Sprzęt  / Artykuł

To urządzenie stworzy wokół ciebie strefę ciszy. A przynajmniej taki kit wciskają twórcy

Nie przepadam za „cudownymi wynalazkami” z Kickstartera. Wiele z nich to pomysły chybione, wydumane, naciągane i kompletnie nierealne, które po zebraniu środków kończą się plajtą. Dlatego patrzę na dzisiejszy hit platformy crowdfundingowej i przecieram oczy ze zdumienia.

Ponad pół miliona dolarów od prawie 3 tysięcy ludzi zebrała kampania projektu o nazwie Muzo – urządzenia, które ma zagwarantować nam ciszę w każdej sytuacji. Spójrzcie tylko, jak utopijnie prezentuje się zapowiedź urządzenia:

Jeśli mielibyśmy Muzo do czegoś przyrównać, to najbliżej byłoby mu do tzw. „wspomagaczy snu”, których najczęstszym zastosowaniem jest emitowanie białego szumu, ułatwiającego zasypianie. Urządzenie z Kickstartera obiecuje jednak znacznie więcej. Potrafi ono redukować wibracje emitowane przez płaskie powierzchnie, a co za tym idzie (teoretycznie) niwelować odbijane przez nie fale dźwiękowe.

Powierzchnią, na której ma zadziałać najlepiej, jest tafla szkła, co jest dość logiczne, bo to ona jest największym „rezonatorem” w pomieszczeniu. Po przyklejeniu Muzo do szyby urządzenie nie tylko zredukuje wibrację i obniży poziom generowanego przez otoczenie hałasu (teoretycznie), ale też wykorzysta całą powierzchnię szyby, żeby emitować własne dźwięki, które nas uspokoją, ułatwią zaśnięcie, etc. Do wyboru mamy kilka „scen”, które Muzo może symulować.

muzo-porownanie

Muzo kontrolujemy przy pomocy aplikacji na smartfonie i to w niej możemy ustalić, jak efektywnie urządzenie ma eliminować dźwięki otaczającego nas świata, jakie dźwięki emitować, możemy też owe dźwięki pomieszać, tworząc np. unikatową kombinację kawiarnianego gwaru z tropikalnym deszczem i trzaskającym ogniskiem. Dzięki temu, że społeczność wielokrotnie przekroczyła początkowy cel 100 tys. dol., Muzo zostanie też wyposażone w diody LED RGB, tworzące oświetlenie ambientowe, które dodatkowo pomoże nam zasnąć, czy „stworzyć atmosferę”.

Muzo obiecuje wiele, ale pewnie na nic się to nie zda.


Do tego momentu wszystko wygląda w miarę realistycznie. Ba, nawet rewolucyjnie! Urządzenie potrafiące niwelować wibracje powierzchni płaskich? Brzmi jak przyszłość wszystkich studiów nagrań. Koniec z toną piankowych paneli o wymyślnych wzorach, koniec z pułapkami basowymi w rogach pokoju – wszystko rozwiąże małe urządzonko przyklejone do każdej ze ścian.

Jeśli wyczuwacie mój sceptycyzm, to pójdę z nim o krok dalej.

Muzo tworzy wokół siebie bańkę. I dosłownie i w przenośni.

Kto czytał Harry’ego Pottera na pewno kojarzy zaklęcie Muffliato, znalezione w podręczniku eliksirów Księcia Półkrwi, wypełniające uszy postronnych niezidentyfikowanym brzęczeniem, dzięki którym można prowadzić długie rozmowy bez ryzyka bycia podsłuchanym.

Twórcy Muzo twierdzą, że przenieśli Muffliato do rzeczywistości. Według ich zapowiedzi, wystarczy urządzenie położyć na stole, uruchomić secret mode i voila – możemy prowadzić długie rozmowy, bez ryzyka zostania podsłuchanym!

muzo-muffliato

Jeśli to faktycznie działa, twórcy Muzo właśnie zrewolucjonizowali kolejny rynek, a spore zamówienie pewnie właśnie wędruje do polskich polityków, którzy od tej pory będą mogli do woli prowadzić rozmowy o dupach i kamieni kupach w knajpach, i nie dać się złapać na nagraniu.

Sęk w tym, że w takie cuda akurat nie wierzę. Bo co niby miałoby robić Muzo? Manipulować wibracją powietrza? Pochłaniać fale dźwiękowe? Topić rozmowę w białym szumie, słyszalnym dla potencjalnych podsłuchiwaczy, ale w magiczny sposób nieprzeszkadzającym rozmówcom?

To nie jest tak, że nie wierzę w cudowne możliwości nowego urządzenia. Technologia nie raz nie dwa już pokazywała, że pod wieloma względami może być praktycznie magią. Nie potrafię jednak uwierzyć w zapewnienia Muzo, że ich kosztujące niecałe 200 dolarów urządzenie będzie jednocześnie wytłumieniem akustycznym pokoju, bańką ochronną przed codziennym hałasem i jeszcze ochroną przed podsłuchem.

Muzo ma trafić do wspierających w marcu przyszłego roku. Jako że przekroczono wszystkie progi kampanii, trafi do użytkowników wyposażone we wspomnianą diodę LED i zapakowane w etui ochronne (które może też pełnić rolę emitera fal dźwiękowych…). Czy trafi? Pewnie tak. Czy spełni pokładane w nim oczekiwania? Śmiem wątpić.

Nie wierzę, żeby Muzo było czymkolwiek więcej, od kolejnego „wspomagacza snu”, jakkolwiek twórcy by się zarzekali, że jest inaczej. Nie twierdzę, że będzie to nieciekawe urządzenie. Ale – podobnie jak w wielu innych przypadkach na Kickstarterze – twórcy chyba zdrowo przestrzelili ze składanymi obietnicami.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst