Sprzęt  / Artykuł

Apple zapłaci za spowalnianie iPhone'ów. Klienci dostaną łącznie pół miliarda dolarów

140 interakcji
dołącz do dyskusji

Apple został nakryty na spowalnianiu działania swoich iPhone'ów i teraz firma będzie musiała za to zapłacić. Nawet mi jej nie żal.

Afera związana ze spowalnianiem starszych iPhone’ów przez iOS-a wybuchła ponad dwa lata temu. Pod koniec 2017 r. wyszło na jaw, że Apple zastosował w swoim mobilnym systemie operacyjnym mechanizm, który sprawiał, że część starszych telefonów firmy z Cupertino działała po pewnym czasie wolniej niż w dniu zakupu.

Okazało się, że spowalnianie iPhone’ów to nie bug, a feature.

Po odkryciu tego budzącego ogromne kontrowersje mechanizmu na firmę z Cupertino spadła lawina słusznej krytyki. Co prawda szybko się okazało, że Apple spowalniał tylko te telefony, w których ogniwo zasilające zasilające się zużyło — i to do takiego stopnia, że konieczna była wizyta w serwisie, by nie wyłączały się pod obciążeniem — ale mleko się rozlało.

Największą przewiną Apple’a w tej sprawie był fakt, że producent iPhone’ów nie informował swoich klientów o tym, co się właściwie dzieje, w należyty sposób. Osoby krytykujące tę postawę przekonują, że mogło to prowadzić do tego, że konsumenci wymieniali swoje telefony bez potrzeby na nowe, a firma z Cupertino została zmuszona do rewizji swojego podejścia.

Na szczęście mechanizm spowalniający iPhone’y, w których akumulator wymaga już wymiany, pozostał na swoim miejscu.

Producent zmienił sposób komunikacji z użytkownikami i na pewien czas obniżył ceny wymiany ogniw, a w systemie iOS 11.3 znalazła się informacja o sprawności ogniwa. Nadal jednak, jeśli spadnie ona poniżej 80 proc. — co oznacza, że konieczna jest już wymiana i można to porównać do łysych opon w aucie — w chwili szczytowego poboru mocy telefon spowolni zamiast się wyłączyć.

Apple zrobił jednak coś, czego robić nie lubi: dał klientom wybór. Konsumenci, które cenią sobie surową moc obliczeniową nad niezawodność, mogą teraz wybrać, by wydajność nie spadała nawet wtedy, gdy zachodzi ryzyko wyłączenia się urządzenia ze zużytym ogniwem. Te zmiany wprowadzono jednak zbyt późno, a firma dostaje kolejne kary za uszczęśliwianie klientów na siłę.

Klienci w Stanach Zjednoczonych są zaś na dobrej drodze, by uzyskać odszkodowanie od firmy Tima Cooka.

Jak podaje Yahoo, sędzia Edward Davila zatwierdził wstępnie, że Apple zapłaci do 500 mln dol. w ramach ugody z klientami, którym nie spodobał się brak jasnej informacji na temat spowalniania urządzeń. Osoby biorące udział w pozwie zbiorowym muszą jednak poczekać na rozprawę finalizującą całą sprawę aż do grudnia 2020 r. ze względu na zamieszanie związane z koronawirusem.

W pozwie zbiorowym swoje roszczenia zgłaszali konsumenci, którzy używali takich telefonów jak iPhone 6s, iPhone 7 oraz iPhone SE (2016) przed 21 grudnia 2017 r. Każdy taki posiadacz telefonu firmy z Cupertino ma otrzymać po 25 dol. na głowę, ale ta kwota może wzrosnąć nawet do 500 dol. jeśli tylko suma kosztów poniesionych przez Apple’a nie przekroczy kwoty 310 mln dol.

To jednak tylko jedna ze spraw, jakie wytoczono Apple’owi po wybuchu tej afery. Podobnie jednak jak wcześniej we Francji firma oskarżana jest nie o „planowane postarzanie produktów”, co jej zarzucano, tylko o brak przejrzystości w działaniu. Problem nie leży w spowalnianiu urządzeń per se, co w określonych przypadkach akurat to jest działaniem w interesie konsumentów.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst