Apple przegrywa walkę o pamięć. Zjedzą to, co miało być dla twojego iPhone'a
Rosnące ceny pamięci uderzają w fundament modelu biznesowego Apple'a. Zdaniem analityków Apple traci swoje wpływy u dostawców, co przełoży się na ceny tegorocznych iPhone'ów.

Zaledwie kilka dni temu Tim Cook chwalił się rekordową sprzedażą iPhone’ów i wydawać by się mogło, że Apple znów jest w swoim naturalnym stanie równowag. Koncern sprzedaje miliony urządzeń, notuje historyczne zyski i dyktuje warunki całemu łańcuchowi dostaw elektroniki użytkowej. Problem w tym, że pod powierzchnią tego nieskazitelnego wizerunku zaczyna pękać fundament, na którym firma budowała swoją przewagę przez ostatnią dekadę.
Apple już nie dyktuje warunków kupna podzespołów. Dyktuje je AI
Boom na sztuczną inteligencję zmienił reguły gry na rynku półprzewodników. Firmy budujące ogromne centra danych dla modeli AI wykupują dziś wszystko, co tylko da się włożyć do serwerów: od najbardziej zaawansowanych układów scalonych, przez specjalistyczne szkło, aż po pamięć DRAM i NAND. To właśnie te dwa ostatnie komponenty są szczególnie problematyczne dla Apple, bo trafiają zarówno do serwerów AI, jak i do iPhone’ów.
Przez lata Apple był niekwestionowanym hegemonem elektroniki konsumenckiej. Koncern zamawiał gigantyczne wolumeny, płacił na czas i wymuszał ceny, które dla wielu dostawców były trudne do przebicia przez konkurencję. Dziś jednak po drugiej stronie stołu siedzą gracze gotowi brać cokolwiek jest dostępne - niezależnie od ceny - i natychmiast podpisać umowy na dziesiątki miliardów dolarów, tym samym blokując dostawy na lata do przodu. A to skutecznie odbiera Apple'owi część swojej siły negocjacyjnej. Tylko część, bo jak pisał Oliwier w ubiegłym tygodniu, Apple jest na tyle wpływowy, że nie musi się martwić o dostawy pamięci do swoich fabryk. Musi się jednak martwić o ceny.
Jak podaje The Wall Street Journal, analitycy rynku półprzewodników szacują, że do końca roku ceny DRAM wzrosną nawet czterokrotnie w porównaniu z poziomami z 2023 roku, a NAND - ponad trzykrotnie. Dla przeciętnego konsumenta brzmi to abstrakcyjnie, ale dla producenta smartfonów oznacza boleśnie odczuwalny wzrost kosztów produkcji. Według wyliczeń ekspertów, sama pamięć w kolejnym podstawowym modelu iPhone'a może kosztować Apple o kilkadziesiąt dolarów więcej niż w obecnej generacji.
Dlatego Apple będzie miał nie lada orzech do zgryzienia
Firma z Cupertino przez lata przyzwyczaiła inwestorów do bardzo wysokich marż, zwłaszcza w segmencie urządzeń mobilnych. Każdy dodatkowy koszt komponentów uderza więc bezpośrednio w rentowność - albo wymusza decyzje, które konsumenci odczują przy kasie.
Jednocześnie Apple ma kilka sposobów, by amortyzować wzrost kosztów, i już wcześniej z nich korzystała. Najbardziej oczywistym jest manipulowanie konfiguracjami pamięci. Zniknięcie wariantu iPhone’a Pro z 128 GB pamięci i podniesienie progu wejścia do 256 GB, oczywiście za wyższą cenę, było jasnym sygnałem, że pamięć to dla Apple nie tylko koszt, ale też narzędzie do podkręcania marż. W obliczu drożejących chipów taki ruch może się powtórzyć, a nawet zostać rozszerzony na kolejne modele.
Jednocześnie Apple publicznie sygnalizuje, że nie chce - przynajmniej na razie - podnosić cen samych urządzeń w porównaniu z poprzednią generacją. To trudna do przejścia przez gardło deklaracja, bo presja kosztowa nie dotyczy wyłącznie pamięci. Inżynierowie dostawców, którzy jeszcze niedawno skupiali się na dopracowywaniu ekranów czy sensorów dla smartfonów, dziś coraz częściej pracują przy projektach związanych z infrastrukturą AI - nawet dostęp do talentów przestaje być oczywistą przewagą Apple'a.
Innym problemem z jakim według WSJ ma się mierzyć Apple jest innowacyjność przyszłych iPhone'ów - a właściwie jej brak. Apple przez lata był kluczowym klientem najbardziej zaawansowanych fabryk półprzewodników, co pozwalało mu jako pierwszemu wdrażać nowe procesy technologiczne w swoich układach. Teraz jednak producenci chipów coraz więcej mocy przerobowych kierują do klientów z sektora AI, gdzie marże są wyższe, a kontrakty bardziej elastyczne cenowo. To zmusza Apple do rozważania alternatyw, nawet jeśli oznacza to kompromisy w wydajności lub energooszczędności.
Sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że krach cen pamięci przyszedł wtedy, kiedy Apple potrzebuje go najbardziej - do odpalenia nowej Siri i dopieszczonego Apple Intelligence. To wszystko wymaga tych samych zasobów, które dziś drożeją najszybciej. Konsument zobaczy więc inteligentniejszego iPhone’a, ale może też zobaczyć wyższą cenę najtańszych wariantów albo mniej atrakcyjne konfiguracje podstawowego modelu.
Choć WSJ kończy całą publikację cytatem analityka Ming-Chi Kuo, że Apple nie zamierza podnieść cen iPhone'ów 18 względem poprzedników, to mam wrażenie, że autor sam nie wierzy słowom Kuo. Apple - podobnie jak każdy inny producent smartfonów - jest po pas w bagnie, które z każdym tygodniem staje się co raz bardziej grząskie, a do premiery następnej generacji iPhone'ów zostało nam jeszcze ponad siedem miesięcy. Wobec czego nie nastawiałabym się optymistycznie, że bagno wyschnie, a żyjący z wysokich marży Apple w przypływie altruizmu weźmie na siebie kilkadziesiąt dolarów dodatkowych kosztów produkcji iPhone'a.
Więcej na temat iPhone'a:







































