1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Technologie

Jest pierwsza łatka do GTA: The Definitive Edition. Lista poprawek dłuższa od niejednej recenzji

GTA: The Trilogy – The Definitive Edition absolutnie zdetronizowało Cyberpunka 2077 w kategorii "najgorzej przyjęta premiera gry dużego studia". Teraz Rockstar bije się w pierś i wypuszcza pierwszą łatkę. Lista poprawek jest kolosalna.

gta the trilogy the definitive edition nintendo switch screenshot gta 3

Powiedzieć, że Rockstar stworzył potworka, to nic nie powiedzieć. Odświeżone GTA: The trilogy to prawdopodobnie najbardziej leniwy remaster, jaki powstał w ostatnich latach. Gra nie tylko została stworzona na bazie kodu gry mobilnej bez większej weryfikacji na nowych platformach, ale też towarzyszył jej szereg kontrowersyjnych zabiegów, takich jak usunięcie niektórych piosenek z kultowego soundtracku lub wycofanie oryginalnej trylogii ze sklepów.

Na efekty nie trzeba było długo czekać: społeczność graczy przemówiła i dała remasterowi najniższą w historii ocenę w serwisie Metacritic. Nie chodziło bowiem o to, że GTA: The Trilogy jest złe. Raczej o to, że Rockstarowi jakimś cudem udało się stworzyć remaster z większą liczbą błędów i graficznych koszmarków niż blisko 20-letnich oryginałach. Na konsoli Nintendo dodatkowo gra nie otrzymała mnóstwa usprawnień graficznych, a mimo to zdarzają się jej częste spadki płynności do poziomu 15 FPS. Cyk, 270 zł poproszę.

GTA: The Trilogy – pierwsza łatka naprawia tonę błędów.

Oczywiście wśród graczy znaleźli się też tacy, którzy przez różowe okulary nostalgii odmawiali przyjęcia do wiadomości, jak tragicznie niedopracowane są nowe edycje legendarnych gier. Cóż, patrząc na listę poprawek, jaką wprowadza pierwszy patch do gry, naprawdę trzeba być pod silnym wpływem efektu wspierania decyzji, by przymknąć oko na taką listę błędów:

GTA: The Trilogy - patch 1.02
GTA: The Trilogy - patch 1.02

Pierwszy patch oznaczony numerem 1.02 wprowadza masę poprawek. Lista jest dłuższa od niejednej recenzji gry, jaką znajdziemy w internecie! We wszystkich tytułach poprawione zostaną błędy lokalizacji czy błędy z teksturami, obiektami oraz plikami audio (które – trzeba to podkreślić – nigdy nie powinny mieć miejsca). Potem dochodzą długie listy poprawek dla konkretnych tytułów, z których najdłuższa dotyczy Grand Theft Auto: San Andreas. Naprawiono np. kuriozalny błąd, przez który deszcz… padał do góry.

Patch ukazał się na Playstation i Xboxy starej i nowej generacji. Pecetowcy i Switchowcy muszą najwyraźniej jeszcze trochę poczekać, aczkolwiek miło, że przynajmniej w końcu da się grę na PC kupić, bo z powodu wycieku plików Rockstar zablokował tę możliwość na kilka dni tuż po premierze. Jaka piękna katastrofa.

Rozumiem argumenty wszystkich, którzy odpalają GTA: The Trilogy po raz pierwszy i świetnie się bawią. Zwłaszcza tych graczy, którzy serię poznali dopiero przy okazji GTA V i teraz pierwszy raz mają szansę wrócić do trójwymiarowych korzeni tego megabestsellera. Oryginalna trylogia to zestaw gier absolutnie przełomowych, które fabularnie i gameplayowo bronią się do dziś i nadal mogą wessać na setki godzin.

Nie da się jednak przymknąć oka na to, jak tragicznie rozegrana została ta premiera po stronie Rockstara, zwłaszcza po stronie edycji na PC. Rockstar na szczęście jest świadom skali niezadowolenia graczy i chyłkiem wycofał się z pomysłu usunięcia oryginalnej trylogii ze sklepów. A jakby tego mało, dla nabywców remasteru rozdaje oryginalną trylogię gratis (chyba nie dało się bardziej przyznać do błędu, niż poniekąd uznając, że kilkunastoletnie gry są lepsze od świeżutkich remasterów…).

Osobiście nadal nie zapłaciłem za remaster i nie mam zamiaru tego zrobić, dopóki Rockstar nie naprawi kuriozalnych problemów z grą także na PC. Obawiam się jednak, że nawet gdy będę zadowolony przemierzał ulice Liberty City, Vice City i bezdroża San Andreas, gdzieś na końcu języka nadal będę czuł niesmak, jaki pozostanie po tej haniebnej premierze.