Foto  / Artykuł

Nikon Df, czyli nowoczesność w klasycznym wydaniu – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Kontrowersyjny, przełomowy, nietypowy, elegancki… snobistyczny? Nikon Df, najgorętsza lustrzanka ostatnich tygodni, jest w moich rękach. Pierwsze wrażenia są bardzo obiecujące!

Premierę Nikona Df poprzedziła wielka kampania reklamowa i chyba jeszcze większe oczekiwania fanów firmy. „Digital fusion”, od którego wzięła się nazwa aparatu, oznacza chęć połączenia najnowszych technologii z klasycznym wyglądem i sposobem obsługi charakterystycznym dla analogowych lustrzanek. To karkołomne połączenie w praktyce wygląda lepiej, niż sądziłem.

Nikon Df 1

O parametrach Nikona Df pisałem przy okazji jego premiery. Dla przypomnienia, jest to pełnoklatkowa lustrzanka wyposażona w matrycę znaną z Nikona D4 i moduł autofocusa z Nikona D610. Jest to pierwszy cyfrowy korpus Nikona, który tak odważnie zrywa z dotychczasową stylistyką i czerpie garściami z estetyki aparatów analogowych.

Obłędny wygląd czarnej wersji robi wrażenie

Na początku rzecz, która jako pierwsza rzuca się w oczy, czyli wygląd. Na żywo aparat robi po prostu piorunujące wrażenie. Jest naprawdę przepiękny. Po pierwszych zdjęciach w Internecie zupełnie nie byłem przekonany do tego całego retro designu w wykonaniu Nikona. Wydawał mi się on trochę groteskowy. Na żywo jednak aparat bardzo dużo zyskuje. Być może jest to kwestia tego, że korpus otrzymałem w czarnej wersji kolorystycznej, a nie ukrywam, że czarne wersje aparatów w stylu vitage podobają mi się znacznie bardziej, niż srebrno-czarne. Podobne wrażenia miałem odnośnie czarnego modelu FujiFilm X100s.

Nikon Df 3

Po wzięciu aparatu do ręki czar nie pryska. Korpus jest wykonany fantastycznie, naprawdę czuć, że obcuje się z jednym z topowych modeli. Magnezowy korpus jest masywny i daje poczucie solidności. Korpus wykończony jest antypoślizgowym tworzywem, które dobrze spełnia swoją rolę. Aparat leży w ręce pewnie i nie stara się wyślizgnąć. Zgrzytem jest natomiast symboliczny grip, który przy słusznej masie aparatu (bez mała kilogram z obiektywem i baterią) nie daje odpowiedniego podparcia pod palce. Aparat przy dłuższej sesji na pewno będzie męczył nadgarstek, nawet z lekkim obiektywem 50/1.8 dołączonym do zestawu. Przy cięższych szkłach trzymanie aparatu jedną ręką musi być bardzo niekomfortowe.

Nikon Df 2

W przypadku Nikona Df kitowym obiektywem jest specjalna wersja stałki AF-S Nikkor 50mm f/1.8 G. Obiektyw to taki farbowany lis - udaje stare manualne szkło, za sprawą srebrnego paska na obudowie i nieco innych oznaczeń. To jednak jedyne różnice względem standardowej wersji tego obiektywu. Nie zmienił się ani układ soczewek, ani materiał obudowy. Obiektyw jest niestety plastikowy, co trochę gryzie się z solidnym, metalowym korpusem. Trzeba jednak przyznać, że jakość wykonania obiektywu jest wysoka, a użyty plastik wygląda na tworzywo dobrej jakości.

Obsługa, czyli mechaniczne pokrętła i cyfrowe przyciski

Nikon Df 6

Retro-zapędy konstruktorów nie kończą się tylko na wyglądzie. Także obsługa korpusu to powrót do fotograficznych korzeni. Aparat ma cały zestaw pokręteł charakterystycznych dla aparatów analogowych. Na górnej ściance mamy osobne pokrętła czasu naświetlania, czułości ISO, kompensacji ekspozycji i trybu pracy. Niestety w kitowym obiektywie zabrakło manualnego pokrętła przysłon, co uważam za naprawdę duży zgrzyt.

Obsługa aparatu to właściwie miszmasz klasyki i nowoczesności. Oprócz manualnych pokręteł mamy także dwa „cyfrowe” pokrętła, charakterystyczne dla wyższych półek aparatów Nikona. Przednie pokrętło, odpowiedzialne domyślnie za sterowanie przysłoną, umieszczone jest nietypowo, bo pionowo. Reszta przycisków to dobrze znany każdemu Nikoniarzowi układ. Na górnej ściance aparatu znalazł się także miniaturowy wyświetlacz, który informuje tylko o czasie naświetlania, przysłonie, ilości zdjęć, jaką można wykonać i stanie baterii.

Hasło „Pure photography” potraktowano zbyt dosłownie

Nikon Df 7

Charakterystyczna obudowa górnej części aparatu kryje w sobie fantastyczny optyczny wizjer. Jest on duży i jasny, czyli dokładnie taki, jakiego można oczekiwać od pełnoklatkowej lustrzanki. Dziwnie natomiast wygląda pokrycie kadru punktami autofocusa. Mimo że punktów AF jest 39, to wszystkie są umieszczone na dosyć małym obszarze w samym środku kadru.

W aparacie można włączyć podgląd Live View na głównym ekranie. Nikon Df, zgodnie z marketingowym hasłem „Pure photography”, pozbawiony jest możliwości nagrywania filmów. Takie sztuczne ograniczenia nikomu nie służą i generalnie uważam, że jest to lekka przesada.

Swoją drogą, ciekawe to czasy, kiedy brak nagrywania w lustrzance wywołuje takie kontrowersje. ;)

Nikon Df 5

Król ciemności

Nikon Df, według testów niemieckiego laboratorium DxO, jest lustrzanką, która na tę chwilę daje najlepsze rezultaty w słabym świetle. Co ciekawe, nawet nowy Nikon D4s nie przebił pod tym względem Nikona Df, a trzeba pamiętać, że Df ma matrycę identyczną, jak starszy Nikon D4 (choć sensor jest nieco inaczej oprogramowany).

Nikon Df ISO 12800

Na moje bojowe testy przyjdzie pora w najbliższych dniach, a efekty będzie można zobaczyć przy pełnej recenzji aparatu. Teraz zamieszczam tylko jedno zdjęcie wykonane przy czułości ISO 12.800. Szum tu właściwie nie występuje, absolutna rewelacja! Zdjęcie można pobrać także w pełnej rozdzielczości.

Nikon Df mnie zaskoczył. Spodziewałem się aparatu, który będzie mnie oszukiwał i będzie chciał udawać coś, czym nie jest. Tymczasem pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne, a aparat na żywo dużo zyskuje. Mam nadzieję, że podobne zdanie o Nikonie Df będę miał również za dwa tygodnie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst