Polska gra sprzedała się w 12 mln kopii, a pewnie jej nie znasz. Żaden tam Wiedźmin
Wiedźmin, Cyberpunk 2077, Dying Light, Frostpunk - te dochodowe polskie marki gier wideo zna każdy. Nie każdy wie jednak, że z naszego kraju pochodzi jeden z najlepiej sprzedających się survivali w skali całego świata.

Wiedźmin 3, Dying Light 2, Cyberpunk 2077, This War of Mine, Frostpunk – większość z nas bez problemu przygotuje krótką wyliczankę popularnych, świetnie sprzedających się polskich gier. Nasz kraj stał się kuźnią uznanych interaktywnych produkcji, jesteśmy pod tym względem fenomenem na skalę regionu. Robimy tak wiele dobrych gier, że część kasowych hitów zaczyna nam umykać pod radarami.
Taką produkcją jest Green Hell. Polski survival przebił granicę 12 milionów sprzedanych kopii. Więcej niż np. Mortal Kombat 1
Jasne, bezpośrednie porównanie Green Hell oraz Mortal Kombat może nie mieć wiele sensu, jeśli weźmiemy pod uwagę marżę i to, ile wydawca zarabia na każdej zakupionej kopii. Nie zmienia to faktu, że pod względem czysto liczbowym, polski Green Hell sprzedał się w większym nakładzie niż takie globalne produkcje jak Ghost of Tsushima, bijatyka Tekken 7 czy niedoceniane Days Gone.
Skąd taki sukces polskiej produkcji? Mamy do czynienia z owocami bardzo długiego, solidnego wsparcia produktu. Green Hell jest wręcz modelowym przykładem mądrego zarządzania projektem, dobrego ułożenia priorytetów oraz znajomości potrzeb konsumentów. Klasyczne case study do kopiowania i powielania.
Green Hell zadebiutował w 2018 roku, we wczesnym dostępie, wyłącznie na PC. Od tamtego czasu produkcja doczekała się wersji na konsole poprzedniej oraz aktualnej generacji, a także edycję VR. Być może wirtualna rzeczywistość to nisza, ale okazja do immersyjnego zanurzenia się w gęstej, groźnej dżungli na pewno przemawia do części graczy. Fakt, że produkcja jest dostępna praktycznie wszędzie, nawet na pierwszym Switchu, także ma wymierne przełożenie na sprzedaż. Jeśli istnieje jakaś gamingowa platforma, Green Hell już tam zapewne jest.

Do tego Green Hell może pochwalić się wzorowym wsparciem po premierze. Do tego w pełni darmowym. Gra jest regularnie rozbudowywana o takie moduły jak tryb kooperacji, hodowla zwierząt, zaawansowana budowa baz czy rozszerzenia fabularne. To, w połączeniu z dosyć viralową tematyką przetrwania, budującą rozpoznawalność marki na Twitchu i YouTubie, zapewnia produkcji ciągłe życie. W połączeniu z częstymi promocjami, Green Hell może pochwalić się świetną strukturą przychodów w tzw. długim ogonie.
Kto stoi za tym cichym, zaszytym w amazońskiej dżungli fenomenem sprzedażowym?
Twórcy Green Hell to studio Creepy Jar z siedzibą w Warszawie. Zostało założone w 2016 roku, przez doświadczonych producentów gier pracujących wcześniej dla Techlandu (Dead Island, Dying Light). Właśnie to doświadczenie sprawiło, że Green Hell zadebiutowało już w dwa lata od rozpoczęcia działalności, w formie wczesnego dostępu. Taka decyzja, połączona z intensywnym wsparciem produkcji, okazała się strzałem w dziesiątkę.
Współcześnie Creepy Jar zatrudnia kilkadziesiąt osób. Firma rozrosła się na tyle, że rozwija dwa projekty jednocześnie: wspomniane Green Hell oraz futurystyczne StarRupture z budżetem około 40 mln zł. StarRupture to survival na obcej, niebezpiecznej, niegościnnej planecie, debiutujący w formie wczesnego dostępu na Steam na początku 2026 roku. Ostatnie recenzje tej gry są w większości pozytywne.
Czytaj także:



















