REKLAMA

Szukali lodowca, znaleźli błoto. Polska nauka bezsilna

Mapa mówi jedno, rzeczywistość drugie. Polscy naukowcy właśnie udowodnili, że nasze modele klimatyczne są zbyt optymistyczne. Dotarcie do miejsca, gdzie według danych satelitarnych powinien znajdować się lodowiec, ujawniło przerażającą prawdę: topniejemy szybciej, niż potrafimy to zmierzyć.

Spitsbergen zaskoczył polskich badaczy. Wyprawa do lodowca nie doszła do skutku
REKLAMA

Jak czytamy na łamach Nauka w Polsce, zespół z Instytutu Geofizyki PAN i Uniwersytetu Śląskiego po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat nie dotarł wiosną w rejon Polskiej Stacji Polarnej Hornsund na południu Spitsbergenu, gdzie miał prowadzić badania lodowców i śniegu. Powód był brutalny: nie było po prostu czym jechać. Zamiast zwartej pokrywy śnieżnej, potrzebnej do transportu skuterami śnieżnymi, badacze zastali gołą ziemię, dodatnie temperatury i istny, logistyczny chaos.

Do tego fiord zablokował gęsty lód morski, przez co nie dało się też podejść statkiem i wyładować sprzętu. W efekcie terenowe badania trzeba było praktycznie skasować, a zespół został skazany na podstawowe dane przesyłane przez zimowników ze stacji.

REKLAMA

To nie była zwykła wyprawa w śnieg

Ta ekspedycja nie miała charakteru kolejnego wyjazdu na Spitsbergen. Naukowcy jechali tam w ramach międzynarodowego projektu LIQUIDICE, który bada, jak zmiany klimatu wpływają na śnieg, lód, wieloletnią zmarzlinę i zasoby wody w regionach szczególnie wrażliwych – od Svalbardu, przez Grenlandię i Alpy, po Himalaje i północną Norwegię.

Na Spitsbergenie planowano m.in. pomiary ekwiwalentu wodnego śniegu, eksperyment izotopowy w zlewni Fuglebekken oraz prace przy lodowcu Werenskiolda, gdzie zespół chciał zbadać pokrywę śnieżną pod kątem bilansu masy lodowca i przygotować stację hydrometryczną do pomiarów odpływu wody. To były badania z tych, które budują twarde dane o tym, jak zmienia się arktyczny obieg wody.

To nie była więc porażka wynikająca z braku finansowania albo awarii sprzętu. Natura po prostu wyjęła naukowcom spod nóg podstawową infrastrukturę terenową: śnieg. A w badaniach polarnych to nie jest drobiazg. To odpowiednik zamkniętej drogi, wyłączonego lotniska i mostu zerwanego przez powódź naraz.

Brak śniegu dosłownie zatrzymał całą ekspedycję

Ale jak to, badacze nie dotarli do lodowca, bo zabrakło śniegu, skoro jechali właśnie badać śnieg i lód? Problem polega na tym, że wiosenne prace terenowe na Spitsbergenie od dekad opierają się na logistyce skuterów śnieżnych.

Potrzebna jest odpowiednio gruba i ciągła pokrywa śnieżna, która pozwala bezpiecznie przejechać przez arktyczny teren, doliny, strefy morenowe i okolice lodowców. Kiedy zamiast śniegu jest mokra, odsłonięta ziemia, rozmarzający grunt i roztopy, taka trasa staje się nie tylko trudna, ale zwyczajnie niebezpieczna dla ludzi, maszyn i sprzętu badawczego.

Do tego Polska Stacja Polarna Hornsund leży w Isbjørnhamna nad fiordem Hornsund i jest całoroczną bazą badawczą, ale sama obecność stacji nie rozwiązuje problemu dotarcia do konkretnych punktów pomiarowych w terenie. Stacja daje zaplecze, laboratoria i monitoring, lecz wiele kluczowych badań glacjologicznych i hydrologicznych nadal wymaga fizycznego wyjścia w teren z ludźmi, aparaturą i materiałami. Jeśli nie da się tam dojechać skuterami, a statek nie może podejść przez lód morski, cały misterny plan po prostu się rozsypuje.

To niestety nie jest jednorazowy kaprys pogody

W 2025 r. w Nature Communications opisano wyjątkowo ciepły epizod zimowy na archipelagu. W lutym 2025 r. niezwykle wysokie temperatury i deszcz doprowadziły do rozległego topnienia śniegu oraz zalegania wody roztopowej. Autorzy pisali wprost, że coraz częstsze zimowe odwilże przekształcają krajobrazy Svalbardu i są sygnałem wejścia Arktyki w nowy stan klimatyczny. Tegoroczny problem polskiej wyprawy wygląda więc jak kolejny element dłuższego procesu.

Podobnie wygląda sam los lodowców. Badanie opublikowane również w 2025 r. w Nature Communications pokazało powszechny odwrót lodowców na Svalbardzie w latach 1985-2023. Autorzy przeanalizowali wtedy ponad 124 tys. pozycji czoła 149 lodowców uchodzących do morza i stwierdzili szeroko rozpowszechnione cofanie się ich frontów. Trudności polskiej ekipy nie wzięły się więc znikąd. One rozgrywają się w regionie, który już od lat zmienia się szybciej, niż dawniej zakładały klasyczne modele pracy terenowej.

Nauka polarna wchodzi w nową fazę

Być może klasyczne wiosenne wyprawy skuterowe stają się po prostu zbyt ryzykowne i zbyt nieprzewidywalne. Jedna z możliwości to przeniesienie części badań na wcześniejszy okres zimowy, ale to z kolei oznacza wejście w realia nocy polarnej, jeszcze trudniejszej logistyki i jeszcze większego ryzyka terenowego. Nie chodzi więc już wyłącznie o gorszy sezon, lecz o potrzebę przemyślenia całej metodologii badań terenowych w Arktyce.

Przeczytaj także:

REKLAMA

Właśnie dlatego coraz ważniejsze stają się teledetekcja satelitarna, bezzałogowce, automatyczne czujniki i całoroczny monitoring prowadzony przez zimowników. Polska Stacja Polarna Hornsund już dziś prowadzi szeroki monitoring geosystemu i udostępnia dane z obserwacji środowiskowych, ale sama stacja nie zastąpi wszystkich badań terenowych. Ona może jednak stać się jeszcze ważniejszym węzłem stałych pomiarów w czasie, gdy okno bezpiecznej pracy dla ludzi w terenie zaczyna się kurczyć.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-24T15:13:34+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T14:48:19+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T13:36:25+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T11:55:44+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T08:27:32+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T07:42:42+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T07:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T06:16:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA