Tech  / Artykuł

Błagam, niech to nie będzie prawda - jeśli tak wygląda nowy smartfon HTC, to czarno to widzę

158 interakcji
dołącz do dyskusji

2015 z całą pewnością nie jest dobrym rokiem dla HTC. Ostatnie wyniki finansowe tylko potwierdziły to, co postronny obserwator mógł zaobserwować od pewnego czasu - Tajwańczycy stracili rozpęd. Jeśli jednak chcą go odzyskać prezentując taki sprzęt jak rzekomy „Aero”, to… może się nie udać.

Czy ktoś jeszcze pamięta o HTC One M9? Zapewne tak, ale nie ma co ukrywać, że ani jego sprzedaż nie jest powalająca, ani też jego medialna prezencja nie zachwyca w ostatnim czasie, bo oprócz kontrowersji wokół pojawienia się chwilę później mocniejszego modelu M9+, o tegorocznym flagowcu HTC rozmawiamy raczej wyłącznie w kontekście przegrzewania się Snapdragona 810.

Nic w tym dziwnego, bo One M9 tak naprawdę nie był niczym więcej, niż tylko odgrzanym kotletem.

Nieważne, że odgrzano świetny model M8 - odgrzany kotlet pozostaje odgrzanym kotletem, a klienci nie są ślepi i trzeci rok z rzędu tego samego nie zjedzą. M9 w tym roku stracił niemal wszystkie argumenty, bo konkurencja nie tylko dogoniła HTC w kwestii jakości wykonania i stylistyki, ale w wielu przypadkach przegoniła, wobec tego nowy flagowiec nie tylko nie miał zbyt wiele do zaoferowania posiadaczom poprzedniego modelu, ale nie przyciągał też nowych klientów, bo nie miał nic do zaoferowania na tle rywali.

Dodajmy do tego nieszczególnie ciekawe modele z linii Desire (które tym bardziej są miażdżone przez konkurentów na średniej półce) i stratę przez firmę połowy przychodów w drugim kwartale b.r. i nikogo nie powinno dziwić, że HTC chwyta się brzytwy, byleby utrzymać się na powierzchni. Obawiam się jednak, że jeśli ta brzytwa wygląda w ten sposób, to prędzej utnie firmie palce:

Urządzenie widoczne na zdjęciu ma być nową nadzieją Tajwańczyków, która - jak mówi CEO Cher Wang - ma zapoczątkować w październiku zupełnie nową linię smartfonów. Na zdjęciu najprawdopodobniej widzimy model o kryptonimie „Aero”, który wizualnie wydaje się być dziwnie znajomy…

Wygląda na to (jeśli przeciek okaże się prawdziwy), że tym razem HTC zamiast odgrzewać własne rozwiązania stylistyczne, sięgnęło po cudze.

Cóż, nie byliby pierwszymi - Lenovo także pokazało swój model smartfona z Androidem, który wygląda łudząco podobnie do iPhone’a 6, a wielu innych producentów garściami czerpie z rozwiązań Apple. Niemniej jednak po firmie, która od zawsze wiodła prym w kwestii designu na androidowym polu spodziewalibyśmy się czegoś znacznie więcej, niż tylko bezczelnego „zerżnięcia” wyglądu jednego z głównych rywali.

A wielka szkoda, bo jeśli wierzyć plotkom, szykuje się naprawdę potężne urządzenie. 10-rdzeniowy procesor MediaTek X20, 4 GB RAM, 3500 mAh akumulator, a to wszystko pod ekranem o przekątnej 5,2” i rozdzielczości QHD, pokrytym szkłem 2,5D - to specyfikacja, która naprawdę nie miałaby się czego wstydzić.

Jeśli jednak „Aero” faktycznie zadebiutuje w październiku (pod rzekomą nazwą A9) to obawiam się, że nie będziemy mówić o nim jako o świetnym, potężnym flagowcu HTC, lecz jako bezczelnej kopii iPhone’a, co z marszu zdyskredytuje to urządzenie w branżowych oczach.

A to właśnie branżę technologiczną i fanów nowych technologii HTC musi w pierwszej kolejności przekonać, żeby udało mu się dotrzeć ze swoimi nowymi sprzętami do szerszej publiki.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst