REKLAMA

LOT uderza w Boeinga. "Ukrywali wady 737 MAX"

Polski przewoźnik idzie na noże z Boeingiem i domaga się odszkodowania za straty po uziemieniu 737 MAX. Producent odrzuca zarzuty, argumentując, że LOT przecież korzysta ze swoich samolotów.

Polski LOT walczy z Boeingiem. Spór o uziemione MAX-y
REKLAMA

Sądowa batalia między naszym narodowym przewoźnikiem a amerykańskim gigantem to pokłosie kryzysu, który na niemal dwa lata sparaliżował światowe lotnictwo cywilne. LOT argumentuje, że Boeing, dążąc do jak najszybszej certyfikacji modelu 737 MAX, zataił krytyczne informacje o systemie MCAS, co naraziło linię na ogromne straty finansowe i wizerunkowe.

REKLAMA

LOT twierdzi, że kupował obietnicę, a został z problemem

Sprawa toczy się w sądzie federalnym w Seattle i dotyczy decyzji z 2016 r., gdy LOT postawił na Boeinga 737 MAX jako element planów rozwoju floty. Według strony polskiego przewoźnika producent miał zataić istotne problemy bezpieczeństwa związane z samolotem, który był wtedy jednym z najważniejszych produktów w globalnej rywalizacji Boeinga z Airbusem.

W momencie podejmowania decyzji o wyborze MAX-ów, LOT znajdował się w kluczowym punkcie swojej historii. Po latach walki o przetrwanie i przejściu rygorystycznego procesu restrukturyzacji pod nadzorem Komisji Europejskiej, linia potrzebowała narzędzia, które zagwarantuje jej trwałą zyskowność. Model biznesowy oparto na tzw. jednolitości floty wąskokadłubowej. Wybór Boeinga wydawał się oczywisty – przejście z wersji 737 NG na 737 MAX miało być niemal niezauważalne dla zaplecza technicznego i portfela szkoleniowego.

Najważniejszą obietnicą miało być to, że przejście na 737 MAX nie będzie wymagało kosztownego, rozbudowanego szkolenia na symulatorach dla pilotów latających wcześniejszymi wersjami 737. To właśnie ten element był jednym z najmocniejszych argumentów sprzedażowych MAX-a: nowy samolot miał dawać liniom korzyści technologiczne bez pełnego kosztu przesiadki na zupełnie inną rodzinę maszyn.

MCAS miał być niewidoczny dla pilotów. Stał się osią afery

W batalii sądowej wszystko kręci się wokół akronimu MCAS (Maneuvering Characteristics Augmentation System). Był to cyfrowy system sterowania, który Boeing dodał do modelu 737 MAX, aby w określonych warunkach automatycznie opuszczać nos samolotu. Choć brzmi to jak zwykła funkcja wspomagająca pilota, w rzeczywistości był to fundament całej konstrukcji biznesowej i technicznej tego modelu.

Problem polegał na tym, że MCAS stał się jednym z centralnych elementów śledztw po dwóch katastrofach lotniczych. W październiku 2018 r. rozbił się samolot Lion Air, a w marcu 2019 r. maszyna Ethiopian Airlines. Łącznie zginęło 346 osób. Po drugiej katastrofie regulatorzy na całym świecie uziemili 737 MAX, a samoloty wróciły do eksploatacji dopiero po długim procesie przeglądów, zmian projektowych i dodatkowych wymagań szkoleniowych.

LOT utrzymuje, że gdyby wiedział więcej o rzeczywistej roli MCAS i problemach z tym systemem, decyzje dotyczące leasingu samolotów mogłyby wyglądać całkowicie inaczej. Polski przewoźnik argumentuje, że asymetria informacyjna była tak duża, iż doszło do naruszenia swobody podejmowania decyzji biznesowych.

Chodzi nie tylko o bezpieczeństwo, ale też o pieniądze

Polski przewoźnik domaga się odszkodowania za straty związane z uziemieniem MAX-ów. Dla linii lotniczej przymusowe wyłączenie samolotu z eksploatacji oznacza nie tylko brak maszyny w rozkładzie. To także konieczność zastępowania pojemności innymi samolotami, zmiany planów operacyjnych, utracone przychody, problemy z rotacją floty i dodatkowe koszty organizacyjne.

W lotnictwie samolot, który nie lata, nadal generuje wydatki. Trzeba zarządzać leasingiem, utrzymaniem, załogami, planami połączeń i zobowiązaniami wobec pasażerów. Gdy problem dotyczy całej floty maszyn, skutki rozlewają się po całej siatce operacyjnej przewoźnika.

Boeing broni się, podkreślając m.in., że LOT nadal używa 737 MAX w codziennej działalności. Skoro przewoźnik obecnie lata tymi samolotami po zmianach zatwierdzonych przez regulatorów, to zdaniem obrony trudno przedstawiać sprawę wyłącznie jako historię o wielomilionowym oszustwie i całkowitej utracie zaufania.

Przeczytaj także:

Sprawa uderza w bardzo wrażliwy punkt Boeinga. Kryzys 737 MAX już wcześniej mocno naruszył reputację koncernu, doprowadził do miliardowych kosztów, wypłat dla rodzin ofiar, ugód z liniami lotniczymi i wieloletniej presji regulatorów. Czy producent w kluczowym momencie bardziej dbał o tempo sprzedaży i przewagę nad konkurencją niż o pełną przejrzystość wobec klientów?

REKLAMA

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: LOT; Canva Pro

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-12T10:22:06+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T09:58:59+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T08:59:06+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T06:27:56+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T06:05:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T21:06:41+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA