dodatek… "regularnie poją i karmią konie na postojach". Cóż, wydawać by się mogło, że powinna to być oczywista czynność, a nie coś, o czym warto wspominać, odpowiadając na ewentualne wątpliwości mieszkańców i turystów.

- Pragniemy jednocześnie zdementować przekazywane informacje o rzekomo częstych wypadkach komunikacyjnych z udziałem pojazdów zaprzęgowych. Tego typu zdarzenia nie mają miejsca często, są to zdarzenia incydentalne – napisano na końcu komunikatu.

W Tatrach były ambitne plany. Okazały się za ambitne…

Elektryczne busy miały zmienić wszystko, ale nic z tego nie wyszło. Na drodze do Morskiego Oka nie zobaczymy floty elektrycznych busów zastępujących tradycyjne zaprzęgi konne.

- Zostajemy na trasie. Jak pokazał ostatni sezon wakacyjny, turyści chcą i bardzo chętnie korzystają z usług fiakrów, także jesteśmy nadal potrzebni – mówi PAP Andrzej Mąka, szef wozaków z Morskiego Oka.

I jeszcze jeden spór na linii tradycja i własne przyjemności kontra myślenie o innych.

REKLAMA

Zdjęcie główne: Mazur Travel / Shutterstock.com

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-23T16:43:06+01:00
Aktualizacja: 2026-02-23T15:46:22+01:00
Aktualizacja: 2026-02-23T15:42:15+01:00
Aktualizacja: 2026-02-23T14:14:13+01:00
Aktualizacja: 2026-02-23T13:32:46+01:00
Aktualizacja: 2026-02-23T12:39:18+01:00
Aktualizacja: 2026-02-23T07:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-23T06:23:50+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA