REKLAMA

Bałtyk to potężne pole minowe. W końcu wysłaliśmy na nie cichego łowcę

Bałtyk to jedno z najbardziej zaminowanych mórz świata. ORP Jaskółka wchodzi do gry jako cichy łowca min, naszpikowany sonarami i dronami.

Nowa Jaskółka już na Bałtyku. Ten okręt ma wyłapywać śmierć z dna morza
REKLAMA

Na Bałtyk wypłynął właśnie przyszły niszczyciel min ORP Jaskółka – 4. jednostka projektu 258 Kormoran II budowana dla Marynarki Wojennej. Rozpoczęcie prób morskich to nie tylko kolejny punkt w kalendarzu stoczni, ale duży krok w stronę uprzątnięcia jednego z najbardziej zaminowanych akwenów na świecie i ochrony szlaków żeglugowych, portów oraz infrastruktury energetycznej. To także symboliczny powrót historycznej nazwy, która w polskiej flocie od 100 lat kojarzy się z walką z minami.

REKLAMA

Jaskółka wychodzi na Bałtyk

Próby morskie przyszłego ORP Jaskółka to finał kilkuletniej budowy 4. niszczyciela min typu Kormoran II. Przez najbliższe miesiące okręt będzie sprawdzany na różnych akwenach – od manewrów przy niskich prędkościach po zachowanie na fali, pracę napędu, sonarów, systemów łączności i uzbrojenia. To etap, w którym na jaw wychodzi wszystko, czego nie pokaże nawet najbardziej zaawansowana symulacja z hali montażowej.

Jeśli harmonogram zostanie utrzymany, jednostka powinna trafić pod banderę jesienią i zasili 8. Flotyllę Obrony Wybrzeża w Świnoujściu, dołączając do trzech już eksploatowanych Kormoranów. Oznacza to, że Polska będzie dysponować całą małą flotyllą nowoczesnych niszczycieli min, zdolnych równocześnie działać w kilku rejonach.

Za budowę Jaskółki odpowiada konsorcjum z udziałem stoczni Remontowa Shipbuilding z Gdańska, Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Centrum Techniki Morskiej i PGZ Stoczni Wojennej. Seria Kormoran II jest obecnie największym jednolitym programem okrętowym polskiego przemysłu w XXI w. – co ważne, opartym w zdecydowanej większości na krajowym łańcuchu dostaw, od kadłuba, przez systemy walki, po integrację z sojuszniczymi sieciami wymiany danych.

Jak poluje się dziś na miny?

Choć określenie niszczyciel min brzmi niezwykle efektownie, współczesne okręty tego typu są raczej chirurgami dna morskiego niż hollywoodzkimi saperami. Kormorany II, w tym właśnie Jaskółka, zbudowano z amagnetycznej stali i wyposażono w cichy napęd elektryczny wspierany pędnikami cykloidalnymi. Dzięki temu ich własne pola magnetyczne i akustyczne są minimalne, co zmniejsza ryzyko przypadkowego uaktywnienia zapalników min reagujących na zbliżający się okręt .

Zamiast wchodzić na minę, jednostki stają się pływającym centrum dowodzenia dla całej chmary bezzałogowych pojazdów podwodnych i zdalnie sterowanych ładunków. Najpierw sonar kadłubowy i holowane głowice przeszukują dno w poszukiwaniu podejrzanych obiektów. Potem w ruch idą niewielkie drony o napędzie elektrycznym, które z kamerą i sonarami zbliżają się do celu, wykonują precyzyjne zdjęcia, a w razie potrzeby podkładają ładunki niszczące.

Całością zarządza zintegrowany system walki SCOT-M, który scala dane z sensorów, map nawigacyjnych i łączności z innymi jednostkami. Na pokładzie znalazła się także armata OSU-35K kalibru 35 mm – system przeciwlotniczy zdolny zwalczać małe cele powietrzne, jak śmigłowce czy drony – oraz wielkokalibrowe karabiny maszynowe i ręczne zestawy przeciwlotnicze Grom/Piorun. To wszystko razem ma sprawić, że okręt, który z definicji musi działać powoli i metodycznie, nie będzie całkowicie bezbronny wobec współczesnych zagrożeń z powietrza.

Sam kadłub Kormorana II ma około 58 m długości i ponad 10 m szerokości, a wyporność rzędu kilkuset ton. To niewielki okręt w porównaniu z fregatami czy niszczycielami, za to wysoce wyspecjalizowany. Każdy metr sześcienny jego wnętrza podporządkowano jednemu celowi: bezpiecznie znaleźć, zidentyfikować i unieszkodliwić minę, bez narażania załogi i bez zamykania całego akwenu na tygodnie.

Bałtyk pełen niewybuchów

To wszystko nie jest fanaberią miłośników marynarki, tylko odpowiedzią na bardzo duży problem. Szacuje się, że w Morze Bałtyckie trafiło w czasie obu wojen światowych ponad 1,5 mln ton amunicji i materiałów wybuchowych – od klasycznych min po chemiczne środki bojowe. Znaczna część wciąż zalega na dnie, a każda inwestycja w infrastrukturę morską – kabel energetyczny, gazociąg, farmę wiatrową – oznacza ryzyko spotkania z arsenałem sprzed kilkudziesięciu lat.

Do tego dochodzi współczesne zagrożenie. Miny morskie są tanim, prostym i bardzo skutecznym narzędziem paraliżowania żeglugi. Wystarczy kilka dobrze położonych ładunków, by zmusić armatorów i ubezpieczycieli do omijania danego akwenu szerokim łukiem. Widzimy to już na Morzu Czarnym, gdzie po rosyjskiej agresji na Ukrainę dryfujące miny stały się poważnym problemem dla statków ze zbożem, ropą i paliwami, a Rumunia, Turcja i Bułgaria powołały wspólny zespół do ich wykrywania i neutralizacji.

Bałtyk jest mniejszy, płytszy i znacznie gęściej opleciony infrastrukturą niż Morze Czarne – od rurociągów i kabli, po planowane i istniejące farmy wiatrowe. Każdy nowoczesny niszczyciel min to więc element nie tylko bezpieczeństwa wojskowego, ale też gospodarczego: utrzymania eksportu przez polskie porty, ciągłości dostaw gazu i energii oraz odporności na szantaż związany z blokowaniem torów wodnych.

Jaskółka z długim rodowodem

Nowy niszczyciel min odziedziczył nazwę po kilku poprzedniczkach. Pierwsza Jaskółka trafiła do polskiej floty jeszcze w okresie międzywojennym jako przejęty poniemiecki trałowiec. Druga była pierwszym z serii 6. trałowców typu Jaskółka – pierwszych okrętów przeciwminowych zaprojektowanych i zbudowanych w całości w Polsce w latach 30. To właśnie one, wraz z innymi minowcami, w 1939 r. stawiały zagrody minowe, które kosztowały Kriegsmarine więcej niż niejeden artyleryjski pojedynek.

Zobacz także:

Trzecia Jaskółka była już jednostką poradziecką, służącą tuż po wojnie. Teraz nazwa wraca na burtę okrętu, który w niczym nie przypomina stalowych sylwetek sprzed dekad – zamiast prostych trałów ma sonar przypominający tomograf, zamiast bosmana z lornetką w kiosku – operatorów patrzących w ścianę ekranów w centrum operacyjnym.

REKLAMA

Ta symbolika jest nieprzypadkowa. Nowa Jaskółka ma spinać klamrą cały wiek polskich wysiłków w walce z morskim zagrożeniem minowym: od stalowych trałowców z Gdyni z lat 30. po nowoczesne niszczyciele min, które potrafią współpracować z satelitami, dronami i sieciami sojuszniczymi.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-04T06:21:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-03T18:51:17+01:00
Aktualizacja: 2026-03-03T15:46:55+01:00
Aktualizacja: 2026-03-03T10:49:37+01:00
Aktualizacja: 2026-03-03T10:05:40+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA