Przestawiają granicę prędkości na kolei. 600 km/h to pikuś
To ma być najszybszy pociąg świata. Trwają testy maszyny, która może zmienić świat transportu raz na zawsze.

Gdy w Europie wciąż robi wrażenie 300-350 km/h na pokładzie TGV czy włoskiego AGV Italo, Japonia pracuje nad skokiem o zupełnie innej skali. L0 Series, nowa gwiazda japońskiej kolei, ma osiągać prędkość sięgającą 603 km/h. To więcej niż w przypadku chińskiego pociągu maglev kursującego w Szanghaju i znacznie powyżej możliwości większości planowanych europejskich projektów.
Nowy skład będzie obsługiwał linię Chuo Shinkansen, biegnącą między Tokio a Nagoją, a docelowo także do Osaki. Zamiast oglądać japońskie miasta przez okno przez niemal 2 godz., pasażerowie mają spędzić w pociągu około 40 min.
Jak działa pociąg, który nie dotyka torów?
Sercem L0 Series jest technologia maglev, czyli lewitacja magnetyczna. Zamiast kół mamy tu zestaw nadprzewodzących magnesów i specjalną infrastrukturę w torze, które po osiągnięciu odpowiedniej prędkości unoszą pociąg kilka centymetrów nad prowadnicą.
Brak fizycznego kontaktu z szyną oznacza drastyczne ograniczenie tarcia. W klasycznych pociągach dużych prędkości to właśnie tarcie między kołem a torem, plus opór powietrza, wyznacza granice osiągów. W maglevie zostaje głównie powietrze, dlatego można mówić o prędkościach, które wcześniej były zarezerwowane dla samolotów.
L0 Series łączy dwa systemy:
- magnesy unoszące skład nad torem;
- elektromagnesy napędowe, które działają jak liniowy silnik elektryczny i ciągną pociąg po trasie.
Efekt jest taki, że pasażer siedzi w wagonie, który bardziej przypomina kadłub samolotu niż klasyczną jednostkę kolejową, a wrażenia z jazdy są inne niż na tradycyjnych szynach – mniej drgań, inny dźwięk, bardziej ślizganie się przez przestrzeń niż jazda.
Tokio-Nagoya w 40 minut
Trasa Tokio-Nagoya jest jednym z istotniejszym szlaków japońskiej gospodarki. Dziś obsługują ją szybkie pociągi Shinkansen, które i tak są wzorem punktualności i wygody. L0 Series ma jeszcze raz skrócić czas przejazdu i zwiększyć przepustowość.
Oznacza to, że 3 wielkie metropolie – Tokio, Nagoya i w planach także Osaka – zaczną funkcjonować jak jeden zintegrowany obszar. Dojazd na spotkanie biznesowe, do pracy czy na uczelnię do innego miasta w regionie stanie się równie naturalny jak dojazd na drugi koniec aglomeracji.
Cena tej rewolucji jest jednak astronomiczna. Szacunkowe koszty sięgają około 60 mld euro, a większość trasy trzeba poprowadzić w tunelach drążonych przez góry i pod gęsto zabudowanymi obszarami. Do tego dochodzi ogromne zużycie energii – pociąg jadący ponad 600 km/h po prostu zjada prąd. Efekt jest taki, projekt, który pierwotnie miał ruszyć w 2027 r., przesunięto na okolice 2034-2035.
Maglev to test przyszłości transportu
L0 Series jest też poligonem, na którym zderzają się dwie wizje przyszłości transportu. Z jednej strony mamy samoloty – szybkie, ale coraz głośniej krytykowane ze względu na emisje i wpływ na klimat. Z drugiej natomiast kolej, która w Europie bywa przedstawiana jako ekologiczna alternatywa, choć zwykle wolniejsza.
Japoński maglev pokazuje, że kolej może dogonić samolot pod względem czasu podróży na średnich dystansach. Tokio-Osaka w godzinę to odpowiednik trasy typu Radom-Gdańsk w 60 min. Przy odpowiednio ułożonych połączeniach dojścia do lotnisk zaczynają przegrywać z pociągiem, który startuje z centrum miasta i kończy w centrum.
Przeczytaj także:
Problem jednak w tym, że taka kolej wymaga zupełnie osobnej infrastruktury – L0 Series nie może po prostu wjechać na istniejące tory. Potrzebne są nowe linie, nowe tunele i osobne systemy zasilania. Do tego skład ma mniejszą pojemność niż klasyczne pociągi dalekobieżne w Europie, co utrudnia szybkie domykanie biznesowego bilansu.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI







































