Tech  / Felieton

Afera na Wykopie, czyli nadpobudliwe dziecko znowu tupie nogą i rzuca zabawkami

128 interakcji
dołącz do dyskusji

Afery na Wykopie wybuchają co kilka miesięcy. Teraz znowu niektórym użytkownikom wydaje się, że są pępkiem świata i wszyscy powinni robić to, co im się podoba. Oglądam to z uśmiechem na twarzy, ale też pewnym zaniepokojeniem.

Wykop dla właścicieli serwisu to trochę takie dziecko specjalnej troski. Z jednej strony dziecko, czyli cud narodzin, nowe życie, magiczny moment w życiu każdego rodzica, ale… też pewien zawód, rozczarowanie i cisnące się na usta pytania: dlaczego mnie to spotkało i dlaczego inni mają łatwiej.

Chore dziecko to połączenie wielkiej radości ze sporą niepewnością i obowiązkami, na które świeżo upieczony rodzic nie był gotowy. Takie dziecko wymaga specjalnej troski i co pokazuje historia Wykopu, nie każdy jest w stanie udźwignąć taki ciężar.

AMA z Masą, czyli nowa afera na Wykopie

Wczoraj odbyło się AMA (Ask Me Anything - z ang. Zapytaj Mnie o Cokolwiek) z Masą, czyli Jarosławem Sokołowskim, byłym członkiem gangu pruszkowskiego, obecnie objętym programem ochrony świadków.

AMA czytałem niemal od samego początku, gdyż pojawiło się sporo ciekawych pytań i wiele interesujących odpowiedzi. Dzięki temu dowiedziałem się nieco więcej na temat powiązań przestępców z rządem i przemian, jakie zachodziły w Polsce na przełomie dekad. Mam też poczucie, że nieco bardziej zrozumiałem czym kierował się Masa, który zdecydował się na przyjęcie statusu świadka koronnego. Nie mam zamiaru tutaj streszczać całego AMA ani robić zestawienia najlepszych pytań i odpowiedzi. Pragnę jednak zaznaczyć, że była to dość wartościowa i warta przeczytania rozmowa internautów z Masą.

AMA zostało wykopane przez społeczność i szybko pojawiło się na stronie głównej.

Internauci zadawali pytania i chętnie brali udział w dyskusji. AMA zakończyło się tego samego dnia, a administracja serwisu Wykop oznaczyła konto Jarosława Sokołowskiego statusem VIP. I to wystarczyło, żeby wybuchła afera.

AMA z Masą odbyło się wczoraj na Wykopie.
AMA z Masą odbyło się wczoraj na Wykopie.

Część społeczności serwisu zareagowała żywiołowo i wszczęła bunt. Aby wyrazić sprzeciw promowaniu byłego gangstera niektórzy zaczęli kasować konta na Wykopie, a Wykopalisko i stronę główną witryny zaczęły zalewać znaleziska ze słowem “masa” w nazwie.

To nie pierwszy raz, gdy wykopowicze tak zareagowali. W ostatnim czasie byliśmy świadkami kilku podobnie wyglądających buntów:

  • Afera kurza - społeczność sprzeciwiła się mieszaniu Wykopu do polityki. Była to odpowiedź na wyrażenie przez serwisu Wykop.pl poparcia dla Czarnego Protestu. Afera nie wybuchła na dobre (nie wyszła poza Wykopalisko), bo przez sporą część społeczności pożar został zgaszony w zarodku.
  • Afera odtwarzaczowa - wykopowicze buntowali się z powodu wprowadzenia nowej wersji odtwarzacza materiałów wideo zamieszczanych na łamach serwisu. Nowy skrypt według wielu był gorszy, a został wprowadzony po to, żeby na końcu każdego filmu administracja serwisu mogła promować inne materiały wideo dostępne na Wykopie. Społeczności udało się wywalczyć dodanie w ustawieniach konta opcji, która pozwala użytkownikowi zadecydować, z której wersji odtwarzacza chce korzystać.
  • Afera leśna - wykopowicze zareagowali ponownie, gdy ze strony głównej serwisu zniknęło znalezisko dotyczące rzekomej sprzedaży Lasów Państwowych.
  • Afera Bolkowa - użytkownicy sprzeciwiali się obecności Lecha Wałęsy na Wykopie. Były prezydent w dość specyficzny sposób korzystał z serwisu, często spamował, floodował i według wielu osób łamał regulamin witryny. Administracja serwisu nie zareagowała na ten bunt, a Lech Wałęsa po dwóch miesiącach sam odszedł z Wykopu i przeniósł się na Facebooka.
  • Afera zbożowa - była to jedna z głośniejszych afer, która wybuchła po tym, jak moderatorka zbanowała użytkownika, który odkopał jej kompromitujący komentarz sprzed lat. Społeczność postanowiła się zemścić i zaczęła wrzucać jeszcze więcej wpisów administratorki. Znaleziono także jej akty wykonane w zbożu. Następnie stronę główną zalała fala wpisów związanych ze zbożem.
  • Afera betonowa - po aferze zbożowej administracja serwisu zareagowała i zapowiedziała pewne zmiany w działaniu systemu moderacji. Część osób uznała, że odpowiedź była niewystarczająca, a administracja to beton, do którego nic nie dociera i tak wybuchła afera betonowa, podczas której znaleziska z betonem zalały i zablokowały stronę główną witryny

Vox populi, czyli aferka dobra na wszystko

Afery na wykopie są pewnym sposobem na wyładowanie frustracji. Spora część społeczności zdaje się być przekonana, że to w jej rękach powinna być władza, to jej zdanie jest najważniejsze i to jej racje powinny być zawsze brane pod uwagę.

Warto zauważyć, że część afer jest totalne rozdmuchana i wywodzi się z błahych problemów. Dajmy na to Afera Bolkowa. Przecież osoby, które nie chciały widzieć w serwisie aktywności Lecha Wałęsy mogły go najzwyczajniej w świecie zablokować przez dodanie do czarnej listy. Jednak zamiast tego społeczność postanowiła się buntować, paraliżować działanie strony głównej serwisu i uprzykrzać życie tym, którym obecność Lecha Wałęsy nie przeszkadzała albo tym, którym przeszkadzała, ale dawno go zablokowali i zapomnieli o problemie.

To samo dotyczy kwestii z odtwarzaczem wideo. Właściciel serwisu postanowił zmienić odtwarzacz, aby wykorzystać materiały wideo do promocji innych materiałów filmowych, które również znajdują się na łamach witryny. Administracja Wykop.pl ma pełne prawo do wprowadzania takich zmian, które mogą być ważne z biznesowego punktu widzenia - maja realny wpływ na długość pobytu na stronie, na zwiększenie liczby odsłon, a co za tym idzie zwiększają wartość witryny w oczach partnerów i reklamodawców.

Wykop: efekty afery odtwarzaczowej
Wykop: efekty afery odtwarzaczowej

Wyobraźmy sobie, że podobne zmiany systemie odtwarzania materiałów wideo są wprowadzane na Facebooku, Twitterze lub YouTubie (tam akurat jest taka funkcja). Wyobrażone? No to teraz dalej. Wyobraźmy sobie, że społeczność reaguje buntem, zaczyna wrzucać linki do konkurencyjnego serwisu z materiałami wideo, krzyczy, że jest niezadowolona, zaczyna usuwać konta lub publikuje memy ze zdjęciami właściciela Facebooka lub Twittera, na których zamieszcza głupawe podpisy. Wyobrażone? No właśnie, trudno sobie wyobrazić, aby użytkownicy jakiekolwiek serwisu społecznościowego zareagowali podobnie.

No to teraz sprawa z Lechem Wałęsą. Wyobraźmy sobie, że Lech Wałęsa zaczyna dziwnie zachowywać się na Twitterze, Facebooku lub Google+. Wyobrażone? No to teraz dalej. Wyobraźmy sobie, że na Google+ ktokolwiek to zauważył. Wyobraźmy sobie, że na Facebooku i Twitterze użytkownicy buntują się, że administracja i moderacja portali społecznościowych pozwala Lechowi Wałęsie na korzystanie z serwisu w sposób, w jaki on ma ochotę, a w formie sprzeciwu użytkownicy zasypują swoje tablice linkami do filmów z Bolkiem i Lolkiem. Wyobrażone? No właśnie, znowu absurdalna sytuacja, której nie sposób sobie wyobrazić.

A właśnie tego typu afery na Wykopie to chleb powszedni.

W historii mediów społecznościowych wykorzystywanych ochoczo przez Polaków jestem sobie w stanie przypomnieć raptem jedną, podobną formę reakcję użytkowników na zmiany wprowadzone w serwisie. Był to bunt części społeczności Naszej Klasy, która sprzeciwiała się wprowadzeniu Śledzika - funkcji mikro bloga na łamach serwisu NK. W uproszczeniu można powiedzieć, że było to coś na wzór Twittera, Blipa lub też Mikrobloga obecnego dzisiaj na Wykopie.

Już w trakcie trwania afery i długo po jej wygaśnięciu osoby, które w niej brały udział zostały przez wielu uznane za pociesznych frustratów, a żarty osób, które wpisywały kod “5P13RD4L4J 5L3D21U” (czytaj: spierdalaj śledziu), z myślą o tym, że w ten sposób usuną nową funkcję Naszej Klasy, śmieszą do dziś.

Tymczasem społeczność Wykopu co kilka miesięcy zachowuje się niemal identycznie i - co najsmutniejsze/najśmieszniejsze (niepotrzebne skreślić) - zdaje się nie dostrzegać tego podobieństwa.

Co dalej w Wykopem?

Właściciele Wykopu są w tej dogodnej pozycji, że nie grozi im to, co groziło Naszej Klasie. Konkurencja w postaci Facebooka, Twittera, a nawet Reddita nie zagraża Wykopowi tak, jak zagrażała NK. Wykop broni się silną polską społecznością, znaną marką, liczbą użytkowników oraz masą polskich treści, które zbudowano przez wiele lat.

Wykop więc nie musi się bać konkurencji, ale jedyne, czego powinien się obawiać (i zapewne obawia), to społeczność nieobliczalnych użytkowników.

W powyższym zdaniu słowo nieobliczalni zostało użyte w dwóch znaczeniach: pozytywnym i negatywnym.

Bo wykopowicze to przecież świetna, zżyta społeczność, która często sobie pomaga. Akcje takie jak Wykopoczta, podczas której anonimowi na co dzień użytkownicy wysyłają sobie przesyłki z upominkami, czy błyskawicznie przeprowadzona zbiórka pieniędzy na drogą protezę nogi dla jednego z użytkowników dowodzą tylko siły, jaka drzemie w społeczności.

Niestety ta siła nie zawsze jest kierowana w dobrą stronę.

Na Wykopie nie brakuje zachowań nagannych, niebezpiecznych i wręcz patologicznych, które nie są w żaden sposób powstrzymywane przez moderatorów, a przez społeczność są wręcz popierane i lansowane.

Poziom dyskusji często jest naganny, wyzywanie od idiotów i debili przeważnie nie robi na nikim wrażenia, a nazywanie osób z którymi się nie zgadza “podludźmi” stało się wręcz memem i niewinną zabawą użytkowników.

Do tego dochodzi niechęć do nowych użytkowników, których nicki są oznaczone kolorem zielonym, niewybaczanie im błędów i braku znajomości niespisanego nigdzie regulaminu zachowań, które promuje społeczność, sprawiają, że próg wejścia na Wykop jest dość wysoki.

Jakub Biel przekonał się, że społeczność Wykopu bywa nieobliczalna.
Jakub Biel przekonał się, że społeczność Wykopu bywa nieobliczalna.

Osoby lubiane przez społeczność Wykopu też nie mogą czuć się bezpieczne, a przekonał się o tym np. Jakub Biel - “człowiek, który rozgryzł Wykop, został przez niego pogryziony”. Jakub prowadzi działania PR-owe dla firmy Solgaz na Wykopie, które bardzo spodobały się użytkownikom; do tego stopnia, że próbowali pomóc mu zostać PR-owcem roku w pewnym plebiscycie. Jednak wystarczyło, żeby Jakub Biel na swoim prywatnym Facebooku zamieścił zdjęcie z Jarosławem Kuźniarem, za którym - delikatnie mówiąc - nie przepada spora część wykopowiczów, aby Jakub z boga PR-u stał się wrogiem numer jeden - przynajmniej na jakiś czas.

Te przykłady, wyżej wymienione afery i nachalna niechęć do reklamodawców sprawiają, że Wykop nie jest łatwym biznesem. Przekonał się o tym Naspers, który kupił Wykop, zapewne poznał się na nim i postanowił odsprzedać. Wymowne jest też to, że odkupił go jeden z założycieli, czyli Michał Białek.

Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że na zakup Wykopu innych chętnych nie było.

Mówię tak dlatego, że Wykop jest cholernie trudnym do prowadzenia biznesem. Biznesem, który utrzymuje się z reklam, a którego społeczność użytkowników, a przynajmniej głośna jej część, reklam nienawidzi i aktywnie daje temu dowody.

Zakopywanie znalezisk partnerów to popularne zjawisko, którego dostarczył też swego czasu Spider’s Web. Społeczność potrafiła być zawzięta i próbowała zakopywać znaleziska na tematy, które nawet wielu interesowały. Dochodziło do takich kuriozalnych sytuacji, że użytkownicy Wykopu robili zrzuty ekranu z treściami naszych publikacji, tylko po to, żeby ruch kierować do publikacji, które nie znajdowały się w naszej domenie. Czyli fajnie jest poczytać Spider’s Web, ale nabić kliki Przemkowi Pająkowi już nie.

Takie patologiczne zachowania nie dotyczą tylko Spider’s Weba, ale masy innych reklamodawców i partnerów Wykopu. Gdy tylko pojawi się jakaś nowa reklama, to społeczność zamieszcza sposób jej zablokowania, oczywiście dając przy tym upust swojemu gniewowi i frustracji.

Zważywszy na powyższe naprawdę nie dziwi mnie, że Naspers - były właściciel Allegro - odsprzedał Wykop. I nie dziwi mnie też, że kupił go Michał Białek, czyli jedyna osoba, która może powiedzieć, że zna społeczność i z mniejszym lub większym powodzeniem próbuje nad nią zapanować.

To się jednak bardzo często zupełnie nie udaje, czego przykładem jest wczorajsza i dzisiejsza afera związana z Masą. Cześć społeczności postanowiła sparaliżować działanie serwisu tylko dlatego, że zrobiono AMA z byłym gangsterem. AMA, którym zainteresowane były tysiące innych użytkowników, którzy chętnie wykopali znalezisko, zadawali pytania i czytali odpowiedzi.

Chora sytuacja. I co gorsze, perspektyw na uzdrowienie społeczności nie widzę.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst