Gry  / Artykuł

Wydawcy gier - uczcie się. Twórcy Resident Evil 7 wiedzą, jak reklamować grę

Resident Evil 7 radykalnie zrywa z ostatnimi, nastawionymi na akcję i wybuchy odsłonami. Jeżeli miałbym do czegoś porównać grę osadzoną na luizjańskich bagnach, byłaby to Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną.

Główne hasło Resident Evil 7 - „witamy w rodzinie” - ma tutaj fundamentalne znaczenie.

W ostatnich odsłonach serii gracze walczyli z hordami zombie. Latali w śmigłowcach nad zrujnowanymi miastami, brali udział w samochodowych pościgach, a nawet uczestniczyli w otwartym konflikcie zbrojnym we Wschodniej Europie. Byli jak super-bohaterowie z filmów Marvela, ratujący świat raz za razem.

To nareszcie się zmienia. Seria wraca do korzeni horroru. Pokazuje to nowy zwiastun Resident Evil 7, skoncentrowany na „rodzinie” Bakerów:

Podczas mocnej, obrzydliwej wręcz sceny przy rodzinnym stole, poznajemy wesołą gromadkę Bakerów. Od lewej mamy ledwo żywą nestorkę rodu Camille, następnie wnuczka Lucasa, a potem jego rodziców - Jacka i Marguerite. Po końcowej prawej siedzi z kolei nikt inny, jak… Andre, bohater dema Resident Evil 7!

Bohater jest zapewne martwy. Nie zmienia to faktu, że wbrew wypowiedziom producentów, wersja demonstracyjna została w pewien sposób osadzona w mrocznym uniwersum! Robi się naprawdę interesująco.

No dobrze, ale gdzie są hordy zombie w Resident Evil 7? Gdzie chociaż pojedyncze żywe trupy?

Odpowiedź jest prosta - nie ma. Według japońskich dziennikarzy rozmawiających z producentami gry, w pewnym momencie gracz zostanie świadkiem tak zwanej „epidemii zombie”, lecz nie ona będzie główną osią dla Resident Evil 7.

W nadchodzącym horrorze większość przeciwników ma być imienna. Na być znana graczowi z imienia, nazwiska oraz charakteru. Zamiast łatwych do pokonania, bezmózgich hord zombie, naprzeciwko nas staną wytrzymali, pojedynczy przeciwnicy. Będziemy musieli bawić się z nimi w kotka i myszkę, walcząc o przetrwanie na bagnach Luizjany.

resident-evil-7-3

Wraz z rozwojem gry, gracz ma otrzymywać coraz potężniejsze narzędzia zniszczenia. Tępe przedmioty zamienią się w noże i maczety, a te z czasem wymienimy na pistolety oraz strzelby. To już tylko moje przypuszczenia, ale niewykluczone, że Resident Evil 7 w dużej mierze skoncentruje się na przemianie głównego bohatera, ze zwierzyny w łowcę. Podobny motyw pojawił się na przykład w Far Cry 3 i zadziałał kapitalnie.

Pozostaje pytanie, czy w czasie tego procesu sami nie stracimy swojego człowieczeństwa.

Mam dziwne przeczucie, że rodzina Bakerów bardzo się stara, aby główny bohater Resident Evil 7 został jej częścią. Co więcej, Bakerowie to coś innego niż zwykli ludzie, to coś innego niż żywe trupy. To jak gdyby etap pośredni między zombie oraz człowiekiem. Niczym eksperyment zatrzymany w połowie, niczym delikatny flirt z wirusem, który zamieniał całe miasta w hordy rozkładających się potworów.

Jestem przekonany, że rodzina Bakerów to zaledwie wstęp do właściwej gry i właściwej intrygi. Zgaduję, że domostwo na Luizjanie to kilkugodzinna sekwencja początkowa. Taka, jaką w w Resident Evil 4 była skąpana we mgle wioska, a w Resident Evil 2 uliczki miasta Raccoon City, przed dotarciem do wielkiego komisariatu policji.

resident-evil-7-4

Niemal dam sobie rękę odciąć, że z czasem w Resident Evil 7 pojawią się podziemne laboratoria, sekrety wielkich korporacji, a także… bohaterowie poprzednich części. Można być pewnym zwłaszcza tego ostatniego. Producenci gry nie zdementowali plotek o powrocie kilku znanych postaci.

Co niesamowite, Resident Evil 7 lada moment doczeka się zaktualizowanego dema.

Pamiętacie, gdy pisałem wam o palcu manekina, nad którym głowiłem się kilka dobrych dni? Mam nadzieję, że wraz z aktualizacją w końcu poznam sekret stojący za tym przedmiotem. Byłby na to najwyższy czas!

Wersja demonstracyjna ma posiadać dopisek „Twillight”. Pobierze ją każdy zainteresowany posiadacz konsoli PlayStation 4, nawet bez wykupionego i opłaconego abonamentu PlayStation Plus. Zacieram ręce i już nie mogę się doczekać, co przyniosą następne godziny.

resident-evil-7-1

Jestem pod wrażeniem kampanii reklamowej Resident Evil 7. Chylę czoła.

Capcom robi to naprawdę dobrze. Gra generuje kolejne sekrety, a z pomocą poszlak i wersji demonstracyjnych producenci bawią się z fanami w kotka i myszkę. Marketing tego produktu to nieustanny, interaktywny flirt z graczami, na długie miesiące przed premierą właściwego tytułu.

No i tak to się powinno robić! Aktualizowane wersje demonstracyjne to coś bardzo egzotycznego. Kosztownego i zajmującego czas deweloperom. Coś, co wskazuje, że wydawcy naprawdę zależy na dobrym przyjęciu odważnego, rewolucjonizującego serię Resident Evil 7.

Ależ nie mogę się doczekać, żeby w to zagrać!

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst