Gry  / Recenzja

Kholat to pierwszy polski survival horror oparty o prawdziwe wydarzenia - recenzja Spider's Web

Śnieg smaga mnie po twarzy. Wicher dudni w bezprzewodowych słuchawkach. Stoję nad górską przepaścią i patrzę w paszczę śmierci pod nogami. Nie mam zielonego pojęcia, dokąd pójść dalej. Znowu się zgubiłem. Mapa praktycznie niczego mi nie mówi. Ten opis to kwintesencja gry Kholat, za którą odpowiada polskie studio IMGN.PRO z Bielska-Białej.

„Oparte na prawdziwych wydarzeniach”. Ileż smaczku dodaje taki prosty zwrot, taka krótka informacja! Wystarczy umieścić ją na okładce książki czy opakowaniu filmu, aby dzieło stawało się znacznie bardziej interesujące. Gry adaptujące konkretne, prawdziwe historie z przeszłości – to już zupełnie inna para kaloszy. Na tym polu polski Kholat jest ciekawym eksperymentem, z którym spędziłem kilka przeraźliwie zimnych nocy.

Kholat to przygodowy survival-horror, który polega na eksploracji otwartego otoczenia.

Tyle tylko, że zarówno „survival”, jak i „horror” pasują do produkcji z Bielska-Białej jak pięść do nosa. Kholat wymyka się trendom współczesnych produkcji grozy z wysokim budżetem. W IMGN.PRO znajdują swoją niszę między takimi tytułami jak Amnesia, SOLA czy Slender. To właśnie do zabawy w kotka i myszkę z przerażającym Slender-Manem porównałbym rodzimą produkcję. Pod względem rozgrywki obie mary mocne mają mnóstwo wspólnego.

Kholat polega na eksploracji terenu. Gameplay opiera się na swobodnej wędrówce po otwartym środowisku, walcząc nie tylko z niepokojącymi wizjami, ale również śmiercionośną naturą. Akcja gry ma miejsce na smaganych wiatrem, lodem i śniegiem górach północnego Uralu. W miejscu, o którym zapomniał Bóg, panują niezwykle ciężkie warunki. To zdecydowanie nie jest spacerek z punktu do punktu wzorem Skyrim czy trzeciego Fallouta.

2015-06-04_00001

Producenci zatroszczyli się o to, aby nie było zbyt łatwo. Szybka podróż? Zapomnijcie. Mordowanie klawisza spacji, aby wspiąć się na pozornie wzgórza również nie wchodzi w grę. Pozostaje mozolna wędrówka przy użyciu mapy i kompasu. Co świetne, na rysunku kartografa nie zobaczymy znacznika postaci, tak jak nie widzimy swojego położenia na prawdziwej mapie. Orientacja w terenie, szukanie punktów widokowych oraz charakterystycznych miejsc – to jedyne sposoby, aby nie zgubić się w Kholat.

Mordercza wędrówka gracza ma wyjaśnić, co stało się z prawdziwą, mrożącą krew w żyłach śmiercią grupy studentów z grupy Diatłowa.

Zwiedzając szczyty Uralu odkrywamy kolejne pozostałości po grupie ekspedycyjnej, takie jak namioty, narzędzia i notatki. Z czasem, za sprawą narracji Seana Beana (TEGO Seana Beana!) odkryjecie drugie dno Kholatu. Niekoniecznie o studentów tutaj chodzi i niekoniecznie ich zaginięcie przyjdzie nam rozwiązać. Rozerwana na strzępy historia skrywa znacznie więcej, niż początkowo może się wydawać. Nie napiszę jednak ani zdania więcej, aby nie psuć wam przyjemności podczas jutrzejszej premiery.

2015-06-04_00019

Co intrygujące, w Kholat nie ma żadnej kolejności, w jakiej posuwamy do przodu wątek fabularny. Każde miejsce skrywające mroczną tajemnicę może zostać odkryte od razu. Niezależnie czy to lodowa grota, stary bunkier czy środek zamarzniętej delty rzek. Do gracza należy szycie zebranych materiałów w spójną całość. Skutecznie przeszkadza w tym wcześniej wspominany Sean Bean, ze swoimi enigmatycznymi, zagadkowymi i klimatycznymi kwestiami.

Niestety, polski Kholat na pewno nie jest horrorem. Nie w tym znaczeniu, w którym łapałem hausty powietrza podczas grania w Silent Hill 2.

Dzieło z Bielska-Białej jest tajemnicze. Jest intrygujące. Na pewno jednak nie jest straszne. Napiszę więcej – po poznaniu podstawowych mechanizmów rozgrywki byłem pewien, kiedy grozi mi niebezpieczeństwo. Z kolei w momencie, w którym z głowy gracza znika niepewność i poczucie zaszczucia, zaczyna wkradać się tam nuda oraz monotonia. Po kilku godzinach zwiedzałem góry Uralu jak na beztroskim pikniku, od czasu do czasu uciekając przed oskryptowanymi wyzwaniami.

2015-06-04_00004

Pod tym względem mniejszy i nie tak piękny wizualnie Slender wydaje mi się o wiele bardziej nieprzewidywalny. W tamtej produkcji wysoki mężczyzna bez twarzy mógł pojawić się w każdym miejscu i o każdej porze. Kholat jest znacznie bardziej spokojną, nie tak upiorną porcją kodu. Producenci postawili na otoczkę tajemniczości i przetrwania, uciekając się do potworów i kościotrupów jedynie w ostateczności. Obosieczny miecz, który w mojej ocenie wypada na niekorzyść polskich deweloperów.

Brak serca w przełyku rekompensuje klimat. Góry Uralu są znacznie piękniejsze, niż początkowo sądziłem. No i to audio!

Po ostatnich materiałach promocyjnych przekonałem się, że niezależny Kholat będzie wyglądał naprawdę dobrze. Nie przepuszczałem jednak, że doznania wizualne będą aż tak miłe dla oka. Oczywiście Kholat to ani nie Wiedźmin, ani nie Skyrim. Kiedy jednak porównany grę Polaków do konkurentów z jej kategorii wagowej, to jest Amnesii czy Slendera, rodzima produkcja wypada naprawdę korzystnie.

2015-06-04_00036

Deweloperzy starali się urozmaicić górzystą przestrzeń jak to tylko możliwe. Kotliny, jaskinie, pozostałości cywilizacji, odległe wieże radiostacji – jest tutaj wszystko, co pasuje do konwencji. Rewelacyjnie wypadają również efekty świetlne. Jęzory ognia z pochodni pięknie tańczą po powierzchni górskich grani, natomiast skromne światło latarki jak zwykle bardziej przeszkadza i przeraża, niżeli pomaga.

Na osobną wzmiankę zasługuj oprawa dźwiękowa. W Kholat grałem na bezprzewodowych SteelSeries Wireless H i przyznam, że już dawno nie wsiąkałem tak głęboko w wirtualny świat za sprawą samej tylko warstwy audio. Mroźna wichura dudniąca graczowi w uszach to kapitalne, sugestywne, doskonale zrealizowane doświadczenie. Lepiej wypadają jedynie klimatyczne, nostalgiczne pieśni, które możemy usłyszeć w konkretnych momentach rozgrywki.

Jeżeli jesteście zaintrygowani Kholatem, musicie zdawać sobie sprawę, że to typowa produkcja „na jeden raz”.

Po poznaniu historii nie będziecie mieli żadnego powodu, aby zorganizować kolejną wyprawę w góry Uralu. Wzorem wielu innych „historii opartych na faktach”, Kholat to oryginalne i ciekawe, ale jednorazowe doświadczenie. Gra nie posiada wartości do ponownego rozegrania. Żadnego nowego trybu, żadnych nowych wyzwań – ot, przejdź, odinstaluj i zapomnij. Musicie brać to pod rozwagę, zastanawiając się nad zakupem.

2015-06-04_00012

Cieszę się, że powstają gry takie jak Kholat. Jeszcze bardziej raduje mnie, że są produkowane w Polsce. This War of Mine, The Vanishing of Ethan Carter, SUPERHOT, MouseCraft, Anomaly – z naszego kraju pochodzi wiele bardzo dobrych gier niezależnych. Produkcję z Bielska-Białej dołączam do tej grupy, ale pod jednym warunkiem – w następnych latach oczekuje od studia IMGN.PRO jeszcze większej, bardziej rozbudowanej i zróżnicowanej produkcji. Liczę na to, że dopiero się rozkręcacie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst