Tech  / Recenzja

Smartwatch na apokalipsę zombie. Garmin Tactix Delta - recenzja

Gdyby nie to, że G-Shock od niedawna ma swój własny smartwatch, nazwałbym Garmina Tactix Delta g-shockiem wśród smartwatchy. To nie jest zegarek dla zwykłego Kowalskiego.

Wystarczy założyć go na nadgarstek i człowiek od razu ma ochotę skoczyć ze spadochronem, pójść na strzelnicę lub chociaż poczołgać się w błocie. Byle tylko choć przez chwilę użyć go w scenariuszu, do którego realizacji został stworzony.

Garmin Tactix Delta to prawdziwy twardziel. Zegarek multisportowy absolutnie nie do zaorania. Stworzony z myślą o żołnierzach amerykańskiej armii, ludziach spędzających czas w głuszy i entuzjastach „terenowego stylu życia”.

Testowałem go przez blisko miesiąc i gdy przyszło mi go spakować i odesłać do producenta, wiedziałem, że będę tęsknił, ale nigdy go nie kupię.

Garmin Tactix Delta to coś więcej niż wzmacniany Fenix.

Garmin Tactix Delta opinie

Poprzednie generacje wojskowych zegarków Garmina - Tactix Bravo i Tactix Charlie - były tak naprawdę Garminami Fenix 3 i 5, ukrytymi pod inną nazwą, z kilkoma dodatkowymi funkcjami.

Tym razem Garmin postanowił jednak przeprojektować swój militarny gadżet, nadając mu unikatowy wygląd i funkcjonalność.

Koperta jest duża, jak w Garminie Fenix 6X. Ma 51 mm średnicy, zaś obudowę wykonano ze stali pokrytej diamentopodobną powłoką węglową (DLC).

W przeciwieństwie do gładkiego bezela w Fenixach, tutaj na krawędzi znajdziemy oznaczenia GMT, ułatwiające błyskawiczny odczyt alternatywnego czasu.

Garmin Tactix Delta opinie

Garmin Tactix Delta wyróżnia się na tle Fenixów także tym, że jego domyślna (i najładniejsza z dostępnych) tarcza nie wyświetla czasu w formie cyfr, lecz odwzorowuje klasyczny cyferblat. Obok wirtualnej wskazówki godzinowej i minutnika mamy tu również dodatkową wskazówkę do wspomnianego wyświetlania drugiej strefy czasowej w czasie rzeczywistym - np. wojskowego czasu ZULU.

Garmin Tactix Delta opinie

Szeroki, płaski bezel gwarantuje dodatkową ochronę wyświetlacza przed przypadkowym uszkodzeniem. Nie żeby była mu ona potrzebna, gdyż wyświetlacz o średnicy 1,4” i rozdzielczości 280 x 280 px chroni szkło szafirowe. I znowuż, nie jest to płaska soczewka, jak w Fenixach, lecz wypukła, wzorem klasycznych czasomierzy.

Wypukłość szkła ochronnego nie jest tak prominentna jak w analogowych zegarkach, lecz wystarczająca, by zapewnić szkłu ochronę nie tylko przed zarysowaniem, ale także przed pęknięciem.

Całość uzupełnia silikonowy pasek Quick Fit o szerokości 26 mm.

Konstrukcja spełnia militarną normę MIL-STD810G, czyli jest odporna na wstrząsy, zalanie (nurkowanie do 100 m), a także ekstremalne temperatury. Wszystkie te wzmocnienia przekładają się niestety na masę zegarka - jego 97 g zdecydowanie czuć na nadgarstku i choć nie jest to wielka wartość na tle bardziej tradycyjnych zegarków, czy nawet G-Shocków, tak na tle innych smartwatchy to bardzo dużo. Nawet Garmin Fenix 6X Sapphire waży nieco mniej (93 g).

Muszę jednak przyznać, że pomimo sporych gabarytów i masy Tactix Delta jest niebywale wygodny.

Koperta pewnie trzyma się nadgarstka. Pasek nie obciera skóry, jest elastyczny i równomiernie rozprowadza ciężar. Przyciski funkcyjne, ułożone w klasycznym Garminowym układzie (3 po lewej, 2 po prawej) mają fantastyczny skok, lepszy nawet niż w Garminie Fenix 6. Bez najmniejszego trudu można je wyczuć pod palcami, także w rękawiczkach.

Pomimo swoich gabarytów również jego prezencja jest zaskakująco przystępna. Nawet na mojej przeciętnej grubości kończynie prezentuje się on bardzo dobrze, nie wygląda jak busola przytroczona do nadgarstka.

Garmin Tactix Delta opinie

Jego estetyka nie będzie jednak dla każdego. Garmin Tactix Delta nie rzuca się w oczy. Został zaprojektowany w duchu „stealth”, z myślą przede wszystkim o wojskowych działaniach operacyjnych - stąd też nie znajdziemy na nim żadnych odblaskowych elementów, gdyż te dyskwalifikują zegarek z możliwości użycia w terenie.

Osobiście preferuję chyba nieco bardziej obłe kształty Fenixów, ale rozumiem, czemu surowa estetyka Tactix Delta może się podobać.

Stworzony z myślą o wojsku.

Jeśli chodzi o to, co potrafi Garmin Tactix Delta - lista funkcji w 90 proc. pokrywa się z możliwościami zegarków multisportowych Garmin Fenix 6.

Zainteresowanych jego sportowymi aspektami odsyłam zatem do poprzednich tekstów o zegarkach Garmina:

Pozostałe 10 proc. możliwości Garmina Tactix Delta to funkcje, które przydadzą się podczas ćwiczeń i w czasie misji.

Mamy tu przede wszystkim tryb współpracy z noktowizorem, który radykalnie obniża jasność ekranu i ułatwia jego odczyt w goglach.

Mamy także „Tryb ukrycia”, w którym Tactix Delta odcina wszelką łączność, by zniknąć z wrogich radarów.

W końcu mamy też Killswitch - dedykowany element menu do błyskawicznego wymazania wszystkich danych z zegarka.

Te trzy elementy znajdziemy wyłącznie w zegarkach z linii Tactix, a także w zegarkach serii Garmin Instinct Tactical. Zwykłemu użytkownikowi nie są one do niczego potrzebne.

Militarne zastosowanie zegarka widać też w trybach sportowych - na pierwszym miejscu listy są tryby Tactical oraz Jumpmaster.

Garmin Tactix Delta opinie

Ten pierwszy służy do ogólnego monitorowania parametrów w czasie treningu. Drugi zaś przeznaczony jest do skoków ze spadochronem.

Garmin Tactix Delta pokazuje również aktualną geolokalizację w dwóch formatach - UTM oraz MGRS. Możemy też ręcznie wprowadzić koordynaty GPS, do których chcemy się udać, aby zyskać nawigację w zegarku i przewidywaną godzinę, o której musimy wyruszyć, by dostać się na miejsce o czasie.

Do tego dochodzą też oczywiście podstawowe czujniki ABC - wysokościomierz, barometr i kompas.

Wszystkie te funkcje byłyby jednak niczym, gdyby zegarek nie był w stanie wykonywać ich przez długi czas. I tutaj Garmin Tactix Delta naprawdę błyszczy.

Producent deklaruje 21 dni w trybie zegarka i nie mam cienia powodu, by w to nie wierzyć. Ba, sądzę nawet, że to dość oszczędne szacunki. Używając GPS-u średnio 3-4 razy w tygodniu przez godzinę podczas mierzenia aktywności, musiałem naładować zegarek dopiero po upływie dwóch tygodni.

W trybie GPS zegarek ma pracować do 60 godzin, co sprawdzi się idealnie na poligonach i w czasie treningu wojskowego.

Standardowo jednak, jak w każdym innym Garminie, czas pracy spada gwałtownie, gdy jednocześnie korzystamy z GPS-u i odtwarzania muzyki.

Godzinna jazda rowerem przy jednoczesnym odtwarzaniu przez Bluetooth utworów zapisanych w Spotify na nadgarstku poskutkowała drenażem aż 31 proc. energii, choć to akurat mógł być wynik jakiegoś błędu w oprogramowaniu - według specyfikacji w takim trybie zegarek powinien wytrzymać do ok. 15 godzin.

Garmin Tactix Delta na co dzień.

Wojskowym nie jestem, ale prowadzę dość aktywny tryb życia, więc miałem okazję sprawdzić Garmina Tactix Delta w szeregu zastosowań i aktywności.

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to błyskawiczny czas reakcji czujnika HR podczas treningu siłowego i jazdy rowerem. To dwie aktywności, z którymi nadgarstkowe czujniki tętna mają największy problem, bo nadgarstki są tam w ciągłym ruchu, poddawane ciągłym wibracjom.

Odczyty nie są więc idealne, ale wiele zegarków (w tym od Garmina) ma problem innego typu - np. podczas treningu siłowego potrzebują bardzo dużo czasu, by pokazać podwyższone tętno po zakończeniu serii.

Garmin Tactix Delta w ogóle takich problemów nie przejawiał. Gdy tylko kończyłem serię, odczyt tętna był poprawny. Podejrzewam, iż może być to kwestia nieco innej konstrukcji zegarka i dobrego dopasowania do nadgarstka - ostatecznie Tactix ma ten sam czujnik HR co Fenix 6.

Miałem też mnóstwo okazji do tego, by poddać próbie deklarowaną wytrzymałość Garmina Tactix i co tu dużo mówić - to naprawdę G-Shock wśród smartwatchy.

Na dzień dobry Tactix Delta trafił na plażę, gdzie regularnie zasypywał go piach i oblewała słona, morska woda. W okresie letnim bywam nad wodą kilka razy w tygodniu i zwykle inteligentne zegarki nie znoszą tych wypadów zbyt dobrze. Tymczasem Tactix Delta po blisko miesiącu testów i kilkunastu wizytach nad Bałtykiem wyglądał jak nowy.

Nie robi też na nim wrażenie kąpiel w błocie, nieopatrzne uderzenie w ceglany mur czy przedzieranie się przez gęsty las.

Ani na szkle, ani na kopercie nie pojawiła się choćby jedna ryska, a traktowałem ten zegarek w sposób wybitnie niedelikatny.

Bardzo mile zaskoczyła mnie też stabilność połączenia zegarka z telefonem. Wszystkie zegarki Garmina jakie dotąd testowałem miewały z tym mniejszy lub większy problem - nawet Fenix 6 potrafił się od czasu do czasu rozłączyć z iPhone’em bez żadnego uprzedzenia i sensu.

Tactix Delta w ogóle nie wykazywał takich problemów. Raz sparowany z iPhone’em 11 nie rozłączył się ani razu przez cały czas testów, a także synchronizacja aktywności z Garmin Connect - zwykle trwająca wieki - odbywała się niemal natychmiastowo.

Ten zegarek ma tylko jedną istotną wadę.

Chodzi o wspomniane wcześniej wypukłe szkło szafirowe. Tak, zapewnia ono podwyższoną wytrzymałość na pęknięcie, ale jednocześnie rodzi dwa problemy.

Pierwszy jest błahy - szkło nie „zlewa się” z ramką, więc z czasem w powstałej szparze gromadzi się brud, który trudno jest usunąć. Obawiam się, że z biegiem czasu może być to najsłabsze ogniwo, przez które przedostanie się piach lub woda, wnikając pod szkiełko.

Drugi jest o wiele bardziej poważny - Garmin Tactix Delta ma najmniej widoczny w słońcu ekran ze wszystkich Garminów, jakie testowałem.

Wyświetlacz to identyczny moduł, co w Garminie Fenix 6X - 1,4-calowy panel MIP, który z założenia ma być czytelny w słońcu.

W Tactix Delta niestety nie jest. Wypukłe szkło szafirowe jest tak reflektywne, że w pełnym słońcu widać w nim odbicie chmur, a w lesie łatwiej jest dojrzeć liście drzew niż godzinę na zegarku.

Jako-taka widoczność niezależnie od warunków jest możliwa tylko wtedy, gdy patrzymy dokładnie na środek tarczy. Wystarczy delikatnie odchylić nadgarstek i tarcza jest kompletnie niewidoczna, jakby na całość ktoś nakleił filtr prywatności.

Nie pomaga włączenie podświetlenia - cyferblat Tactixa jest zwyczajnie nieczytelny w świetle słonecznym i jasno oświetlonych pomieszczeniach.

Producenci klasycznych zegarków radzą sobie z reflektywnością wypukłego szkła stosując podwójne powłoki antyrefleksyjne - na wierzchu i spodzie soczewki. Szkiełko w Garminie Tactix Delta sprawia takie wrażenie, jakby nie zastosowano na nim żadnej tego typu ochrony, choć tego nie udało mi się oficjalnie potwierdzić.

Garmin Tactix Delta nie jest dla każdego.

Powiem więcej. 99 proc. konsumentów szukających zaawansowanego zegarka multisportowego nie powinno nawet na niego spojrzeć, tylko zostać przy linii Fenix lub Forerunner.

Od zakupu odstrasza też cena.

Bazowy wariant Tactix Delta kosztuje 3899 zł. W ostatnich dniach pojawiła się także edycja Solar, wyposażona w ładowanie słoneczne i jeszcze dłuższy czas pracy - ta kosztuje 4999 zł.

W końcu jest też edycja specjalistyczna, dedykowana strzelcom wyborowym - Garmin Tactix Delta Solar z kalkulatorem balistycznym.

Wbudowane oprogramowanie AB Elite pozwala na precyzyjną kalkulację w strzelectwie długodystansowym. Za tę funkcjonalność trzeba zapłacić 6399 zł.

Dla kogo jest więc Tactix Delta?

Przede wszystkim dla tych, dla których został zaprojektowany - dla żołnierzy. Z zaznaczeniem, że niekoniecznie dla żołnierzy w naszym kraju, bo tu mimo wszystko Garmin przegrywa z rachunkiem ekonomicznym i średnią wysokością żołdu.

Jedyną grupą inną niż wojacy, która może się zainteresować Garminem Tactix Delta, jest wąski promil odbiorców, którzy oczekują funkcjonalności Fenixa, ale potrzebują jeszcze bardziej wytrzymałej konstrukcji. Pracownicy służb ratunkowych, entuzjaści bushcraftu, przewodnicy psów tropiących, myśliwi, etc.

Bo pomimo jednej istotnej wady i bardzo wysokiej ceny, Garminowi Tactix Delta nie można odmówić jednego: to cholernie wytrzymały kawałek elektroniki.

Gdybym miał wybrać smartwatch na czas apokalipsy zombie, wybrałbym właśnie jego. A skoro przetrwałby apokalipsę zombie, to przetrwa też każde wyzwanie, jakie postawi przed nim potencjalny nabywca.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst