Tech

Jak czytać Operę Mini w AppStore

Najgłośniejszą informacją wczorajszej nocy był fakt zaakceptowania przez Apple’a alternatywnej do Safari przeglądarki mobilnej Opera Mini. Po trzech tygodniach od złożenia do akceptacji w AppStore, norwescy producenci Opery triumfalnie wkraczają na podbój iPhone’ów, iPodów touch i zapewne wkrótce iPadów. Safari ma się czego bać, choć w najważniejszej kwestii – poprawności i atrakcyjności wyświetlanych stron produkt Apple’a jest znacznie lepszy od produktu Norwegów.

Apple nie mogło odrzucić aplikacji Opera Mini, bo Norwegowie nie złamali zasad SDK, wykorzystując niesamowity trick, który może okazać się niezwykle ważny w kontekście układu sił na rynku przeglądarek mobilnych. Czemu Apple musiało zaakceptować Operę Mini? Otóż nie jest to w sensie technicznym przeglądarka, która wyświetla bezpośrednio strony internetowe, lecz program, który kompresuje strony internetowe na swoich serwerach i przy wywołaniu komendy o wyświetlenie wysyła je do przeglądarki. Sprytne?, szczególnie, że dla końcowego użytkownika iPhone’a i iPoda touch nie ma to żadnego znaczenia – dla niego Opera Mini wykonuje dokładnie te same czynności co Safari – wyświetla strony internetowe.

Apple myślało zapewne przez długie trzy tygodnie, jaki paragraf z umowy SDK podpiąć pod decyzję o niedopuszczeniu Opery do AppStore. Aktualnie proces weryfikacji aplikacji trwa nie dłużej niż 3, 4 dni, a Norwegowie musieli czekać ponad 20 dni. Zresztą czekanie to okrasili niezłym trickiem marketingowym odliczając na własnej stronie internetowej czas od złożenia Opery Mini do weryfikacji przez Apple’a (choć to zapewne nie miało żadnego wpływu na decyzję).

Opera Mini może odnieść wielki sukces na iPhone z kilku względów: przede wszystkim chwali się sześciokrotnie większą szybkością wczytywania stron niż mobilna Safari oraz zmniejsza ruch generowany przez użytkowników iPhone’a aż o 90%. Ten drugi aspekt jest niezwykle ważny w kontekście rynku amerykańskiego, gdzie problem nadmiernego ruchu generowanego przez posiadaczy iPhone’ów jest poważny.

Opera Mini ma więc dwa bardzo istotne argumenty w walce o podbój mobilnego internetu w iPhone OS, szczególnie, że amerykański rynek to jedyne miejsce na Ziemi, na którym mobilna wersja Opery obecna była do tej pory jedynie w marginalny sposób. Norwegowie mają już ponad 100 mln użytkowników Opery na całym świecie, z czego 50 milionów to użytkownicy mobilnej jej wersji Opera Mini. Wkraczając na rynek 85 mln urządzeń z iPhone OS Opera może w krótkim czasie niesamowicie skoczyć do góry.

A jest o co walczyć, bo ten kto kontroluje rynek mobilnego internetu kontroluje sposób, w jaki się on rozwija. To nie tylko reklama mobilna, ale przede wszystkim wiedza o tym, czego użytkownicy przenośnych urządzeń szukają w sieci, jakie strony wyświetlają, ile czasu na nich spędzają, oraz ile pieniędzy wydają na zakupy poprzez mobilny internet.

Jest jednak jedna istotna kwestia, która na razie premiuje mobilną Safari na iPhone – to wygląd i poprawność wyświetlanych stron oraz działanie gestów multi-touch. Opera Mini może wyświetlać strony dużo szybciej, przy okazji pobierając mniej danych sieci komórkowych, ale to co wyświetla, wygląda na razie dużo gorzej niż to, co na tych samych stronach wyświetla Safari.

Zarówno w widoku horyzontalnym, jak i wertykalnym różnice jakościowe w wyświetlanych stronach są uderzające. Spójrzmy jak prezentuje się Spider’s Web po pełnym załadowaniu (na Operze Mini zajęło to nieco ponad 10 sek.; Safari potrzebowała prawie 45 sek.).

 

Jak widać w Operze pojawił się dziwny biały pasek z prawej strony. Po odświeżeniu strony mamy nieco lepszy widok, ale czy atrakcyjniejszy i zachęcający do przeglądania strony?

Zarządzanie otwartymi kartami jest w Operze bardzo przyjemne, ale czy na tyle przyjemniejsze, żeby przekreślało to Safari? W końcu liczba dotknięć ekranu jest bardzo podobna: najpierw klik na „karty”, później przesunięcie palcami w kierunku wybrania interesującej nas karty i kolejny klik na wybraną kartę.

 

Spójrzmy co przynosi gest dwukrotnego kliku, który oznacza przybliżenie danej części strony i optymalizacja jej wyświetlenia na ekranie smartfonu. Oto co dzieje się, jak klikniemy dwa razy w Operę:

 

a oto co, na tej samej stronie w Safari:

W której wersji wyświetla się ładniej, bardziej atrakcyjnie i zachęcająco do czytania?

Ok, można powiedzieć, że to tylko Spider’s Web. Spójrzmy więc na jedną z najpopularniejszych stron w amerykańskim internecie – nytimes.com. Czy jest ktoś komu to, co wyświetla Opera Mini podoba się bardziej niż to, co wyświetla Safari?

 

Jakościowo Opera wypada na razie niezwykle blado w porównaniu z Safari. Jeśli szybko nie poprawi jakości doznań w eksploracji mobilnego internetu, to niewątpliwe zalety w postaci niezwykłej szybkości i mniejszej zasobożerności okażą się nie wystarczające i tak, jak dziś Opera święci swój triumf medialny, tak szybko media mogą o niej zapomnieć. Choć – co zapewne nie na rękę Apple’owi – teraz wszystko w rękach Norwegów z Opery. Stoją przed wielką szansą podboju 85 milionowego rynku. Wyważyli do niego drzwi łomem; teraz trzeba pokazać coś lepszego niż to, co użytkownicy iPhone’a mają.

Ja na razie zostaję przy Safari.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst