Tech  /  Artykuł

Rozbierają się i zarabiają miliony. Co się właściwie wyprawia na tym OnlyFans?

Picture of the author

Specjalizacja od filmów dla dorosłych, inspiracja uberową ekonomią, twórcy z olbrzymią publiką, którzy cenzurowani są wszędzie indziej oraz... globalna pandemia. Oto przepis na sukces według OnlyFans.

Opisywanie rekordów zarobków na OnlyFans jest ryzykowne, bo pierwsze miejsce bardzo szybko może się zmienić. Jeszcze niedawną królową była Belle Delphine, zarabiająca na subskrypcjach milion dolarów miesięcznie. Podobną kwotę, ale w dużo krótszym czasie, bo raptem w sześć godzin, zapewniła sobie 18-letnia raperka Bhad Bhabie. Przerażonych jej wiekiem nie uspokoję, bo Belle Delphine jest raptem trzy lata starsza.

Skąd takie liczby? Cóż, przypominamy, że znajdujemy się w internecie, więc tak, paliwem są treści mniej lub bardziej pornograficzne. W skrócie: za popularnością OnlyFans stoi to, że każdy użytkownik może rozebrać się przed kamerą i dostawać za to pieniądze od fanów. Im ktoś bardziej przyciąga uwagę, tym większą szansę ma na zarobek. OnlyFans bazuje na subskrypcjach – tylko płacący mają dostęp do najlepszych materiałów.

W OnlyFans wszystko, co zakazane w innych portalach społecznościowych, jest dozwolone

Początki OnlyFans sięgają 2016 roku. To nie romantyczna historia o ludziach z garażu, którzy postanawiają przełamać tabu i dają zarabiać w internecie sex-workerkom. Za biznesem stoi Tim Stokey – mający na swoim koncie wiele pornograficznych serwisów – oraz Leo Radvinsky, właściciel jednego z największych serwisów z… kamerkami erotycznymi. To nie „Ziemia Obiecana”, w internecie działa to tak: ty znasz się na porno, ja znam się na porno, więc razem mamy faktycznie wszystko, żeby zbić kapitał.

Technologia wiele zawdzięcza branży porno - i odwrotnie. Weźmy takie kasety VHS, które sprawiły, że erotyka trafiła pod strzechy, a za tworzenie materiałów zabrali się amatorzy – świetnie tę przemianę pokazał serial „Kroniki Times Square”. W latach 90. swoje modemy sprzedawał magazyn „Penthouse”. Pół żartem, ale jednak też pół serio mówiło się, że internet służy w głównej mierze do oglądania porno. Na pewno dzięki niemu się rozwinął - pod koniec lat 90-tych większa część ruchu sieciowego pochodziła właśnie ze stron dla dorosłych.

W przypadku OnlyFans nie ma jednak żadnej rewolucji. Konrad Chwast pisał o „uberyzacji porno”, co dobrze pokazuje politykę firmy – po prostu sprawdzeni w boju specjaliści od erotyki w sieci w odpowiednim czasie wskoczyli do odpowiedniego pociągu. To też trzeba umieć, jasne, ale OnlyFans przynajmniej na razie niczego nie kreuje. Chcesz zarobić w prosty sposób, OnlyFans daje taką możliwość.

Belle Delphine

Cała prostota przedsięwzięcia to głównie teoria, bo niektóre osobistości OnlyFans poświęcają na to nawet 55 godzin tygodniowo. Materiały to jedno, bo do filmów trzeba się przygotować. Chodzi choćby o zrobienie odpowiedniego makijażu, przyszykowanie stroju i scenografi czy nawet dezynfekcję akcesoriów, o czym mówiła Spider’s Web+ Katarzyna Pilichowicz. Nie jest to praca w kopalni ani na magazynie, ale i nie jest to coś, co dzieje się samo, a pieniądze i tak lądują na koncie.

OnlyFans przyciąga tych, którzy gdzie indziej nie mogli działać. Dobrym przykładem jest wspomniana wcześniej Belle Delphine, o której głośno było już w 2019 roku. Wcześniej popularność zdobyła na Instagramie i YouTubie, gdzie w końcu jej konta zostały zbanowane. Publiczność, której Belle Delphine sprzedawała np. wodę ze swojej kąpieli za 30 dol., poszła za swoją ulubienicą.  Podobnie jest w przypadku innej popularnej – choć nie aż tak – twórczyni YourPuppyGirl, która na TikToku miała 100 tys. subskrypcji, co pozwalało jej nie startować na OnlyFans od zera.

Wszystko już było, a OnlyFans jest tego dowodem

W Polsce podobną rolę odgrywa od kilku lat portal ShowUp.tv, który pod względem reguł niczym nie różni się od OnlyFans. Powstały 10 lat temu serwis już dawno był porównywany do Ubera. Gdyby dziś podmienić nazwy obu serwisów, opis Ewy Lalik pasowałby jak ulał do OnlyFans:

Pozwoli wykonywać usługi i udostępni platformę oraz część narzędzi, skasuje za to swoją działkę, ale w razie jakichkolwiek problemów umyje od nich ręce (żadnych pozwów, żadnego mieszania Showupu w sprawy sądowe!)

Trudno powiedzieć, żeby Showupowi się nie udało, ale na pewno serwis nie osiągnął takiej popularności jak OnlyFans. Rzecz jasna ze względu na skalę - to polski, a nie międzynarodowy serwis, lecz nie tylko w tym należy upatrywać przyczyn mniejszej popularności. Jeszcze w 2016 roku raptem 3 proc. użytkowników internetu było w stanie zapłacić za dostęp do pornografii w internecie. Dziś osoby publikujące na OnlyFans mogą wyciągać miliony dolarów z subskrypcji.

Oczywiście zmieniło się samo podejście do płacenia w internecie. To też nie przypadek, że o OnlyFans głośno jest szczególnie od ponad roku. Pandemia zamknęła ludzi na świecie w domach. Ci mieli więc więcej czasu na oglądanie, ale też czuli jeszcze większą potrzebę jakiegokolwiek kontaktu z żywym człowiekiem – również, jeśli chodzi o kwestie erotyczne.

Ale pandemia sprawiła, że na OnlyFans pojawiali się nowi twórcy. Zmusiła ich do tego ekonomia. OnlyFans stało się źródłem zarobku, okazją do dorobienia – jak wcześniej Uber czy tym podobne usługi z gatunku „sharing economy”. W wolnej chwili możesz być taksówkarzem, dostawcą pizzy czy eksponować swoje wdzięki przed kamerą.

Niesprawiedliwością byłoby stwierdzenie, że OnlyFans to tylko erotyka

Nawet celebryci zakładają tam swoje konta, jak np. wokalistka Cardi B. Rebecca Minkoff zorganizowała na platformie pokaz mody. Niektórzy wychodzą z założenia, że nieważne jest to, po co ludzie na OnlyFans wchodzą. Liczy się wyłącznie to, że tam są, więc trzeba skorzystać z okazji i do nich dotrzeć.

Mimo że OnlyFans nie jest rewolucją na rynku, bo nie wprowadza niczego nowego, to i tak solidnie na nim miesza. Ciekawym przykładem jest Twitch, czyli platforma kojarzona z transmisjami z gier. Serwis ostatnio przeżywa najazd streamerek, które odsłaniają swoje wdzięki, pluskając się przy tym w basenie. Chodzi o to, aby ominąć regulamin. Popularność takich nagrań jest na tyle duża, że właściciele portalu ugięli się i stworzyli specjalną kategorię, gdzie widoczne są wodne nagrania.

Twitch doszedł do prostego wniosku: albo ci twórcy zostaną u nas i będziemy czerpać z tego zyski, albo pójdą tam, gdzie nagość wita się otwartymi rękami, czyli na OnlyFans. I podobny dylemat już muszą mieć w Facebooku, TikToku, Instagramie czy YouTubie. Twitch swoje ograniczenia poluzował, byle nie stracić potencjalnych zysków.