Social media  / Felieton

Po co ci konto na Facebooku, Snapchacie i Twitterze? Odpowiedz szczerze

Ostatnio poukrywałam prawie wszystkich znajomych na fejsie, pousuwałam część obserwowanych kont na Twitterze i Instagramie i wywaliłam Snapchata z jednego prostego powodu - w mojej głowie co chwilę pojawiała się jedna myśl: “You All Look The Same To Me”.

Na Quartzie pojawił się artykuł, który mówi dokładnie o tym samym - w Sieci większość z nas jest do siebie podobna. Dostosowujemy się do medium. Gdy ogranicza nas 140 znaków przyjmujemy określony styl i postawę, gdy jesteśmy na fejsie automatycznie myślimy co się klika i lajkuje i dostosowujemy się do tego, ograniczamy się myślą kto może przeczytać nasze statusy i tak dalej. Słowem wszyscy stajemy się podobni, a brak komunikacji niewerbalnej, czy nawet intonacji głosu sprawia, że zlewamy się w jeden wielki strumień niemal jednakowych rzeczy i osobowości.

Dużo w tym niestety prawdy. Nie pomaga też to, że wielu z użytkowników mediów społecznościowych stało się po prostu biernymi przekaźnikami tego, co napisał lub zrobił ktoś inny - ile razy widzieliście na swojej tablicy na fejsie jeden link wrzucony przez kilku-kilkunastu znajomych? Ilu z nich dodało choćby zdanie komentarza od siebie?

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że gdy poznaję kogoś z Internetu na żywo, to potem całkowicie inaczej odbieram to, co pisze w Sieci.

Nie dość, że pojawia się większe zainteresowanie bo w końcu potrafię do statusów przypisać twarze, głosy czy gestykulację, to dodaje dodatkowego kontekstu samej wiadomości. Potencjalne niedomówienia stają się rzadsze, żarty czy narzekania nabierają większego sensu.

Researchers based in England, the United States, and France recently came out with a study suggesting that a natural inclination to be a member of the in-crowd can leave animals overly dependent on the organisms surrounding them. Using mathematical models to observe how a group of animals in nature collectively process new information, the team discovered that individuals were heavily reliant on conforming to the decisions of those around them, even when those decisions were less than optimal in the context of a changing environment. - psmag.

Zawsze ciekawiło mnie, ile w Sieci jest kont i użytkowników, którzy wrzucają linki do artykułów z lub nawet bez komentarza, kont nastawionych na zbieranie lajków, serduszek i retweetów, kont które nie mają żadnej osobowości, żadnego charakteru. I kont, które posiadając nawet charakter opierają go na wyczuciu tego, co się klika - tu ostrzejsze żarty, tam śmieszne obrazki z 9gaga - a nie na prawdziwej osobowości tego, kto prowadzi konto.

To be a slave to an idea of coolness is why some of your friends never grow and in the end are actually less themselves, and counter intuitively live less authentic lives than the buyers-in. - You’re The Worst

Sama jestem temu winna. Pamiętam czasy, gdy wydawało mi się, że popularność w social media coś znaczy.

Gdy myślałam, że wyścig po obserwujących jest ważny i że warto zastanawiać się nad popularnością. Do dziś łapię się na rozważaniach, czy nie wrzucić czegoś wtórnego co wiem, że zebrałoby lajki. Czasem to robię. W końcu przecież jedną z rzeczy które nas napędzają jest chęć bycia lubianym, nawet jeśli oznacza to tylko chwilowy skok w statystykach i brak prawdziwej sympatii.

Może to dobry powód żeby używać mediów społecznościowych, tak jak każdy inny? W końcu nie bez powodu tysiące samozwańczych ekspertów mówi o tym, że jesteśmy brandami, że powinniśmy kreować swoją markę osobistą bo przyda nam się do znalezienia pracy, zebrania ruchu czy szacunku, uwiarygodnienia w branży i tak dalej.

To chyba największa i najbardziej szkodliwa ściema social mediów - przekonanie, że każdy z nas jest brandem, że każdemu z nas to się przyda i że przynosi jakieś pozytywne efekty. Otóż przynosi może procentowi, może dziesięciu procentom użytkowników, którzy bezpośrednio lub pośrednio zarabiają w mediach społecznościowych.

Reszta jest aspirująca i tworzy maskę dostosowaną do warunków tylko po to, by zebrać więcej klików w nadziei, że przyniesie to jakieś samospełnienie.

Ciężko jest nawigować w internetowym świecie społeczności. Albo wpadamy do jednego worka albo zaczynamy się temu przeciwstawiać i stajemy się butnym internetowym hispterem z drugiego worka. I tak wszystko sprowadza się do jednego, podstawowego pytania, na które szczera odpowiedź mówi dużo o nas samych i o naszym nie tylko wirtualnym życiu:

Po co używam mediów społecznościowych? Po co jestem na fejsie i snapie, po co mi Twitter i Instagram?

Czasem ta odpowiedź nie jest miła i przyjemna, ale zawsze jest potrzebna, bo pozwala lepiej zrozumieć samego siebie. Nie chcę brzmieć jak tandetny internetowy trener, nie chcę też uogólniać, ale media społecznościowe czasem sprawiają, że tracimy siebie - indywidualność i charakter.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst