Kasy samoobsługowe zabierają pracę. Są niepokojące dane
Coś, co dawno było przewidywane i można było zaobserwować nawet gołym okiem w sklepie, staje się potwierdzonym w statystykach faktem.

Portal wiadomoscihandlowe.pl powołując się na badania firmy Grant Thornton "Oferty pracy w Polsce" zauważa, że sklepy coraz częściej decydują się na ograniczenie zatrudnienia. Dotyczy to głównie sprzedawców i kasjerów.
W grudniu 2025 r. liczba ofert była dla tych stanowisk niemal 25 proc. niższa niż w analogicznym okresie 2024 r.
Podobne dane płyną z GUS: przeciętne zatrudnienie w handlu spadło o 2,8 proc.
Jak zauważają wiadomościhandlowe.pl, choć według ekspertów nie ma jednoznacznej przyczyny, to "rosnący poziom automatyzacji (…) niewątpliwie pozwala na redukcję części stanowisk operacyjnych".
Zamiast czterech czy sześciu kas z kasjerami wystarczy jeden asystent kas oraz elastyczne reagowanie kierownika na ewentualne kolejki – zauważa portal.
Twarde dane potwierdzają mój dowód anegdotyczny. W ciągu dwóch lat w sklepie, w którym robię zakupy, kasy samoobsługowe niemal w całości wyparły te tradycyjne. Na początku było ich kilka, teraz już jest kilkanaście. A stanowisko z kasjerami rzadko kiedy jest czynne. Ci, którzy płacą gotówką, mogą też robić to przy samoobsłudze – po prostu wciskają odpowiedni przycisk na kasie, który wzywa pracownika.
W praktyce pracownik sklepu, który wcześniej obsługiwał jedną kasę, teraz na swoich barkach ma ich ok. 15. A to zatwierdza produkty dla dorosłych, a to wyjaśnia nieporozumienia, a to przyjmuje płatność gotówkową. Tej osoby technologia na pewno nie wyręczyła, za to przysporzyła większą liczbę obowiązków.
Być może to wcale nie tak, że kasy zabrały pracę – dawni kasjerzy w tym czasie zajmują się innymi rzeczami. Wykładają towar na półki albo są w magazynie. Ale nowych pracowników jak widać nie przybywa.
Co dalej? Kto wstawi się za kasjerami?
Raczej nie kasy samoobsługowe, na które w trakcie protestów liczyć nie można. W Belgii pojawił się pomysł podatku, który ma ograniczyć skutki automatyzacji sklepów.
Władze miejskie ogłosiły wprowadzenie rocznego podatku w wysokości 519 euro za każdą kasę samoobsługową. Oficjalny powód to ochrona miejsc pracy i wsparcie dla małych przedsiębiorstw, które nie mają środków na kosztowną automatyzację. Według urzędników taki ruch ma przynieść do budżetu około 77 tys. euro rocznie. Ale to nie tylko kwestia pieniędzy. Lokalni politycy podkreślają, że podatek ma również funkcję społeczną, przeciwdziałając zbyt szybkiemu zastępowaniu pracowników technologią. Ma to być forma wyrównania szans między dużymi sieciami handlowymi a małymi sklepami.
Na Słowacji pojawiły się nawet nawoływania do bojkotu kas samoobsługowych. Niezadowoleni klienci domagali się obsługi przez człowieka, a nie maszynę.
Jakoś nie mogę wyobrazić sobie podobnych akcji w Polsce. U nas póki co jest odwrotnie – chcemy większej liczby kas samoobsługowych. Sklepy nie mają wyjścia i nawet te, które nie garnęły się do montażu, zmieniają zdanie.
Czy w końcu zacznie brakować nam tradycyjnej obsługi? Oby tylko nie okazało się, że na takie refleksje będzie za późno.







































