REKLAMA

Groźna flota naciera. Te potwory zajmują nowe plaże

Natura właśnie wystawiła nam rachunek za majstrowanie przy klimacie, a płacić będziemy bólem i oparzeniami. Ekspansja żeglarza portugalskiego to sygnał, że granice bezpiecznych kąpielisk właśnie przestały istnieć.

Gatunek żeglarza portugalskiego odkryty tam, gdzie nigdy go nie widziano
REKLAMA

Yoshiki Ochiai, student Uniwersytetu Tohoku, zbierał próbki na plaży Gamo w Zatoce Sendai w północno-wschodniej Japonii, kiedy natknął się na coś, czego w tej okolicy nigdy wcześniej nie widziano: galaretowatą, kobaltowoniebieską masę z plątaniną długich macek, wyrzuconą na piasek przez cofające się fale. Wrzucił znalezisko do plastikowej torby, wsiadł na skuter i pomknął do laboratorium. Nie wiedział jeszcze, że trzyma w reklamówce nieznany nauce gatunek jednego z najbardziej jadowitych stworzeń w światowych oceanach i że jego odkrycie powie coś niepokojącego o przyszłości plaż na całym świecie.

REKLAMA

To jeden z najbardziej jadowitych organizmów na Ziemi

Żeglarz portugalski nie jest meduzą, choć na pierwszy rzut oka wygląda jak jedna z nich. Ma galaretowate ciało, długie macki, dryfowanie po powierzchni oceanu. Należy jednak do zupełnie innej grupy organizmów. To syfonfor, czyli kolonia wysoko wyspecjalizowanych zooidów: mikroskopijnych organizmów, z których każdy odpowiada za inną funkcję życiową. Jedne trawią pokarm, inne odpowiadają za rozmnażanie, jeszcze inne za obronę. Żaden nie przeżyłby sam. Razem tworzą coś, co działa jak jedno zwierzę, choć biologicznie jest czymś bliższym pływającemu miastu.

Na szczycie tej kolonii znajduje się pneumatofor, czyli wypełniony gazem pęcherz, który wystaje ponad powierzchnię wody i pełni funkcję żagla. Wiatr i prądy robią resztę: żeglarz portugalski nie ma własnego napędu i dryfuje biernie, gdziekolwiek poniosą go warunki. Pod powierzchnią zwisają macki (u największych gatunków sięgające 30, a nawet 50 m) wyposażone w miliony komórek parzydełkowych.

Każda z nich zawiera jad, który przy kontakcie ze skórą wywołuje natychmiastowy, piekący ból porównywalny z oparzeniem. W przypadkach ciężkich, szczególnie u alergików, dzieci i osób ze schorzeniami serca, użądlenie może prowadzić do wstrząsu anafilaktycznego, zaburzeń rytmu serca i śmierci. Szacuje się, że żeglarze portugalscy parzą rocznie od 10 tys. do ponad 30 tys. osób na samych plażach Australii.

Przez ćwierć tysiąclecia nauka była przekonana, że to jeden gatunek, to dopiero w czerwcu 2025 r. osobna analiza wykazała, że żeglarze portugalscy to co najmniej cztery odrębne gatunki. Pół roku później ta liczba wzrosła do pięciu.

Reklamówka na skuterze i odkrycie nowego gatunku

W lipcu 2024 r.  Yoshiki Ochiai, doktorant Uniwersytetu Tohoku, zbierał próbki w ramach zupełnie innego projektu badawczego w Zatoce Sendai w Japonii. Na plaży Gamo zauważył wyrzucony na piasek kobaltowoniebieskie stworzenie z długimi, splątanymi mackami. Nigdy wcześniej czegoś takiego tam nie widział. Wrzucił okaz do strunowej torebki, wsiadł na skuter i zawiózł go do laboratorium prof. Cheryl Ames, specjalistki od morskich parzydełkowców.

To, co nastąpiło potem, trwało miesiące. Studentka Chanikarn Yongstar przystąpiła do żmudnego porównywania anatomii znalezionego okazu z opisami znanych gatunków Physalii. Korzystała przy tym nie tylko ze współczesnych baz danych, ale też z XIX-wiecznych tomów, w których naturaliści ręcznie szkicowali budowę poszczególnych zooidów. Każdy element musiał być zestawiony z czterema pozostałymi gatunkami.

Okazało się, że stworzenie z plaży Gamo jest morfologicznie odrębne. Jego pneumatofor różni się kształtem od pneumatoforu P. utriculus, czyli gatunku, który dotąd uważano za jedyną Physalię w wodach Japonii. Nowy organizm posiada więcej niż jedną główną mackę chwytającą oraz żółte, bananowate gastrozoidy, jakich nie mają pozostałe gatunki. Analizy DNA jednoznacznie potwierdziły, że to odrębna linia ewolucyjna.

Nowy gatunek otrzymał nazwę Physalia mikazuki, co można przetłumaczyć jako żeglarz o hełmie w kształcie sierpa księżyca. To hołd dla Date Masamune, legendarnego samuraja i pana feudalnego z okresu Edo, założyciela miasta Sendai, rozpoznawalnego po charakterystycznym półksiężycu na szczycie hełmu bojowego.

Prąd Kuroshio przesuwa się na północ i zabiera ze sobą pasażerów

Odkrycie nowego gatunku to jednak zaledwie połowa historii. Druga połowa dotyczy tego, jak P. mikazuki w ogóle znalazła się w Zatoce Sendai. Długoterminowy monitoring plaży Gamo nie wykazał żadnej obserwacji Physalii w regionie Tohoku przed 2023 rokiem. Wcześniej najdalej na północ, gdzie widziano żeglarzy portugalskich w Japonii, była Zatoka Sagami, oddalona o kilkaset kilometrów bliżej równika.

Odpowiedź kryje się w Prądzie Kuroshio, czyli pacyficznym odpowiedniku Golfsztromu, niosącym ciepłą wodę tropikalną wzdłuż wschodniego wybrzeża Japonii. Kuroshio to jeden z najsilniejszych prądów morskich na Ziemi, transportujący rocznie więcej wody niż wszystkie rzeki świata razem wzięte. W ostatnich latach jego przedłużenie przesunęło się o około 100 km na północ. Jednocześnie temperatura powierzchni oceanu w regionie Tohoku wzrosła o ponad 2 st. C między 2022 a 2024 r.

Zespół z Tohoku przeprowadził symulacje lagranżowskie, czyli modelowanie komputerowe śledzące dryfujące obiekty na prądach oceanicznych, które potwierdziły, że P. mikazuki mogła zostać przeniesiona ciepłymi wodami Kuroshio Extension z centralnej Japonii prosto na plażę Gamo. Żeglarz portugalski nie ma własnego napędu. Jedzie tam, gdzie zabierze go prąd. A prąd zabiera go coraz dalej na północ.

Nie tylko Japonia. Morze Śródziemne, Atlantyk i twoje wakacje też są zagrożone

Problem ekspansji żeglarzy portugalskich nie dotyczy wyłącznie zachodniego Pacyfiku. Physalia physalis, czyli największy i najgroźniejszy gatunek z rodzaju, pojawia się coraz częściej w regionach, w których jeszcze kilkanaście lat temu była rzadkością.

Na Morzu Śródziemnym żeglarze portugalscy są obserwowani coraz regularnej u wybrzeży Hiszpanii, Francji, Włoch, Chorwacji i Grecji. Plaże na Majorce w 2023 r. były wielokrotnie zamykane po masowym pojawieniu się Physalii. Na Wyspach Kanaryjskich, Azorach i Maderze ich obecność stała się stałym elementem sezonu kąpielowego. Na Atlantyku żeglarze portugalscy docierają coraz dalej na północ. Plaże zachodniego wybrzeża Wielkiej Brytanii (Cornwall, Devon, Pembrokeshire)  i Irlandii (Kerry, Clare) regularnie raportują wyrzucone na brzeg Physalie. W 2024 r. obserwacje sięgnęły aż po Szkocję.

Jak go zobaczysz, to uciekaj. Albo przynajmniej bardzo uważaj

Żeglarz portugalski dryfujący na fali do złudzenia przypomina niewinny, niebiesko-fioletowy balonik. To jednak śmiertelnie niebezpieczna iluzja. Pod żadnym pozorem nie wolno go dotykać. Ta żelazna zasada ta dotyczy również osobników martwych lub wyrzuconych na plażę. Jego biologiczna broń jest bowiem przerażająco trwała: komórki parzydełkowe potrafią bezlitośnie wstrzykiwać jad jeszcze przez wiele godzin po śmierci całego organizmu.

Co gorsza, prawdziwe zagrożenie kryje się tuż pod powierzchnią wody. Ekstremalnie toksyczne macki bywają niemal całkowicie przezroczyste i mogą ciągnąć się metrami, daleko od widocznego z powierzchni pęcherza.

Przeczytaj także:

REKLAMA

W razie użądlenia należy natychmiast wyjść z wody, ostrożnie usunąć resztki macek (nie gołymi rękami – najlepiej pęsetą lub rękawiczkami), przemyć ranę ciepłą wodą. Pamiętajmy, by nie była ona zimna ani nie miała dodatku octu, który w przeciwieństwie do oparzeń od prawdziwych meduz może w przypadku Physalii nasilić uwalnianie jadu.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-24T18:26:29+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T18:26:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T17:44:21+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T17:42:15+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T17:21:06+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T16:51:09+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T16:18:33+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T16:02:14+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T16:01:44+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T15:13:34+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T14:48:19+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T13:36:25+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T11:55:44+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA