Szef NASA stawia sprawę jasno: "szanse na odkrycie kosmitów są całkiem wysokie"
Jared Isaacman - astronauta, miliarder i obecny szef agencji - w rozmowie z CNN stwierdził, że szanse na to, że nie jesteśmy sami, są „pretty high”. Na razie powstrzymajmy się od żartów o substancjach zakazanych.

Brzmi jak nagłówek z tabloidu? Jasne. Ale w tle jest bardzo konkretna zmiana akcentów w NASA: oficjalnie, wprost i bez owijania w bawełnę, poszukiwanie życia pozaziemskiego zostaje nazwane jednym z głównych sensów istnienia agencji. Jak mówi Isaacman - „to samo serce tego, co robimy”.
Co dokładnie powiedział szef NASA?
W wywiadzie dla CNN Isaacman został zapytany o to, czy wierzy w istnienie obcych. Odpowiedź była zaskakująco bezpośrednia: nie widział żadnych dowodów na wizyty kosmitów, nie spotkał ich podczas swoich dwóch lotów w kosmos, ale biorąc pod uwagę skalę Wszechświata, „szanse są całkiem wysokie”.
Czytaj też:
Kluczowy fragment jest jednak inny. Isaacman mówi, że pytanie „czy jesteśmy sami?” jest wpisane w praktycznie każdą naukową i eksploracyjną misję NASA - od budowy bazy na południowym biegunie Księżyca, przez łaziki na Marsie, po przyszłe teleskopy kosmiczne.
Warto też pamiętać, kim jest sam Isaacman. To nie jest urzędnik, który całe życie spędził w biurach w Waszyngtonie. To człowiek, który był już w kosmosie dwa razy, dowodził prywatnymi misjami w 2021 i 2024 r., a teraz stoi na czele największej agencji kosmicznej świata.
2 bln galaktyk. Serio, 2 000 000 000 000
Isaacman w rozmowie odwołuje się do liczby, która powinna na stałe zamieszkać w głowie każdego, kto lubi patrzeć w niebo: szacuje się, że we Wszechświecie może istnieć nawet około 2 bln galaktyk.
I tak jeszcze na drugą nóżkę: nasza Droga Mleczna to jedna galaktyka, w samej Drodze Mlecznej mamy setki miliardów gwiazd, przy wielu z tych gwiazd krążą planety, a w skali całego obserwowalnego Wszechświata mówimy o liczbie układów planetarnych, którą można spokojnie zapisać w notacji naukowej i przestać udawać, że „czujemy” jej wielkość. W tym kontekście stwierdzenie, że „szanse są całkiem wysokie”, brzmi wręcz zachowawczo.
W praktyce NASA od lat robi dokładnie to, o czym mówi Isaacman - tylko zwykle opakowane to było w bardziej stonowany, naukowy język. Mars? Pięć łazików i cztery lądowniki, które badały i badają powierzchnię Czerwonej Planety - w dużej mierze po to, by odpowiedzieć na pytanie czy kiedyś istniało tam życie mikrobiologiczne. Dzisiejsze misje - jak Perseverance - nie tylko robią zdjęcia i wiercą w skałach, ale też pakują próbki w pojemniki, które w przyszłości mają wrócić na Ziemię.

Europa Clipper? Sonda, która wystartowała w 2024 r., leci w stronę Europy - lodowego księżyca Jowisza, pod którego skorupą ma znajdować się ocean. Woda w stanie ciekłym, energia, związki chemiczne - to są składniki, które naukowcy mają na myśli, gdy mówią o „warunkach sprzyjających życiu”.
Do tego dochodzi cała armia misji i instrumentów, które polują na egzoplanety - planety krążące wokół innych gwiazd. Mamy już katalog tysięcy takich światów, a część z nich znajduje się w tzw. strefie zamieszkiwalnej, gdzie temperatura pozwala na istnienie wody w stanie ciekłym na powierzchni. To nie jest jeszcze dowód na życie, ale to jest selekcja „miejsc, w których warto szukać”.

Teleskopy nowej generacji: Roman i spółka

Isaacman w rozmowie wspomina też o przyszłych teleskopach, które mają „pomóc kontynuować wielkie poszukiwania”. Pada konkretna nazwa: Nancy Grace Roman Space Telescope, którego start planowany jest na okolice 2027 r.
Roman ma być w pewnym sensie uzupełnieniem Jamesa Webba. Zamiast ekstremalnie szczegółowych zdjęć małych fragmentów nieba będzie patrzył szerzej, ale nadal z bardzo wysoką czułością. Dla poszukiwań życia oznacza to lepsze statystyki: więcej egzoplanet, lepsze dane o ich atmosferach, większą szansę na wychwycenie tzw. biosygnatur - śladów gazów, które trudno wytłumaczyć inaczej niż procesami biologicznymi.

W tle pojawiają się też inne projekty - od koncepcji teleskopów takich jak Habitable Worlds Observatory po bardziej egzotyczne pomysły w stylu ExoLife Finder, które mają wykorzystywać interferometrię do bezpośredniego obrazowania planet podobnych do Ziemi.
W tle tej „oficjalnej” narracji naukowej buzuje temat UAP, czyli niezidentyfikowanych zjawisk anomalnych (dawniej po prostu UFO). W 2023 r. ówczesny administrator NASA, Bill Nelson, powołał specjalny zespół naukowców, który miał zająć się „podejrzeniami dotyczącymi obcych” - mówiąc wprost: uporządkować temat, oddzielić dane od memów i teorii spiskowych.
Warto jednak ostudzić oczekiwania. To, że szef NASA mówi o „wysokich szansach” nie oznacza, że jutro zobaczymy konferencję z zielonym ludzikiem w tle. W nauce „wysoka szansa” to często perspektywa dekad, a nawet dłużej. Najbardziej prawdopodobny scenariusz pierwszego „kontaktu” jest zresztą mało filmowy. Zamiast flotylli statków nad wielkimi miastami prędzej zobaczymy wykres z widma atmosfery jakiejś egzoplanety, na którym ktoś zauważy nietypową kombinację gazów. Albo analizę próbek z Marsa czy Europy, w której pojawi się sygnał sugerujący dawne mikroorganizmy. Zero fajerwerków, dużo statystyki, masa weryfikacji.
Tym niemniej jeśli Isaacman ma rację - a statystyka Wszechświata jest po jego stronie - to gdzieś tam, w jednej z tych 2 bilionów galaktyk, ktoś może właśnie zadawać sobie dokładnie to samo pytanie patrząc na swoje odpowiedniki łazików, teleskopów i sond. I być może też ma szefa agencji kosmicznej, który w telewizji mówi: „szanse, że nie jesteśmy sami, są całkiem wysokie”.



















