Znika największa słabość darmowego konkurenta Office'a. Obudzili się po latach
LibreOffice wreszcie rusza na podbój sieci i telefonów komórkowych. Ale to nie będzie sprint, tylko długi marsz.

LibreOffice od lat jest symbolem wolności w świecie biurowych aplikacji - potężnym, darmowym pakietem, który dla wielu użytkowników jest jedyną sensowną alternatywą dla Microsoft Office. Problem w tym, że świat poszedł dalej. Praca przeniosła się do przeglądarki, a dokumenty coraz częściej edytujemy na telefonie, stojąc w kolejce po kawę. LibreOffice w tym czasie trwał przy swoim: dwa duże wydania rocznie, skupienie na desktopie, a mobilnie… cóż, była podglądarka na Androida i Collabora Office na iOS dostępny tylko w części krajów. I tyle.
Teraz to się zmienia. The Document Foundation oficjalnie ogłosiła nową strategię: LibreOffice ma trafić na web i urządzenia mobilne.
Czytaj też:
Dlaczego dopiero teraz?
Od 2020 r. fundacja skupiała się niemal wyłącznie na wersji desktopowej. Mobilne i webowe ambicje były odkładane na później - brakowało ludzi, czasu, a przede wszystkim jasnej strategii. Teraz, po serii spotkań zespołu i zarządu (20 i 22 kwietnia oraz 19 maja) ustalono, że dalsze ignorowanie rynku mobilnego nie ma sensu.
Plan na bieżący rok jest dość konkretny. Zespół LibreOffice chce wykonać duży skok technologiczny w warstwie graficznej (GUI), co ma umożliwić budowanie i testowanie aplikacji na emulatorach Androida i iOS. To pierwszy krok do stworzenia pełnoprawnych aplikacji mobilnych, a nie tylko przeglądarek dokumentów.

Równolegle ma powstać wersja webowa, która pozwoli na edycję dokumentów w przeglądarce. To oznacza wejście na teren, który od lat okupują Google Workspace i Microsoft 365. Trudny teren, bo obie platformy są darmowe na urządzeniach mobilnych i świetnie dopracowane. LibreOffice wchodzi więc do gry późno - ale niekoniecznie za późno.
Współpraca w czasie rzeczywistym? Tak, wreszcie
Jednym z kluczowych elementów nowej strategii jest wprowadzenie współdzielonej edycji dokumentów. Dziś to standard - trudno sobie wyobrazić pracę nad tekstem czy arkuszem bez możliwości równoczesnego klikania w ten sam plik. LibreOffice chce dogonić konkurencję, a nawet pójść krok dalej, badając m.in. modele peer‑to‑peer, które mogłyby ograniczyć zależność od serwerów.
To ciekawy kierunek, bo wpisuje się w rosnące zainteresowanie prywatnością i decentralizacją. Google i Microsoft coraz mocniej integrują AI w swoich usługach, więc część użytkowników zaczyna szukać czegoś mniej… wścibskiego.
Co oczywiste, ale na wszelki wypadek i tak zaznaczmy: TDF nie porzuca wersji desktopowej. Nadal będą dwa duże wydania rocznie, nadal będzie rozwijany interfejs, funkcje i bezpieczeństwo. Mobilne i webowe LibreOffice mają być dodatkiem, a nie zamiennikiem.
W pracach uczestniczy szeroki zespół: od Michaela Weghorna i Sophie Gautier po Xisco Faulí i Floriana Effenbergera.
To ważne, bo pokazuje, że nie jest to poboczny eksperyment, tylko projekt realizowany przez kluczowych ludzi TDF
To spokojny, przemyślany zwrot w stronę świata, który od dawna czekał na LibreOffice w przeglądarce i na telefonie. Czy projekt dogoni gigantów? Nie wiadomo, pewnie nie, choć to ważny projekt dla równie ważnej niszy. Przede wszystkim jednak po raz pierwszy od lat widać, że TDF ma jasny plan - i że naprawdę zamierza go zrealizować. A to już coś.



















