Kupujemy coraz więcej filmów na płytach. "Ludzie mają dość streamingu"
Po latach spadków rynek Blu‑ray UHD odbił się w ubiegłym roku o 12 proc. To sygnał, że fizyczne nośniki wciąż mają sens - zwłaszcza dla tych, którzy wolą prawdziwą jakość i filmy na własność, a nie na łasce streamingu.

Rynek fizycznych wydań filmowych od lat wyglądał jak równia pochyła. DVD i klasyczne Blu‑ray topniały z roku na rok, a nawet UHD Blu‑ray - format, który miał być ostoją jakości - nie potrafił utrzymać stabilnego poziomu. Aż do ubiegłego roku.
Według najnowszego raportu Digital Entertainment Group sprzedaż UHD Blu‑ray w Stanach Zjednoczonych wzrosła o 12 proc. rok do roku. Co należy podkreślić, stało się to mimo braku dużych premier kinowych w czwartym kwartale, które zwykle napędzają sprzedaż fizycznych wydań.
Czytaj też:
To pierwszy tak wyraźny wzrost od 2018 r., kiedy format zaczął systematycznie tracić udział w rynku. W 2025 r. całkowite wydatki Amerykanów na DVD, Blu‑ray i Blu‑ray UHD wyniosły 870 mln dol., co oznacza spadek o 9,3 proc. - ale to i tak dużo łagodniejszy zjazd niż rok wcześniej, gdy rynek skurczył się o ponad 23 proc.
Kolekcjonerzy i entuzjaści robią swoje
Z czego wynika ten nagły zwrot? Najprościej: z ludzi takich jak my. Z osób, które wiedzą, że streaming - nawet najlepszy - nie jest w stanie dorównać fizycznemu nośnikowi pod względem jakości obrazu i dźwięku. I które chcą mieć filmy na własność, a nie „wypożyczone” z chmury, gdzie mogą zniknąć lub zostać podmienione.
Streamingowe „4K” często nie ma wiele wspólnego z pełnoprawnym 4K. Kompresja robi swoje - szybkie sceny potrafią się rozmywać, a dźwięk bywa okrojony do minimum dynamiki. Blu‑ray UHD to wciąż najwyższa dostępna jakość, z przepływnością, której żaden serwis VOD nie jest w stanie zaoferować.
Do tego dochodzi czynnik kolekcjonerski. W czasach gdy filmy potrafią znikać z platform z dnia na dzień posiadanie fizycznej kopii staje się formą zabezpieczenia. I coraz więcej osób zaczyna to rozumieć.
Streaming rośnie, ale… coraz wolniej
Nie oznacza to oczywiście, że streaming ma się źle. Wręcz przeciwnie - w ubiegłym roku Amerykanie wydali na subskrypcje aż 57,5 mld dol., o prawie 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Ale segment transakcyjny, czyli kupowanie filmów online, już nie wygląda tak różowo.

Zakupy cyfrowe (EST) spadły o 3,3 proc., a wypożyczenia (VOD) o 4,7 proc. DEG tłumaczy to słabą ofertą premier kinowych w końcówce roku, ale trudno nie zauważyć szerszego trendu: ludzie coraz częściej wybierają subskrypcje zamiast cyfrowych „zakupów”, które i tak nie dają pełnej własności.
A jeśli ktoś chce mieć film naprawdę na własność - z pełną jakością, dodatkami, bez ryzyka usunięcia - to zostaje mu tylko fizyczny nośnik.
Paradoks rynku: popyt rośnie, a producenci… uciekają
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że wzrost sprzedaży treści na Blu‑ray UHD następuje w momencie, gdy część producentów sprzętu wycofuje się z odtwarzaczy. LG już oficjalnie zakończyło produkcję wszystkich modeli Blu‑ray i Blu‑ray UHD. Sony od lat nie wprowadziło nic nowego.
To tworzy paradoks: popyt na płyty rośnie, ale sprzęt do ich odtwarzania staje się towarem deficytowym. Jeśli trend wzrostowy się utrzyma to producenci mogą jeszcze zmienić zdanie - ale na razie kolekcjonerzy muszą polować na ostatnie dostępne modele.
Czy to początek renesansu fizycznych wydań? Raczej nie
Ale to może być początek stabilizacji. Blu‑ray UHD staje się niszą - ale niszą zdrową, lojalną i gotową płacić za jakość. Taką, która nie zniknie z dnia na dzień, bo stoi za nią realna wartość: najwyższa jakość obrazu i dźwięku oraz pełna kontrola nad własną kolekcją. Streaming coraz częściej przypomina telewizję kablową 2.0 - z rosnącymi cenami, reklamami i znikającymi tytułami - fizyczne nośniki zaczynają wyglądać jak bezpieczna przystań. Dla mnie są nimi od dawna.



















