Gry  / News

Wielka, otwarta mapa battle royale dla nowego Call of Duty trafiła do sieci. Lokacja jest jak potwór Frankensteina

Doktor Treyarch z szaleńczym śmiechem pociągnął na dźwignię. Skrzydła dachu zaczęły zjeżdżać po stalowych szynach, odsłaniając burzowe niebo. Wielka antena stojąca na środku pomieszczenia buchnęła iskrami, gdy uderzył w nią piorun. Ładunek elektryczny przeszedł kablami w kierunku biurka, na którym leżała płyta z grą Call of Duty: Black Ops 4.

-To żyje! - krzyknął szalony naukowiec z czarną koszulką „Black Ops“ widoczną pod białym kitlem. Monstrum dostało potężną dawkę energii, która miała ożywić mapę dla trybu Blackout. Mapę zbudowaną z kawałków poprzednich lokacji wieloosobowych w serii Call of Duty, pozszywanych grubymi nićmi niczym potwór Frankensteina. Właśnie tym jest otwarta lokacja dla modułu battle royale. Zbitką miejsc z poprzednich aren Black Ops, sklejoną w jedną całość.

Treyarchowi można zarzucić, że poszedł na łatwiznę. Mnie się ten pomysł naprawdę podoba.

Do sieci wyciekła mapa otwartej areny w Call of Duty: Black Ops 4, przeznaczonej wyłącznie dla trybu battle royale. Na pierwszy rzut oka lokacja przypomina topografią obszary z PUBG oraz H1Z1. Dopiero bliższa analiza pozwala odkryć, że wygląd konkretnych miejsc wchodzących w skład lokacji jest dziwnie znajomy. Nuketown? Asylum? Turbine? To ułożenie budynków nie może być przypadkowe...

Okazuje się, że mapa dla modułu Blackout składa się z obszarów do gry wieloosobowej z poprzednich odsłon Black Opsa. Twórcy z Treyarch po prostu wzięli pokaźne fragmenty klasycznych map PvP, a następnie umieścili je w jednym, ułożonym z rozmaitych puzzli świecie. To właśnie w nim będzie ze sobą walczyć do 100 graczy jednocześnie. Oczywiście zwycięzca może być tylko jeden.

Wiele osób może w tym momencie pomyśleć, że deweloperzy idą na łatwiznę. W pewnym sensie tak jest. Treyarch korzysta z gotowych zasobów, których recykling jest znacznie szybszy niż tworzenie nowej zawartości kompletnie od zera. Z drugiej strony, obecność znanych i lubianych map to dla fanów Call of Duty wielki powód do radości. W Blackout pojawią się wycinki kultowych wręcz miejsc walk, na których gracze spędzili dawniej dziesiątki, jak nie setki godzin.

No bo który fan Black Ops nie będzie chciał wylądować na wyspie Nuketown?

Szykuje się powrót do Nuketown

Nowa mapa to ukłon w kierunku miłośników sieciowego PvP, którzy na nowo odkryją ulubione lokacje. Muszę przyznać, że o ile w większości przypadków recykling zawartości to zjawisko które piętnuję, tym razem pomysł zabawy w puzzle mocno do mnie przemawia. Pierwsze reakcje społeczności również wskazują na to, że mapa spotka się z ciepłym przyjęciem.

Niestety, pomimo uczestnictwa w dwóch testach alfa Call of Duty: Black Ops 4, wciąż nie miałem przyjemności przetestowania trybu Blackout. To się zmieni już 10 września, kiedy razem z innymi graczami będę miał możliwość wzięcia udziału w otwartej becie modułu battle royale. Jestem naprawdę ciekawy, co z tego wyjdzie. Od ciasnych map z Call of Duty zawsze wolałem wielkie, epickie pola bitew z Battlefielda. Tym chętniej sprawdzę, jak Black Ops 4 radzi sobie z rozległymi, otwartymi lokacjami.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst