Tech  / Artykuł

Sam zdecydujesz, komu sprzedać dane osobowe i sam na tym zarobisz. Polskie IOVO szykuje reklamową rewolucję

RODO to martwe przepisy. Polskie IOVO tworzy platformę dla ochrony i monetyzacji danych. Sprzedawać swoje informacje będzie mógł każdy internauta, a portale zyskają transparentny sposób wymiany wartości w internecie. Zapowiada się ciekawie.

Czy kojarzycie Brittany Kaiser? Zapewne nie. Posłużę wyjaśnieniem, że jest to była szefowa Cambridge Analytica. Tego Cambridge Analytica - znanego z afery z wykorzystaniem danych użytkowników Facebooka. Pani Kaiser dołączyła do polskiego projektu IOVO i określiła go mianem rozwiązania, które może naprawić Facebooka.

Czym jest IOVO?

Firmę z polskim rodowodem można najkrócej określić jako cyfrowy portfel danych w internecie. Każdy internauta posiada swój własny portfel, z którego może sprzedawać część danych reklamodawcom, otrzymując za to jednocześnie wynagrodzenie. To użytkownik jest właścicielem danych i może decydować, że z reklamodawcą z Facebooka podzieli się zainteresowaniami, a z reklamodawcą z WP datą urodzenia.

Architektura IOVO działać ma na blockchainie i być gotowa za 1,5 roku. Wedle swoich twórców strony internetowe i media społecznościowe będą chciały integrować się z IOVO, aby pokazać, że traktują dane swoich użytkowników poważnie i mają ich za coś więcej niż "ciasteczka".

IOVO to jednak bardzo skomplikowany projekt. Dlatego postanowiłem wyjaśnić szczegóły w rozmowie z jego współtwórcą, Krzysztofem Gagackim.

Krzysztof Gagacki, współtwórca IOVO.

Karol Kopańko, Spider’s Web: Jak na arenie międzynarodowej prezentują się europejskie rozwiązania w kwestii ochrony danych osobowych? Wiadomo, że jesteśmy na tym punkcie najbardziej na świecie skoncentrowani, ale jak wielka jest to różnica w stosunku do Stanów Zjednoczonych czy Azji?

Krzysztof Gagacki, współtwórca IOVO: USA są mocno zderegulowane, wynika to z ideowej tradycji tego rynku, silnej wiary z dobrą naturę "niewidzialnej ręki rynku". Z kolei rynki azjatyckie różnią się wewnętrznie stopniem państwowej kontroli cyfrowych danych, która swoje apogeum osiąga w Chinach. Europa przoduje w walce o prawa człowieka w cyfrowym świecie, jednak same regulacje to jedynie powierzchowne rozwiązania. Dobrzy prawnicy czy programiści zawsze wymyślą, jak je obejść.

A propos przepisów – czy IOVO jest zgodne z RODO?

W pełni. Idziemy nawet dalej. Nie dosyć, że zapewniamy użytkownikom udział w zyskach pochodzących z ich danych, to jeszcze zabezpieczamy je automatycznie od strony technicznej, a nie jedynie w oparciu o przepisy.

A RODO to tylko przepisy, tak?

RODO to prawdziwa rewolucja w świecie danych i nadużyć z nimi związanych. Jest to jednak po pierwsze rozwiązanie lokalne, europejskie, a nie globalne. Po drugie RODO jest bardzo silnym, ale jednak zabezpieczeniem czysto prawnym, które w praktyce dopuszcza - oczywiście karalne - nadużycia i handel danymi. Jako IOVO jesteśmy wielkimi zwolennikami RODO i wszystkich prawnych rozwiązań prowadzących do uregulowania kwestii baz danych oraz bezpieczeństwa i wolności użytkowników wszystkich platform cyfrowych. Sieć danych IOVO jako infrastruktura dla wszystkich platform i aplikacji stanowi techniczne zabezpieczenie, a nie jedynie prawne. Po drugie nie tylko oddaje władzę na własnymi danymi użytkownikom, ale też daje im systemową możliwość zarabiania na nich, czego nie są w stanie i nie będą nigdy w stanie ująć żadne regulacje.

Mówi Pan o zarabianiu na sprzedaży danych, co zgodnie z RODO jest zabronione.

Handel danymi osób trzecich w świetle nowego, unijnego rozporządzenia może być problematyczny, jednak w przypadku infrastruktury IOVO użytkownik sam decyduje o udostępnianiu swoich danych wybranym przez siebie podmiotom. To zupełnie inna sytuacja, w której IOVO służy jedynie za infrastrukturę umożliwiającą ochronę danych oraz ich monetyzację, a ich właściciel znajduje się w roli handlującego. Trudno, żeby RODO ingerowało w to, co robimy ze swoimi osobistymi danymi. Rozporządzenie unijne ma raczej utrudnić firmom ich nadużywanie, jednak bez odpowiedniej technologii wprowadzenie takich restrykcji w życie jest trochę jak walka z wiatrakami. Nie wróżę tu wielkich sukcesów.

Jak w praktyce ma przebiegać wykorzystanie platformy? Czy mógłby Pan opisać przykładowy scenariusz jej wykorzystania i funkcjonowania w kontekście Facebooka?

IOVO będzie środowiskiem, na którym powstawać będą wszystkie możliwe aplikacje, zwłaszcza te zdecentralizowane, czyli jednocześnie bezpieczne i szanujące dane użytkowników. Istniejące już aplikacje będą mogły przenieść zarządzanie swoimi danymi na infrastrukturę IOVO, pozyskując użytkowników, którym zależy na bezpieczeństwie i możliwości monetyzacji swoich danych, czyli w skrócie otrzymywania mikropłatności każdorazowo, kiedy udostępnią swoje dane świadomie zewnętrznej firmie.

I firma będzie od razu miała wszystkie dane jak na talerzu?

Dając zgodę na wgląd w nasze dane podejmujemy decyzję, jakie dane chcemy udostępnić, a jakie zostawić ukryte.

To może być dość pracochłonne.

By zapewnić użytkownikom płynność w korzystaniu z infrastruktury opracowaliśmy możliwość tworzenia reguł dla każdego z podmiotów, tak by za każdym razem, gdy strona zainteresowana będzie chciała wyświetlić dane znajdujące się w cyfrowym portfelu nie musiała pytać o zgodę, jednak dla każdej takiej sytuacji konieczne będzie uiszczenie mikro-opłaty za wgląd w cyfrowe informacje. Możliwość decydowania o rodzaju udostępnianych danych oznacza, że współpraca pomiędzy stronami może odbywać się bez konieczności zdradzania tożsamości osoby, od której danej pochodzą.

A co z danymi szczególnie wrażliwymi, jak np. dane medycznie?

Taki dane wymagają najwyższego poziomu bezpieczeństwa, dlatego IOVO wykorzystuje technologię zero knowledge proof - dowód zerowej wiedzy. Jest ona tak zaawansowana od strony kryptograficznej, że w jej złamaniu nie poradzą sobie nawet komputery kwantowe.

O jakich pieniądzach mówimy w kontekście sprzedaży danych przez jedną, prywatną osobę?

Trudno w tej chwili powiedzieć. Patrząc jednak na przychody największych hurtowni danych oraz obecny rynek danych na świecie, będzie to od kilkudziesięciu, czy nawet kilkuset dolarów miesięcznie wzwyż.

A na czym w takim razie zarabia IOVO?

IOVO jako takie nie ma celów zarobkowych. Projekt powstał jako odpowiedź na centralizację internetu i brak cyfrowych praw człowieka we współczesnym, zdigitalizowanym świecie.

W co w takim razie inwestują inwestorzy?

Środki zebrane od inwestorów zostaną w pierwszej kolejności przeznaczone na rozwój, czyli programowanie i budowę infrastruktury. Część z nich natomiast trafi do Fundacji IOVO, która wspierać będzie oraz samodzielnie rozwijać bezpieczne pod względem przetwarzania danych produkty.

I tu pojawia się szansa biznesowa.

Dokładnie. IOVO pobierać będzie także bardzo małą część prowizji od wszystkich transakcji, co wraz z rozwojem sieci stanowić będzie źródło dochodu. W pierwszej kolejności chcemy jednak wdrożyć nowe demokratyczne zasady dla cyfrowego świata, a następnie konkurować na tym rynku na uczciwych zasadach.

W tym momencie wiele internetowych serwisów monetyzuje swoją działalność reklamami. Wykorzystują one oczywiście targetowanie. Czy jeśli użytkownicy będą sami sprzedawali swoje dane to będzie to oznaczało konieczność znalezienia nowych modeli biznesowych przez internetowe przedsięwzięcia?

Zupełnie odwrotnie! Wraz z rozwojem skandali związanych z obrotem cyfrowych informacji świadomi i coraz lepiej wykształceni użytkownicy będą odpływać z portali handlującymi danymi lub celowo coraz bardziej zaciemniać cyfrowy obraz swojej osoby. Już dziś wielu z nas używa nie tylko adblocka, ale też VPN czy innych pro-prywatnościowych narzędzi. Inicjatywa IOVO może wręcz ograniczyć ten odpływ i zachęcić użytkowników do cywilizowanego dzielenie się swoimi danymi, ponieważ część zysku z tych danych będzie trafiało bezpośrednio do nich. Sytuacja stanie się ekonomicznie przejrzysta i skorzystają na niej wszystkie strony.

Jedna rzecz to dane zbierane w internecie, ale duży problem jest także wśród smartfonów, gdzie byle aplikacja może zbierać mnóstwo wrażliwych danych.

Nad szczegółami wdrożenia technologii IOVO w kanale mobile wciąż intensywnie pracujemy. Zasadniczo IOVO w obecnie programowanej postaci pozwalać będzie na tworzenie nowych aplikacji na infrastrukturze danych IOVO, która w pełni automatyzuje realną ochronę praw własności i kontroli nad własnymi danymi.

Czuję w Pana wypowiedziach dużą pewność, jeśli chodzi o przyszłość projektu.

Wynika to z tego, że mimo polskich korzeni projekt ma charakter międzynarodowy. W naszym zespole są eksperci m.in. z Chin, Dubaju czy Korei Południowej. W tych i innych państwach mamy partnerów biznesowych, z którymi będziemy dalej się rozwijać. Sprzyja nam również koniunktura. Kryzys wizerunkowy w obszarze danych będzie się pogłębiał, więc z pewnością także istniejące aplikacje będą przenosić się na IOVO, by odbudować lub zyskać zaufanie użytkowników. Wierzę, że cyfrowy analfabetyzm, który widzimy szczególnie w obrębie przetwarzania danych, powoli będzie się zmniejszał. Z czasem nie tylko dostawcy aplikacji, ale i producenci urządzeń mobilnych będą musieli przyjąć nowe, demokratyczne, cyfrowe standardy praw człowieka w świecie danych.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst