Apple prezentuje najlepsze podejście do AI. Nawet jeśli wynika ze słabości
Podczas WWDC 2026 wiceprezes Apple Craig Federighi zrobił coś, co pozostali tech-lordowie turbo kapitalizmu nie są w stanie przełknąć: skrytykował sztuczną inteligencję. Nawet jeśli stanowisko znanego inżyniera wynika ze słabości, powinno być niczym latarnia w mroku współczesności.

Kilka największych firm świata przelewa w kółko pożyczoną kasę, ku zachwytowi inwestorów, mimo miliardów operacyjnej straty. W ten memiczny sposób można podsumować aktualną kondycję amerykańskich tech-molochów. Google, Meta, AWS, Microsoft czy OpenAI stawiają wszystko na AI, generując koszty daleko wyprzedzające zyski. Wyłącznie NVIDIA zarabia, sprzedając łopaty. Inni zaciekle kopią nimi w ziemi, budując centra danych coraz bardziej przypominające tanie kempingi.
Nie podważam w ten sposób istotności AI. Sztuczna inteligencja jest kolejną rewolucją, jak wcześniej Internet. Podważam natomiast sposób, w jaki garstka odrealnionych tech-lordów podchodzi do AI, paląc w piecu miliardy dolarów, goniąc za dystopią. Sztuczna inteligencja stała się narzędziem, przez które bogaci są bogatsi, biedni biedniejsi, a najlepszy owoc kapitalizmu – klasa średnia – staje się gatunkiem zagrożonym.
Tu wchodzi Apple, wbijając szpilę Bezosowi, Nadelli, Zuckowi i innym tech-lordom. Zdrada w krzemowych szeregach!
Podczas pokazu WWDC 2026 oglądanego przez dziesiątki milionów osób na całym świecie, wiceprezes Apple bezpośrednio odniósł się do gorączki AI, trawiącej rynki i społeczeństwa Zachodu od kilku ostatnich lat. Craig Federighi powiedział (tłumaczenie redakcyjne):
Sztuczna inteligencja to niezwykle potężna technologia, która ma potencjał, by w głęboki sposób kształtować społeczeństwo i – przy odpowiednim podejściu – przynieść wymierne korzyści ludziom na całym świecie. Mimo to wydaje się, że niektórzy pędzą naprzód, rozwijając AI dla samej AI, bez wyraźnego zważania na ludzi – nas wszystkich – którym ostatecznie ma ona służyć.
Charyzmatyczny inżynier kulturalnie wbija szpilę pozostałym tech-lordom Krzemowej Doliny. Pije bezpośrednio do Altmana, Bezsona i Nadelli, którzy w pogoni za mocą obliczeniową, centrami danych oraz uśmiechem inwestorów zapomnieli, po co właściwie tworzy się AI. Sztuczna inteligencja miała służyć ludziom. Niestety, dzieje się odwrotnie. Wystarczy spędzić godzinę w dużym warszawskim korpo, aby zdać sobie sprawę: to ludzkość służy AI.
Federighi uderza w samo sedno. Chociaż jest dyplomatyczny, wskazuje na negatywną konsekwencję pogoni za AI: brak zważania na ludzi. Wręcz odzieranie ich z dotychczasowej godności. Sztuczna inteligencja stała się narzędziem opresji. Usprawiedliwieniem setek tysięcy zwolnień oraz zniszczonych karier. Rodzinnych dramatów wywołanych destabilizacją finansową. Większość ludzi – także Gen Z! – jest sceptyczna wobec AI i zupełnie mnie to nie dziwi.
Kto nie jest sceptyczny wobec AI? Prezesi. CEO. Inwestorzy. Posiadacze kapitału, patrzący na pracowników głównie jak na koszt. Zgoda – godna pensja jest największym obciążeniem finansowym przedsiębiorcy w ujęciu czysto matematycznym. Ale pensja to pracownik. Z kolei pracownik to idee, pomysły, innowacje. To zdrowa rywalizacja, to rozwój, to wszechstronność wykraczająca poza obowiązki wynikające z umowy o zatrudnieniu.
Prezesi zaczynają sobie o tym przypominać. Boomerang AI to pojęcie, które będzie się pojawiać coraz częściej w publicystyce technologicznej oraz biznesowej. Obrazuje bowiem rozczarowanie AI w firmach w średnim i dłuższym okresie. Korporacje zdają sobie sprawę, że sztuczna inteligencja nie jest tak wszechstronna jak białkowy pracownik. Do tego AI popełnia masę błędów, nie działa od A do Z w całym procesie, a koszt tokenów wyłącznie rośnie. Dosyć napisać, że w Uberze wypalili roczny budżet AI w zaledwie cztery miesiące.
Ponad 50 proc. osób na decyzyjnych stanowiskach żałuje zwolnień wynikających z optymalizacji AI. Szacuje się, że rozczarowanych będzie tylko więcej. Konsekwencja bumerangu to częściowe zatrudnienia powrotne. Niestety, zdarza się, że za niższą pensję, wykorzystując stres uprzednio zwolnionej osoby, połączony z jej poczuciem finansowej destabilizacji. AI pozostaje więc narzędziem opresji, nawet jako echo traumy.
Trzeba tylko pamiętać: stanowisko Apple nie wynika z altruistycznej troski o ludzkość. To efekt słabości
Apple to jedyna wielka firma technologiczna, której nie udało się wskoczyć do rozpędzonego pociągu AI. Nie to, że nie próbowała. Wysiłek został podjęty, doszło jednak do potężnej kompromitacji firmy. W konsekwencji tamtych działań współczesne Apple w temacie AI wisi na Google oraz Gemini. Wizerunkowo to katastrofa, ale w dłuższej perspektywie Apple może na niej sporo zyskać.
Firma Tima Cooka przekuwa porażkę w prokonsumencką tożsamość. Gdy Microsoft, Google i Meta budują centra danych, zużywają naturalne surowce i powodują wzrosty rachunków za prąd, Apple dba o użytkownika. Koncentruje się na jego prywatności, jego potrzebach, jego bezpieczeństwie. Jest dla typowego człowieka, nie dla prezesa zacierającego ręce na myśl o grupowych zwolnieniach.
W dobie wielkiego sceptycyzmu wobec sztucznej inteligencji taka maska może być potężnym narzędziem. Apple może trafić w dziesiątkę, przynajmniej jeśli chodzi o rynek konsumencki, zapewniając sobie koleje lata dominacji w sektorze smartfonów i tabletów. Zapewne w tym samym czasie sektor B2B będzie im odjeżdżał, a oba światy staną się tak obce, jak nigdy wcześniej. Tu powstaje kluczowe pytanie: który z nich będzie tym prawdziwym?
Więcej z WWDC 2026 na Spider's Web:



















