Nauka  / Artykuł

Przeżycie pandemii to dopiero połowa sukcesu. Pora odbarykadować psychikę

Picture of the author

Zasady izolacji społecznej wprowadzone, aby chronić nas przez zakażeniem się koronawirusem, nie mają dobrego wpływu na naszą psychikę.

Praca zdalna, brak kontaktów ze znajomymi i częściowe zamknięcie się we własnych czterech ścianach to dla wielu z nas zupełnie nowe realia, do których musieliśmy się zaadaptować. Wielu ekspertów twierdzi, że tego typu zmiany mogą wywołać kolejną pandemię – chodzi o wzrost zapadalności na zaburzenia psychiczne.

Barykadowanie się we własnych czterech ścianach nie służy naszej psychice

Nie chodzi tu tylko ograniczenie naszych kontaktów międzyludzkich. Domowa izolacja oznacza również ograniczony kontakt z przyrodą oraz spadek aktywności ruchowej. Takie połączenie sprawia niestety, że u wielu z nas narasta poziom stresu.

Dr n. med. Tomasz M. Gondek, specjalista psychiatra, członek komitetu Early Career Psychiatrists Committee Europejskiego Towarzystwa Psychiatrycznego uważa, że pandemiczne warunki przyczynią się do większej zapadalności na zaburzenia lękowe, zaburzenia nastroju oraz zwiększą liczbę zachorowań na depresję. Psychiatra przestrzega, że w przypadkach ekstremalnych przyczynią się także do rozwinięcia się uzależnienia od alkoholu lub środków psychoaktywnych przyjmowanych w ramach doraźnego radzenia sobie z obecną sytuacją.

Gondek twierdzi też, że zasady społecznego dystansowania się od siebie w miejscach publicznych mogą sprawić, że zaczniemy - w mniejszym, bądź większym stopniu - postrzegać obcych ludzi jako zagrożenie dla naszego zdrowia.

— Pandemia, która wymusiła na nas izolację w nagły, radykalny sposób, unaoczniła nam jednak, jak trudnym doświadczeniem jest dla nas tak znaczące ograniczenie możliwości bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem. Być może uda nam się skorzystać z tej lekcji i w czasach po ustąpieniu epidemii nie tylko nie będziemy już z obawą spoglądać na innych, ale znów większą wartość zaczniemy przykładać do pielęgnowania relacji międzyludzkich - mówi Gondek.

Zmiany w mózgu

Coraz więcej badań sugeruje, że izolacja społeczna prowadzi do wzrostu stężenia białek ostrej fazy we krwi, tj. białka C-reaktywnego i fibrynogenu, które są markerami zapalnymi. Ich zwiększony poziom według badaczy jest naturalną odpowiedzią naszego organizmu na stan zagrożenia.

Domyślnie chodzi tu raczej o wszelkiego typu zakażenia czy urazy, jednak naukowcy sugerują, że izolacja może być postrzegana przez nasz organizm bardzo podobnie, czyli jako kolejne zagrożenie. Może mieć to powiązanie z naszym mechanizmem ewolucyjnym, wg. którego bycie częścią społeczności zmniejsza ryzyko potencjalnego spotkania z drapieżnikiem.

Długotrwałe utrzymywanie się w organizmie podwyższonego poziomu markerów zapalnych może prowadzić do dalszych problemów ze zdrowiem, takich jak choroby układu krwionośnego, udary mózgu, choroba niedokrwienna serca, etc.

Co robić, jak żyć?

Przewlekły stan pandemii zapewne trochę was (i mnie) rozleniwił. Powrót do jakiejkolwiek aktywności fizycznej, nawet w bardzo ograniczonych warunkach domowych, to dobry pomysł na start. Jeśli macie do dyspozycji jakieś odludne miejsce nieopodal, to oprócz wysiłku fizycznego można zacząć dawkować sobie również kontakt z naturą, który jest również zalecany przez ekspertów.

Trzecią, dość cenną poradą jest odnowienie i utrzymywanie regularnego kontaktu ze znajomymi i rodziną. Pomimo poluzowania przepisów dotyczących izolacji nasze kontakty z innymi ludźmi mogły ulec pogorszeniu i stać się rzadsze niż przed pandemią. Warto to naprawić, chociażby zdalnie. Może nam się wydawać, że zaadaptowaliśmy się w pełni do nowego, pandemicznego stylu życia, jednak to tylko pozory. Nie warto trwać zbyt długo w trybie przetrwania.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst