Nauka  /  Artykuł

Pentagon i raport o UFO. „Nie możemy wykluczyć, że to kosmici”

Picture of the author
151 interakcji
dołącz do dyskusji

Odliczamy dni do momentu, w którym Pentagon ujawni od dawna zapowiadany raport o zarejestrowanych spotkaniach UFO. Rządowi oficjele mówią jednak już teraz: nie ma żadnego dowodu, że to kosmici, ale… nie ma też żadnego dowodu, że to nie kosmici.

Od lat fani teorii spiskowych o latających spodkach nie mieli takiego używania, jak na przestrzeni ostatnich miesięcy. Najpierw Pentagon odtajnił gros dokumentów potwierdzających, iż amerykańska armia regularnie widywała UFO. Potem potwierdził prawdziwość rozlicznych nagrań, które przedostały się do internetu, tym samym podważając teorie sceptyków, jakoby nagrania takich zjawisk jak Tic Tac czy Go Fast były spreparowane.

Niedawno w temacie wypowiedział się nawet sam były prezydent Stanów Zjednoczonych, Barack Obama, mówiąc, że „wszystkiego niestety nie może powiedzieć”. A to może wskazywać, że archiwa Pentagonu skrywają naprawdę fascynujące informacje.

Przedstawiciele wywiadu amerykańskiej armii studzą jednak zapały entuzjastów.

UFO to raczej nie kosmici. Ale pewności nie ma.

W komunikacie przekazanym The New York Times przedstawiciele amerykańskiego wywiadu mówią wprost: to raczej nie kosmici.

Na przestrzeni ostatnich 20 lat doszło do ponad 120 zarejestrowanych incydentów z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi. Nadchodzący raport ma potwierdzić, iż znakomita większość z nich nie była przypadkowymi spotkaniami z eksperymentalnymi maszynami amerykańskiej armii. To jeden z najbardziej powszechnych argumentów „obalających” rzekome spotkania z UFO - to, co widać na nagraniach, ma być rzekomo ściśle tajną technologią samych Stanów Zjednoczonych, o której nie wiedzą ani piloci myśliwców ani ich przełożeni. Cóż, raport ma wyjawić, że nie jest to prawda.

Źródło: Extraoridinarybeliefs.com

UFO na większości nagrań pozostaje tym, na co wskazuje jego nazwa - niezidentyfikowanym obiektem latającym. Informatorzy New York Timesa mówią jednak, że niezwykłość zachowań tych obiektów nie pozwala jednoznacznie wykluczyć, iż w istocie nie mamy do czynienia z pozaziemską technologią.

Jeśli nie kosmici, to co?

Przypomnijmy, o jakiego typu nagraniach mowa. Dla przykładu, jedno z najsłynniejszych nagrań ostatnich lat - Tic Tac, zarejestrowany w 2004 r. przez komandora Davida Fravora - ukazuje „drona” poruszającego się w sposób przeczący wszelkim prawom fizyki. Obiekt wznosił się i opadał z gwałtowną prędkością, zmieniając wysokość z 24 kilometrów do 6 kilometrów w ciągu sekund. Obiekt był niewykrywalny dla radaru i zakłócał też urządzenia lotniskowca USS Nimitz.

Tic Tac nie miał sygnatury cieplnej, nie wytwarzał też płomieni mogących towarzyszyć napędowi odrzutowemu i unosił się w powietrzu przez wiele godzin. Najbardziej prawdopodobne teorie mówią, iż Tic Tac był dronem o napędzie grawitacyjnym. Nie jest jasne, czy był to obiekt działający autonomicznie, czy był też w jakiś sposób połączony z rzekomym ogromnym kształtem pod wodą, który zarejestrowali piloci startujący z USS Nimitz tuż przed spotkaniem Tic Taca.

To tylko jeden głośny przykład, ale w ostatnich latach było ich wiele. Były trójkątne obiekty, niewykrywalne dla radaru, poruszające się w przedziwny sposób. Były obiekty pozbawione sygnatury cieplnej, poruszające się z prędkością ponaddźwiękową bez charakterystycznego wybuchu, towarzyszącemu przekroczeniu prędkości dźwięku. Były obiekty unoszące się na znacznej wysokości i nurkujące w oceanie. Były też obiekty jawnie unoszące się nad amerykańskimi bazami wojskowymi, rzekomo zakłócające pracę urządzeń namierzających i - choć w to akurat trudno uwierzyć - rozbrajające systemy obronne.

Jeśli te wszystkie fascynująco-dziwaczne incydenty nie są dziełem pozaziemskich cywilizacji, to czym są?

UFO zarejestrowane przez USS Russel.

Zdaniem ekspertów najbardziej prawdopodobną odpowiedzią jest: technologią obcych nacji. Tic Tac równie dobrze mógł być chińskim dronem, wyposażonym w eksperymentalny napęd grawitacyjny, którego amerykańska armia nie posiada. Obiekty obserwujące amerykańską bazę wojskową mogły być w istocie rosyjskimi pojazdami autonomicznymi, o których amerykański wywiad nie słyszał. Zwolennicy tej hipotezy mawiają, że Amerykanom łatwiej jest uwierzyć w istnienie kosmitów niż w to, że inny kraj może być w posiadaniu bardziej zaawansowanej technologii niż oni (co dobitnie pokazuje np. panika, w jaką Amerykanie wpadli po udanym wystrzeleniu pierwszego Sputnika na orbitę w 1957 roku).

Czy to jednak możliwe, by najpotężniejsza armia świata, mająca swoje bazy i centra badawcze/nasłuchowe w każdym zakątku globu, nie była w posiadaniu technologii, którą dysponują inne nacje? Jeśli tak naprawdę jest i supermocarstwa, z którymi USA są w stanie permanentnej rywalizacji, są w posiadaniu np. napędów grawitacyjnych, to bardzo złe wieści dla Stanów Zjednoczonych i ich (chwiejącej się) pozycji światowego lidera.

Na więcej szczegółów przyjdzie nam poczekać do 25 czerwca. Wtedy bowiem Kongres USA ma oficjalnie ujawnić raport o wszystkich incydentach z UFO znanych Pentagonowi. Doniesienia New York Timesa nakazują jednak studzić entuzjazm, bo jedyna konkluzja płynąca z tego raportu ma być taka: tak, po niebie latają niezidentyfikowane obiekty latające. Ale czym są i skąd się wzięły - tego z raportu nie wyczytamy.

Podobał się tekst? Polub go albo udostępnij na FB. Dzięki!