Polskie szkoły zakażą telefonów. Oni właśnie dali uczniom tablety
I choć korzystanie ze sprzętów za zgodą nauczyciela dalej będzie możliwe, to i tak katowicka szkoła idzie nieco pod prąd.

Ministerstwo Edukacji Narodowej od razu podkreślało, że zakaz, który ma zacząć obowiązywać od 1 września 2026 r., będzie mógł mieć swoje wyjątki. Odstępstwem od nowej normy może być np. korzystanie z urządzenia za zgodą nauczyciela, w momencie gdy "służy realizacji programu nauczania, sprawdzeniu wiedzy lub kontaktowi z rodzicem w sytuacji nagłej".
Ogólne zasady będą jednak jasne. "Przychodzisz do szkoły i nie możesz używać telefonu na przerwie i na lekcjach – podkreślała Barbara Nowacka na antenie Radia Zet.
- Chcemy wspierać koncentrację, relacje rówieśnicze i rozwój młodych ludzi, a nie uzależnienie od ekranów i niekończących się powiadomień - deklarował minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Z kolei Donald Tusk argumentując konieczność wprowadzenia zakazu wyjaśniał, że trzeba rozwiązać "poważny problem, jakim jest uzależnienie od telefonu i internetu".
Tymczasem Katowicka placówka idzie pod prąd i rozdaje uczniom tablety
Siódmoklasiści ze Szkoły Podstawowej nr 45 im. Kornela Makuszyńskiego w Katowicach dostali iPady, które zastąpiły im podręczniki i zeszyty - informuje katowicka "Wyborcza".
Na razie urządzenia wręczono 19 uczniom. Młodzież może zabierać je do domów.
Problem przeciążonych tornistrów znika w mgnieniu oka. Wszystkie podręczniki, lektury i zeszyty przedmiotowe mieszczą się teraz w jednym urządzeniu ważącym niespełna pół kilograma. To koniec zgubionych notatek i zapomnianych podręczników. Uczeń ma stały dostęp do swoich prac zarówno w szkole, jak i podczas odrabiania lekcji w domu. Drastycznie ograniczamy też zużycie papieru, ucząc młodzież odpowiedzialności za środowisko - mówi w rozmowie z "Wyborczą" Rafał Zawiślak, dyrektor SP nr 45.
Nauczyciele mogą blokować dostęp do iPadów. Uczący przedmiotów mogą też wymagać od uczniów, aby ci prowadzili swoje zeszyty w tradycyjny sposób. Sprzęty nie zostają w szkole na noc - młodzi zabierają je do domów. Dyrektor uczulał rodziców, że to od nich zależy, jak wiele czasu pociechy spędzają przed ekranem.
Możliwość zastąpienia ciężkich książek i zeszytów jednym urządzeniem było marzeniem wielu pokoleń, które musiały dźwigać wielkie plecaki dzień w dzień. Nie pomagało nawet prowadzenie jednego zeszytu do wszystkiego - nie pytajcie, skąd o tym wiem. Kiedy byłem uczniem, nie było szans na to, aby przenieść całą szkołę do małego urządzenia, ale już wtedy dziwiłem się, dlaczego musimy pisać wypracowania ręcznie. Wolałem przygotowywać je na komputerze i drukować.
Z drugiej strony można przytaczać badania, według których pisanie ręczne przynosi znaczące korzyści w porównaniu z pisaniem na klawiaturze. Pomaga się uczyć i ćwiczy pamięć.
Projekt katowickiej szkoły jest ciekawy choćby z tego względu, że dziś trend jest inny - szkoły mają ponownie stać się bardziej analogowe, być jednym z ostatnich miejsc, w których da się uciec od ekranu. W Katowicach zaś zastanawiają się, czy ta walka ma sens i może jeśli wroga nie da się pokonać, to lepiej się do niego przyłączyć.
Idealnym rozwiązaniem byłoby znalezienie złotego środka, ale rodzą się obawy i wątpliwości, czy nie jest na to już na to za późno. Byłoby świetnie, gdyby dało się wykorzystać możliwości, jakie dają nowe technologie, a przy tym nie wpadać w pułapki, które są zastawiane na młodych i nie tylko. O takim ideale marzy się od lat. Pewnie łatwiej zrealizować go na mniejszą skalę.



















