Nauka  / News

Voyager opuszcza Układ Słoneczny i już odkrywa kolejne tajemnice

Biorąc pod uwagę najnowsze odkrycia Voyagera, powyższy tytuł może być nieco mylący. Niewykluczone, że nasz Układ Słoneczny zajmuje znacznie większy obszar w przestrzeni kosmicznej, niż nam się na początku wydawało.

Jak podaje Reuters, Voyager 1 na chwilę obecną znajduje się w odległości 1013 metrów od naszej planety, czyli kilkanaście miliardów kilometrów. To niewyobrażalna odległość. A mimo to wciąż funkcjonuje i wciąż wysyła na Ziemię fascynujące dane. Najnowsze wprawiły naukowców w zadumę. Udowodniły bowiem jak mało wiemy o naszym Układzie Słonecznym i jego okolicach. Znaleziska przeczą dotychczasowym teoriom.

Sonda znajduje się obecnie w miejscu, w którym uważano, że kończy się nasz Układ Słoneczny. Wiatry słoneczne są tu już relatywnie niezauważalne, a jedyne cząsteczki, które uderzają w Voyagera, to pozostałości po prehistorycznych supernowych.

Tak przynajmniej uważano. Naukowcy twierdzili, że wraz z ustaniem wiatru słonecznego, Voyager byłby bombardowany wyłącznie przez promieniowanie kosmiczne, a kierunek pola magnetycznego powinien się odwrócić. Tak się jednak nie stało.

Siła wiatru słonecznego faktycznie zmalała o połowę, ale siła pola magnetycznego prawie się podwoiła. Co więcej, wartości te przez pewien czas ulegały ciągłej zmianie (konkretniej: pięciokrotnie), zanim się ustabilizowały. Sonda przekraczała więc kolejne granice „czegoś”, czego naukowcy nie wiedzą nawet jak nazwać. Co więcej, faktycznie odnotowano wzrost promieniowania kosmicznego. Ale promienie, według pomiarów, nie padały na sondę ze wszystkich stron z losowych kierunków. Ich kierunki w wielu przypadkach były równoległe.

Jak twierdzą naukowcy, wyniki pomiarów nie mają sensu. Przynajmniej biorąc pod uwagę to, co wiemy o astrofizyce i promieniowaniu kosmicznym. Nie oznacza to jednak, że nasza wiedza nadaje się do śmietnika. Naukowcy, czekając na dalsze wyniki pomiarów, snują inną teorię.

Ich zdaniem Układ Słoneczny jest większy, niż pierwotnie uważano. Voyager nadal znajduje się w „magnetycznej bańce” naszej gwiazdy, która oddziałuje na promieniowanie słoneczne. Czemu w taki sposób? To pytanie pozostaje, póki co, otwarte.

Voyager, niestety, nie będzie funkcjonował wiecznie. Sondę napędzają trzy radioizotopowe termoelektryczne generatory. Każde z cylindrycznych źródeł energii składa się z czterech 2-calowych warstw tlenku plutonu zamkniętych w cienkiej pokrywie irydowej. Te z kolei chronione są włóknem grafitowym. Każde ze źródeł energii potrafi dostarczyć sondzie 2 400 watów mocy cieplnej.

Generatory w Voyagerze 1 działają już od ponad 35 lat, z oczywistych względów nieserwisowane i niedoglądane. I wciąż operują, z 60-procentową sprawnością. W 2020 roku jednak zostanie wyłączona część podzespołów, by sonda mogła nadal operować. W 2025 całkowicie wyczerpie się jej paliwo.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst