Biznes  /  Artykuł

Seksbiznes kwitnie na polskim Instagramie. Dziewczyny sprzedają abonament na swój tyłek

Seksbiznes na Instagramie i Telegramie

Ze zdjęć może się wydawać, że niektóre są jeszcze niepełnoletnie. I ulotne - z jednej strony, bo promocji zabrania im Instagram, z drugiej, bo część kont seks workerek to próby oszustwa. Inaczej jest na Telegramie - tam hulaj dusza, zasad nie ma!

U Kasi - filigranowej blondynki z buzią lolitki - najtańsze są zdjęcia (10, 20 lub 30 sztuk kolejno za 30, 50 lub 60 zł) i filmiki (5, 10 lub 15 min. za 50, 80 lub 90 zł). Potem są pakiety VIP i VIP+ - coś na kształt abonamentów. Wysyłka fotek, filmików czy głosówek odbywa się za pomocą Telegrama, do którego nagania klientów m.in. przez Instagrama.

Niedługo po tym, gdy zaczynam obserwować jej konto, dostaję prywatną wiadomość. W niej kolaż z trzech zdjęć, na których jest w samej bluzce. Krocze przysłonięte kilkoma niedbałymi maźnięciami czarnym rysikiem. Obok oferta sprzedaży filmików, na których “ostro się bawi swoimi dziurkami”. Na jej profilu kilka informacji: lat 19, choć z kilkunastu dodanych zdjęć wygląda na dużo młodszą; na co dzień mieszka we Wrocławiu, czasem bywa w Warszawie.

Najwięcej u Kasi dzieje się w storiesach - krótkich filmikach, które znikają po 24 godzinach. Chyba że zostaną przez nią na stałe przywieszone do profilu, a z tej opcji Kasia chętnie korzysta. To tam znajduje się cennik, wiele przykładowych zdjęć - zwykle lekko tylko ocenzurowanych, odpowiedzi na najpopularniejsze pytania czy informacje o… promocjach. „Dziś do każdego 10 i 15 minutowego filmiku dodaje drugi bardzo gorący filmik gratis”. „Z racji że tak długo mnie nie było mam w nagrodę dla pierwszych 10 osób, które do mnie napiszą kilka seksownych zdjęć”. „Zdałam egzaminki. Z tej okazji dziś i jutro wszystkie gorące zdjęcia i filmiki -50%”.

W znikających storiesach promocji jest jeszcze więcej. I to nie tylko własnej. Kasia reklamuje tam też swoje koleżanki. Każda z nich ma własne konto, a na nim odsłoniętą twarz na zdjęciach, choć tych zazwyczaj jest niewiele. Większość deklaruje, że ma w okolicach 19 lat, ale zwykle wyglądają na mniej. Każda ma po kilkuset obserwujących. Konto z kilkoma tysiącami to rzadkość. Najwięcej dzieje się u nich - jak u Kasi - w stories.

Standardowe stories z ofertami i poleceniami.

Instagram nie jest miejscem przeznaczonym do usług erotycznych online i zapewne miażdżąca większość użytkowników zakłada tam konto w innych celach. Usług takich szuka się bowiem gdzie indziej - w globalnej skali na MyFreeCams czy Chaturbate, choć ostatnio największą furorę robi OnlyFans, w Polsce zaś na Showup.tv. Tyle że trzeba się dzielić prowizją z serwisami. Są zaś miejsca, w których można działać na własną rękę. Do tego właśnie może się przydać Instagram, choć tu dużo trudniej się reklamować.

Od Kasi się zaczyna. Po polubieniu jej profilu kolejne konta młodych dziewczyn same się pojawiają. Cześć podsuwa mi algorytm Instagrama, część z własnej woli zaczyna mnie obserwować, lajkować i zagadywać. Każda śle w prywatnych wiadomościach nagie zdjęcia, cenniki i zachęca do przejścia na Telegrama. - Nie słyszałem od moich uczniów o takim zjawisku. To dla mnie coś zupełnie nowego, że ktoś faktycznie wrzuca takie oferty ze swoją twarzą i nazwiskiem - dziwi się Przemek Staroń, psycholog, filozof i Nauczyciel Roku 2018, który z nastolatkami ma do czynienia na co dzień.

Języki to podstawa

W branży internetowych usług erotycznych istnieją trzy modele biznesowe. Pierwszy to profesjonalne studia kamerkowe. Największa w Europie Środkowej firma, która się tym zajmuje, znajduje się w Łodzi. Studio to zwykle duże wynajęte mieszkanie. Ma kilka stanowisk z komputerami, przy których siedzą kobiety i eksponują swoje wdzięki. Ze studia łączą się z rozmaitymi stronami erotycznymi z całego świata - czasem jest to serwis anglo-, czasem niemieckojęzyczny.

Studia kamerkowe najczęściej bazują na osobach ze Wschodu Europy. Wcale nie muszą one znać języków obcych, mimo że często na relacjach na żywo w serwisach erotycznych kobiety czatują ze swoimi klientami. Wszystko to jest jednak tylko ustawką. Studia bowiem to profesjonalne firmy, które do obsługi klientów zatrudniają moderatorów. To oni muszą znać języki obce. Gdy dziewczyna z Ukrainy robi pokaz na niemieckojęzycznej stronie erotycznej, razem z nią pracuje moderator, którego nie widać w ekranie. To on pisze z klientami, a gdy to robi, modelka dostaje sygnał: „Udawaj, że piszesz na klawiaturze”. Obecnie nie trzeba już nawet przychodzić do studia, bo wszystko można zorganizować zdalnie. Modelka może przebywać na Wschodzie, moderator w Polsce, a klient końcowy na drugim końcu świata. Umowa wiąże modelkę ze studiem, nie z serwisem erotycznym.

Drugi typ to samodzielna działalność na takich serwisach erotycznych. Wtedy jednak możliwości są mniejsze, bo nie każda zna języki. W Polsce najpopularniejszym serwisem tego typu jest Showup.tv. Choć stworzyli go Polacy, spółka zarejestrowana jest na Gibraltarze, który jest podatkowym rajem. Ludzie, którzy za nią stoją, unikają mediów i nie dzielą się swoimi wynikami. Jednak trzy lata temu Maćkowi Gajewskiemu udało się porozmawiać z przedstawicielami firmy Web-Anatomy, która była odpowiedzialna za zbudowanie Showup.tv. Zdradzili wtedy, że serwis ma ok. 200 tys. użytkowników i 8 mln odsłon miesięcznie.

Z Showupem jednak problem jest taki, że brakuje w nim weryfikacji użytkowników. Czy osoby pokazujące się tam na kamerkach są pełnoletnie? Teoretycznie tak, skoro przy rejestracji… kliknęły „tak, mam 18 lat”. Na tym koniec weryfikacji, co jest kiepskim zabezpieczeniem w odróżnieniu od zagranicznych serwisów, które nierzadko wymagają przesłania skanu dowodu osobistego. Tak luźnym podejście Showup pozwala wprowadzać na swe salony nie tylko niepełnoletnie dziewczyny, ale i oszustów. Pieniądze krążą w formie wirtualnych żetonów (1 żeton - 10 gr), które wykupują internauci, by płacić dziewczynom za pokazy.

Trzeci rodzaj działalności erotycznej w sieci to działalność całkowicie samodzielna poza serwisami takimi jak Showup. Ma to plus, bo nie trzeba się z serwisem dzielić prowizją z zarobionych pieniędzy. Minus, bo własną promocję trzeba ogarnąć od początku do końca samemu. A to niełatwa praca. Trzeba być w stałym kontakcie z klientami, umieć na bieżąco zaspokoić ich potrzeby - jeden chce porozmawiać, inni życzy sobie konkretne nagranie wideo, jeszcze inni czekają na transmisję na żywo - ale najpierw przede wszystkim trzeba ich zdobyć.

Na Instagramie oferty pojawiają się przede wszystkim w stories.

Na przykład za pomocą anonsów w serwisach ogłoszeniowych czy przez zakładanie kont w takich aplikacjach jak Instagram czy Tinder. Tam przekierowują na Telegrama, gdzie na swoich kontach sprzedają zdjęcia, filmy, pokazy na Skype itd. Rozliczenia - najczęściej systemem płatności Blik. Weryfikacja - żadna.

Jak stracić 50 złotych

Dziennikarz Piotr Zieliński zgłębia tę tematykę od siedmiu lat. Niedawno wydał książkę „Klikniesz, kotku?”, w której opisuje kulisy polskiego seksbiznesu. - Dokumentując temat, spotkałem się m.in. z kobietą, która miała doświadczenie jako camgirl i jednocześnie jako escort girl. Przyznała, że osoby o lepszym statusie materialnym, np. biznesmeni, nie korzystają z usług agencji towarzyskich, tylko umawiają się na prywatne spotkania - opowiada.

Escort to kobieta, która umawia się z klientami na spotkania na żywo. Swoje usługi seksualne oferuje w mieszkaniówkach, czyli wynajętych do tego mieszkaniach - zwykle z Airbnb, na kilka dni, po czym przenosi się do kolejnego mieszkania, by nie wzbudzać podejrzeń u sąsiadów. Na tej platformie to bardzo proste - płacisz online, zabierasz kluczyk z ustalonego miejsca i nikt o więcej nie pyta. Dlatego burdele z Airbnb stały się standardem.

Pracę seksualną ułatwił poniekąd także rozwój mediów społecznościowych. Bez pośredników można tam trafić do końcowego klienta zainteresowanego kupnem erotycznych zdjęć, filmików, pokazem czy spotkaniem. - Jeżeli chodzi o bezpośrednie spotkania, coraz popularniejsze stają się tzw. spotkania VIP. To oferty dla osób z zasobniejszym portfelem: biznesmenów, lekarzy czy celebrytów. Najczęściej te osoby są świetnie zorientowane w tym, do kogo się odezwać, by umówić się na spotkanie z kobietami, które są instagramowymi gwiazdami lub wręcz nawet celebrytkami z popularnych show. Gwarancją jest pełna dyskrecja - opowiada Zieliński.

Jak to wygląda? - Wysyłamy wiadomość np. o treści „poszukuję brunetki z dużym biustem, powyżej 175 cm”. Po kilku minutach dostajemy kilkanaście lub kilkadziesiąt zdjęć. Kiedy przeglądałem te zdjęcia, zauważyłem kilka osób, które całkiem dobrze radzą sobie w świecie influencerów. To przepiękne, zadbane kobiety, nierzadko w markowych ubraniach pozujące w bardzo sensualnych pozach - dodaje.

Piszę do Kasi, 19-latki z Wrocławia, proponując rozmowę. Gdy tylko wysyłam wiadomość, moje konto zaczyna obserwować brunetka Daria - też 19-latka, ale z warszawskiego Mokotowa. Podobnie jak Kasia - ma tylko kilka zdjęć, za to wiele więcej w storiesach. Proponuję jej rozmowę. „Pisz na Telegramie, bo już straciłam raz konto na Instagramie przez takie propozycje” - odpisuje dziewczyna. Na rosyjskim komunikatorze ustalamy szczegóły: 100 zł za 30 minut rozmowy. Negocjuję: najpierw przedpłata 50 zł. „Daj mi chwilę, podejdę do bankomatu” - odpisuje dziewczyna. Podaję jej kod BLIK, który ona wpisuje w bankomacie. W potwierdzeniu transakcji w telefonie widzę, że Daria wcale nie jest na Mokotowie. Pieniądze wyciąga z bankomatu w niewielkiej galerii handlowej M w Białymstoku. Mimo to akceptuję transakcję, a Daria pyta, kiedy chcę rozmawiać. „Teraz, ale tak, byś miała do tego komfortowe warunki” - tłumaczę. „Ok, zaczekaj, tylko dojadę Uberem do domu” - odpisuje.

Telegram jest pełen grup z próbkami zdjęć i filmików od kobiet.

„I jak sytuacja?” - piszę po 10 minutach. „Ostatni raz użytkownik był widziany bardzo dawno temu” - czytam na Telegramie. Instagram: użytkownik nie istnieje. Daria zniknęła podobnie jak moje 50 zł. Konto Kasi także jest nagle zablokowane. Wygląda na to, że padłem ofiarą jednego z najprostszych oszustw w sieci.

Jak uniknąć blokady

Moje konto na Instagramie zyskuje kolejnych obserwujących, same kobiety, każdy profil zbudowany w podobny sposób. - Bez obecności na Instagramie czy Twitterze seksworkerki nie byłyby w stanie osiągnąć znaczącego przychodu. Kobiety korzystają z nich bardzo świadomie, dodają zdjęcia, stories, oznaczają się, polecają swoje konta na stories, rozbudzają algorytmy. Choć ich content jest seksualnie sugestywny, nie różni się znacząco od fotografii wrzucanych do sieci przez aktorki czy celebrytki. Pracownice seksualne dobrze wiedzą co i jak robić, by nie naruszać regulaminów serwisów. Zdarza się jednak, że te konta tracą. Wówczas widać ogromne środowiskowe wsparcie. Jeśli tak się stanie, załóżmy u osoby, która miała 20 tys. obserwujących, to kilkadziesiąt innych camgirls wrzuca na swoje kanały informację, że ich koleżanka straciła swój profil, namawiając do obserwowania kolejnego, nowego konta - mówi Piotr Zieliński.

Część pracowników i pracownic seksualnych skupiona jest też w realnym świecie - w organizacji Sex Work Polska walczącej o swoje prawa. W 2019 roku grupa wydała „Doświadczalnik” - dwustustronicowy podręcznik dotyczący pracy seksualnej. Ledwie dwa razy pojawia się w nim słowo „instagram” - we wspomnieniach jednej pracowniczki oraz w linku do profilu grupy na tym portalu.

Więcej pisze Medroxy - polska pracownica seksualna - na swoim blogu. W notce dotyczącej Instagrama radzi, jak się na nim promować, jednocześnie unikając blokady konta. Zaznacza wyraźnie, że oferowanie usług seksualnych na tym portalu jest zabronione. „Nie podawaj linku do swojego profilu na kamerkach czy jakiejkolwiek innej strony związanej z pracą. Polecam do tego stronę itsmyurls.com, gdzie możesz wypisać linki do wszystkich swoich profilów. Warto również dodać dopisek “DM for business $”, co daje do zrozumienia osobie odwiedzającej Twój profil, że jeśli jest zainteresowana kupnem czegoś to ma odezwać się w prywatnej wiadomości” - pisze Medroxy.

Królowa Olszyn - 25-letnia camgirl i pracownica seksualna z Warszawy - tłumaczy mi, że Instagram jest tylko dodatkiem. Wrzuca tam swoje zakryte zdjęcia, na których czasem pozdrawia fanów, czasem dodaje kartkę z napisaną datą danego dnia dla uwiarygodnienia się. Na Instagrama kieruje fanów z innych miejsc sieci, jeśli chcą ją i tam dodatkowo śledzić. Konto to jest też swego rodzaju zabezpieczeniem - gdyby w innych miejscach została zablokowana. - Instagram to dla mnie raczej przedłużenie moich profili na portalach erotycznych i towarzyskich oraz sposób, by niektórzy oswoili się ze mną w bardziej neutralnym miejscu. Ciężko tu jednak zamanifestować swoje istnienie i przyciągnąć uwagę kogokolwiek spoza grona własnych fanów. Nie pozyskuję klientów z Instagrama, tylko ze stron z ogłoszeniami towarzyskimi i z erotycznych portali społecznościowych - mówi kobieta.

Fejków i oszustw na Instagramie i portalach erotyczno-towarzyskich jest, jak mówi, mnóstwo. Dlatego - żeby się od nich odróżnić - sama ma nawet konto na YouTube, gdzie wrzuca filmy z bieżącą datą i kartką ze swoim pseudonimem.

Oszuści-kolekcjonerzy

Jak działają fejki? - Generują mnóstwo szumu informacyjnego, robiąc z każdym story for story [oznaczając się wzajemnie i republikując materiały], zbierają śmieciowych obserwujących - mówi Królowa Olszyn i dodaje, że oszuści dzielą się na dwie grupy.

Jedna to oszuści, którzy chcą w pierwszy lepszy sposób wyłudzić pieniądze. Model biznesowy: oszukać - choćby na marne pieniądze - i zniknąć. Mają bardzo krótko żyjące konta, kilkuset obserwujących, ale szybko znikają, bo prędzej czy później ktoś zostaje nacięty i zgłasza profil. Zupełnie jak w przypadku wspomnianej na początku artykułu „Darii”, która wyciągnęła pieniądze z bankomatu w Białymstoku.

Druga grupa to konta bardziej zorganizowane, będące dłużej - zwłaszcza na Telegramie - aktywne. Model biznesowy: długoterminowy handel materiałami pod pozorem obietnicy spotkania na żywo. - Tacy oszuści potrafią nawet zatrudnić dziewczyny ze Wschodu, zwykle Ukrainki, żeby tworzyły im jakieś treści, zdjęcia i krótkie filmiki. Wrzucają nawet filmy z kartkami z pseudonimem dla weryfikacji, ale dziwnym trafem dziewczyny na tych filmach to niemowy. Bywają też weryfikacje dźwiękowe, ale jakoś nigdy dźwięk nie łączy się z obrazem. Podejrzewam, że organizatorzy tego procederu łapią przypadkowe polskie dziewczyny, żeby im coś nagrały. Ewentualnie tej dziewczynie ze Wschodu każą to nagrać i ona czyta zapewne fonetyczny zapis z kartki, kalecząc język - mówi Królowa Olszyn.

Telegram - przykładowy kanał z ofertami.

Jak dodaje Piotr Zieliński wiele kont na Telegramie, a mniejszej ilości na Instagramie to fejki prowadzone przez zorganizowane grupy. - W związku z trendem na amatorskie porno ilość takich materiałów - szeroko dostępnych - jest nieograniczona. Wystarczy wykupić subskrypcję na OnlyFans, ukraść wideo, zrobić screena, coś nagrać i potem to sprzedawać - wyjaśnia.

W sieci istnieją fora „kolekcjonerów” materiałów tego typu. Wstęp możliwy jest na przykład po dostarczeniu dziesięciu paczek ze zdjęciami i filmami różnych kobiet. Ale jest jeden warunek - dziewczyny tej nie może być jeszcze w bazie materiałów budowanej przez użytkowników forum. - Potem ten zbiór może służyć do tworzenia fejkowych kont na Instagramie i innych portalach. To biznes - podkreśla Zieliński.

Zapytaliśmy biuro prasowe polskiego Facebooka, do którego należy Instagram, o profile osób sprzedających materiały erotyczne lub oferujących usługi seksualne. „Chcemy, aby Instagram był bezpiecznym miejscem dla wszystkich i mamy ścisłe zasady dotyczące treści prezentujących nagość i aktywność seksualną oraz nagabywania na tle seksualnym” - czytamy w odpowiedzi. Oferowanie usług seksualnych na Instagramie jest zabronione. Biuro prasowe nie odpowiedziało jednak, jak dużej skali jest to zjawisko.

Grupa Sex Work Polska w odpowiedzi na moje pytania odpisała, że nie ma danych dotyczących skali zjawiska oszustw na polskich platformach społecznościowych. Konta „Darii” i „Kasi” zostały zablokowane. W trakcie pisania tego artykułu pojawiło się kilka kolejnych - bardzo podobnych - które same zaczęły wysyłać prywatne wiadomości z cennikami. Machina nie zatrzymuje się ani na chwilę.