REKLAMA

Czarny rynek broni rośnie przy Polsce. "Najbardziej dochodowy towar"

Ukraińscy hakerzy rozbijają siatkę przemytników, którzy wywożą rosyjską broń z frontu przez Krym na czarny rynek w Europie i Afryce.

Krym stał się autostradą dla broni. Szlak przemytników odsłonięty
REKLAMA

Wojna w Ukrainie coraz mocniej przypomina wielką fabrykę kontrabandy. Nowe śledztwo ukraińskich hakerów i analityków pokazuje, jak rosyjscy oficerowie, ludzie Ramzana Kadyrowa i krymskie porty tworzą razem szlak, którym broń z frontu płynie na czarny rynek – od Rosji po Afrykę i Europę. Wszystko to opisuje artykuł opublikowany na łamach InformNapalm.

REKLAMA

Krym zamiast magazynu. Jak front zamienia się w hurtownię?

Ukraińska grupa hakerów z 256. Dywizji Cyberataków, współpracująca z międzynarodowym zespołem śledczym InformNapalm, od miesięcy obserwuje cyfrowe ślady rosyjskich żołnierzy. W najnowszej operacji hakerzy włamali się do kont kilku oficerów armii rosyjskiej i odtworzyli to, co do tej pory funkcjonowało głównie jako podejrzenie: z linii frontu w Zaporożu i na południu Ukrainy broni nie tylko nie ubywa. Część z niej po prostu znika z ewidencji i wędruje w stronę Krymu.

To właśnie okupowany półwysep ma dziś być jednym z najważniejszych, a przy tym relatywnie bezpiecznych hubów logistycznych dla przemytników. Z dokumentów i korespondencji wynika, że broń wyjeżdża z zaplecza frontu w kolumnach wojskowych, mija posterunki Rosgwardii na trasie Berdiansk – Melitopol – Czonhar – Symferopol i bez większych problemów przekracza administracyjną granicę z Krymem.

Kluczową rolę odgrywają tu lojalne zmiany na blokpostach, czyli punktach kontrolnych. Część patroli ma według przechwyconych danych przymykać oko na zawartość ciężarówek w zamian za łapówkę. Dla stałych klientów przygotowywany jest wręcz nieformalny zielony korytarz, w którym dokumenty i fizyczny ładunek nie muszą do siebie pasować.

Major po wyroku, który odkrył, że broń sprzedaje się lepiej niż narkotyki

Twarzą tej historii stał się major Jewgienij Dmitrijew – oficer 291. Pułku kompanii karnej Szturm V. Z dokumentów sądowych wynika, że jeszcze w 2023 r. został skazany za handel narkotykami w dużej skali. Zamiast odsiadki dostał kontrakt na wojnę. Dwuletnia służba miała być biletem wyjścia z kolonii karnej.

Dmitrijew trafił na front jako dowódca oddziału złożonego w dużej mierze z więźniów, którym obiecano ułaskawienie. W jego przypadku wojna szybko stała się kolejnym biznesem. Ze zdobytych dokumentów wynika, że kluczem do całego procederu było kreatywne zarządzanie uzbrojeniem.

Schemat jest prosty i niezwykle brutalny. Część żołnierzy wysyłano do ataku z minimalnym zapasem amunicji albo wręcz bez broni, pod hasłem, że zdobędą ją w boju. Karabiny, które powinni mieć na wyposażeniu, pozostawały na tyłach i w papierach znikały jako zniszczone lub utracone. Podobnie traktowano trofea – sprzęt znaleziony po walkach, którym nikt oficjalnie się nie chwalił.

W ten sposób w rękach oficerów pojawiały się nadwyżki: kałasznikowy, granatniki, amunicja. Formacja artyleryjsko-rakietowa oraz magazynierzy mieli na tym swoje prowizje – od kilkudziesięciu do kilkuset dolarów za sztukę broni. Reszta była czystym zyskiem dla tych, którzy organizowali kanał sprzedaży.

Kadyrowcy otwierają zielony korytarz

Według śledztwa Dmitrijew szybko trafił na ludzi z batalionu Wostok-Achmat – jednostki podporządkowanej Ramzanowi Kadyrowowi. To oddział, którego kadry składają się głównie z Czeczenów i Dagestańczyków, ulokowany w rejonie Askanija Nowa na południu Ukrainy i w kilku okolicznych miejscowościach.

To właśnie tam miały się zbiegać nitki szlaku z frontu na Krym. Kadyrowcy oferowali nie tylko dostęp do klientów, ale przede wszystkim parasol bezpieczeństwa. Mają swoich ludzi w Rosgwardii, znają grafik kontroli na checkpointach, dostają sygnał o planowanych nalotach kontrwywiadu czy FSB.

W jednej z przechwyconych rozmów pośrednik z Wostok-Achmat przechwala się, że jest w stanie przepchnąć przez granicę praktycznie dowolny ładunek – nawet najcięższą możliwą broń. Ton tej deklaracji dobrze oddaje poczucie bezkarności wśród ludzi, którzy na wojnie dorobili się nie tylko odznaczeń, ale i wpływów.

Konkurencją dla kadyrowskiego kartelu była przez chwilę kryminalna grupa Espaniola, złożona z rosyjskich ultrasów piłki nożnej i skrajnej prawicy. Według śledczych korzystała z podobnych szlaków i zasłaniała się konwojami humanitarnymi. Jej lider został zastrzelony pod Sewastopolem. W środowisku przestępczym mówi się, że to efekt walki o dostęp do krymskiego korytarza.

Z Krymu na tankowce floty cieni

Krym nie jest stacją końcową. To raczej wielki węzeł, gdzie broń z frontu przechodzi metamorfozę z wojskowego mienia w towar. Dalej w drogę wyrusza już niekoniecznie w wojskowych ciężarówkach, lecz na pokładzie tankowców i statków zaangażowanych w rosyjską flotę cieni – sieć jednostek, które od lat służą do omijania sankcji na ropę naftową.

Z zebranych danych wynika, że tym samym kanałem co paliwo mogą płynąć skrzynie z bronią i materiałami wybuchowymi. Kierunki to rosyjskie regiony, gdzie rośnie przestępczość z użyciem broni, a także państwa w Europie, Afryce i Azji Zachodniej, gdzie każde dodatkowe źródło uzbrojenia jest szybko wchłaniane przez lokalne konflikty lub gangi.

Przeczytaj także:

Skalę problemu widać w statystykach rosyjskich służb. W grudniu 2025 r. FSB pochwaliła się szeroko zakrojoną operacją przeciwko handlarzom bronią: zatrzymano 169 osób w 53 regionach, przejęto karabiny, granatniki, miny i setki tysięcy sztuk amunicji. Jednocześnie dane prokuratury pokazują skokową liczbę przestępstw z użyciem nielegalnej broni – szczególnie w regionach przyfrontowych.

Siatka opisana w dokumentach hakerów uniknęła jak dotąd aresztowań. Oficer, który zamiast odsiedzieć wyrok miał przeczekać go w okopach, w międzyczasie awansował na urzędnika w strukturach śledczych w okupowanym Doniecku.

Hakerzy odwracają strumień pieniędzy

Śledztwo przyniosło nie tylko wiedzę o trasach kontrabandy. Ukraińscy hakerzy wykorzystali przejęte konta Dmitrijewa do wykonania operacji psychologicznej. Podszywając się pod majora, skontaktowali się z administratorami popularnego rosyjskiego kanału propagandowego na Telegramie Fundacja 2 Majorów, który prowadził zbiórkę pieniędzy na potrzeby 291. pułku.

Uwierzyli, że rozmawiają z bohaterem frontu. W efekcie część zebranych środków miała trafić nie do rosyjskich żołnierzy, lecz do Sił Specjalnych Ukrainy, które przeznaczyły je na zakup dronów. Z punktu widzenia rosyjskiej propagandy to cios symboliczny: datki lojalnych widzów wzmocniły dokładnie tych, których kanał od lat oczernia.

Broń nie zniknie po ostatnim strzale

Setki tysięcy sztuk broni, miliony sztuk amunicji, granatniki, materiały wybuchowe – to wszystko, co dziś jest wyposażeniem armii, jutro może stać się paliwem dla zupełnie innych konfliktów. Szlaki, które teraz służą przemytnikom z Kaukazu i oficerom z jednostek szturmowych, jutro mogą obsługiwać już zupełnie nowych klientów. Jeśli czarny rynek broni rośnie w cieniu wojny, to prędzej czy później jego skutki odczujemy również my. I to niekoniecznie na pierwszych stronach gazet, ale na komisariatach, w statystykach przestępczości i w raportach służb specjalnych.

REKLAMA

*Źródło grafiki wprowadzającej: Gil-Design, Canva; FotoDax, Shutterstock.com

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-01-12T20:38:13+01:00
Aktualizacja: 2026-01-12T19:32:29+01:00
Aktualizacja: 2026-01-12T19:24:18+01:00
Aktualizacja: 2026-01-12T18:49:39+01:00
Aktualizacja: 2026-01-12T17:49:27+01:00
Aktualizacja: 2026-01-12T16:08:15+01:00
Aktualizacja: 2026-01-12T15:04:31+01:00
Aktualizacja: 2026-01-12T11:41:31+01:00
Aktualizacja: 2026-01-12T10:50:53+01:00
Aktualizacja: 2026-01-12T08:50:07+01:00
Aktualizacja: 2026-01-12T08:14:20+01:00
Aktualizacja: 2026-01-12T08:06:52+01:00
Aktualizacja: 2026-01-12T06:42:07+01:00
Aktualizacja: 2026-01-12T06:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-12T06:10:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-11T16:10:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA